Obudziłam się, kiedy promienie słoneczne zaczęły padać przez okno. W tym momencie zorientowałam się, że ktoś mnie obejmuje...
Pierwsze, co zobaczyłam po otwarciu oczu był pieprzyk. Usytuowany na szyi Jugheada. Poruszyłam lekko głową, chcąc wybadać swoją sytuację. Leżałam na chłopaku prawie całym ciałem, chociaż w nocy zasnęliśmy z daleka od siebie. Dodatkowo byłam opasana jego dwoma ramionami, co ograniczało mi zdolność ruchu. Ale jednocześnie czułam się tak... Bezpieczna, szczęśliwa. Mogłabym się wsłuchiwać w jego spokojny oddech godzinami. Czuć pod sobą bicie jego serca. Mieć palce zanurzone w jego włosach... Po prostu być z nim. Prosto i bezproblemowo.
Ale to nigdy nie będzie możliwe.
•••
Leżałam tak już dobre pięć minut, w końcu przestając się zastanawiać jak wyplątać się z jego uścisku i przechodząc myślami do przyjemniejszych rzeczy, na przykład jak perfekcyjnie gładka jest skóra na jego szyi, jak miękkie i delikatne są jego włosy, jak twarde ma mięśnie. Rozkoszowałam się każdą sekundą spędzoną w jego ramionach. Nie wiedziałam, że przez ten cały czas tak bardzo brakowało mi bliskości drugiego człowieka. Ale nie chodzi tylko o nią. Do Juga znów zaczęłam czuć to osobliwe przyciąganie, które męczyło mnie kiedyś. Dwa lata temu prawie go pocałowałam w usta. W ostatniej chwili zmieniłam kierunek i moje wargi wylądowały na jego policzku.
W ogóle dziwne jest to, że po tych koszmarach w ogóle zasnęłam. Zwykle szłam po cichu do łazienki, wyjmując żyletkę i robiąc sobie kolejne nacięcia. Albo po prostu leżałam obok Archiego, wyobrażając sobie sposoby na zamordowanie go.
Poczułam, jak Jughead lekko się poruszył, więc od razu zamknęłam oczy i starałam się wyrównać oddech.
-Betts? - Wyszeptał cicho, ale nie zareagowałam. Westchnął głęboko i zaczął głaskać mnie po włosach. Nie zrzucił mnie z siebie, nawet nie wypuścił z ciepłego uścisku. Po moim wnętrzu rozlało się ciepłe uczucie.
-Mmm... - Lekko się poruszyłam, cały czas nie otwierając oczu.
-Betts, co myślisz o kawie serwowanej do łóżka? - Uśmiechnęłam się lekko.
-Myślę, że to świetny pomysł, ale jestem na tyle wyspana, że chyba nie potrzebuję kofeiny. - Wymamrotałam, podnosząc głowę i patrząc w oczy Jugheada. - I bardzo mi przykro, że postanowiłam wykorzystać cię jako poduszkę.
-Nie czuję się wykorzystany. Jesteś na tyle lekka, że prawie nie czuję, że na mnie leżysz.
-To dobrze. - Powiedziałam i znów położyłam się wygodnie na jego klatce piersiowej.
-No ale ej! Będziesz jeszcze spać?
-A co?
-No bo rzeczywiście chciałem pójść po tą kawę. - Westchnęłam głęboko i sturlałam się z niego. A raczej próbowałam, bo miał cały czas owinięte wokół mnie ręce i przekręciłam się tylko na bok, a twarz Jugheada nagle znalazła się nade mną.
-To już twoja wina. - Powiedziałam, patrząc mu badawczo w oczy. Wyglądał, jakby się nad czymś głęboko zastanawiał. Pochylił się nade mną lekko i... Wyjął swoje ramię spod moich pleców.
-Jaką chcesz kawę? - Powiedział, stojąc już przy łóżku. Poczułam się... Zawiedziona. Tak, byłam zawiedziona, że mnie nie pocałował!
-Yyy... - Uniosłam się trochę na łokciach. - Coś lekkiego. Może cappuccino? - Tylko pokręcił głową.
-Zapomniałem, że w ogóle nie znasz się na dobrej kawie. - Wydęłam usta z oburzeniem.
-Jestem koneserem.
-Tja.
Leżałam jeszcze chwilę pod kołdrą, rozważając moje uczucia. Bałam się, że jedyne co zrobię, to jeszcze raz skrzywdzę Juga. Czy to, co do niego aktualnie czuję, to po prostu potrzeba bliskości z innym człowiekiem? A potem, kiedy poradzę sobie z traumą, znów go odsunę?
Wyskoczyłam spod kołdry i poszłam do łazienki. Spojrzałam w lustro na moje błyszczące oczy. Szeroki uśmiech, cisnący się na usta. Nie. Żaden inny człowiek nie jest taki jak Jughead. Nikt inny by go nie zastąpił.
-Betts? Gdzie jesteś? - Usłyszałam zza drzwi. - Przyniosłem ci ten płyn, który z jakiś powodów mianujesz kawą.
-Tutaj. Zaraz wychodzę. - Powiedziałam i szybko obmyłam twarz w zimnej wodzie. Musiałam się ogarnąć.
•••
-Co ja widzę? Wreszcie wróciłaś do domu? Czekam tu już na ciebie dwie godziny! - Wydarł się Archie, stojąc na środku mojego pokoju.
-Spokojnie, Arch. - Powiedziałam, wzruszając ramionami. - Nikt ci nie kazał na mnie czekać. A zadzwoniłam do mamy i powiedziałam jej, że będę trochę później, bo poszłam jeszcze z Veronicą na zakupy. - Podniosłam do góry torbę z ubraniami. Archie był czasem trochę zbyt gwałtowny, ale nauczyłam się z tym walczyć. Spokój pokonywał jego złość. Wystarczyło tylko nie wspominać o Jugheadzie.
•••
Minął tydzień, odkąd Jug uwolnił mnie od mojego oprawcy. Tydzień pełen wzlotów i upadków. Cztery razy miałam w nocy koszmary i za każdym razem Jughead przychodził i ze mną spał. Raz miałam atak paniki, kiedy w drzwiach pojawił się rudowłosy listonosz. Od policji nie było na razie żadnych wieści, ale byliśmy dobrej myśli. Nasze dowody były obciążające.
Ale ten tydzień nie był dla mnie spokojny. W żadnym stopniu. Zaczęłam jeść dość regularnie i normalnie, wyglądałam już nie tak źle jak wcześniej. Ale nie chciałam spędzać dni tak jak teraz. Zwykle siedziałam i miotałam się po pokoju, bo nie mogłam usiedzieć w miejscu przy czytaniu książki. Chciałam coś robić, przestać tylko żerować na Jugu, pójść do jakiejś pracy. Jednak chłopak stanowczo mi tego zabronił.
-Betts, żyjemy w mieście obok tego zwyrola. Nie chcę, żeby coś ci się stało. A jeśli cię zauważy na ulicy, jak będziesz sama?
Kiwałam więc głową i odpuszczałam, ale w międzyczasie prosiłam, żeby załatwił mi jakąś pracę w domu. W końcu zgodził się dawać mi napisane części powieści i być kimś w rodzaju korektora. Wiedziałam, że zrobił to tylko na odczepnego, ale i tak byłam zadowolona, że nie muszę siedzieć bezczynnie i patrzeć w ścianę. W międzyczasie chodziłam po domu i ukradkiem sprzątałam. Nie chciałam dać sobie chwili odpoczynku, bo od razu moje myśli wędrowały do pewnego tragicznie przystojnego bruneta, który w tym czasie zwykle siedział w gabinecie i nadrabiał rozdziały książki. Zdążyłam przeczytać dwie pozostałe powieści Juga, ale kiedy redagowałam tą, czułam, że jest w pewien sposób wyjątkowa. Żałowałam, że chłopak nie potrafi pisać jej szybciej.
Parę razy byliśmy wieczorem w Pop's, ale to ja głównie gotowałam. Chciałam, żeby Jug skupił się na książce, bo wydawnictwo go goniło terminami. Po paru dniach przestałam się tu czuć obco i przyzwyczaiłam się do życia z Jugiem. Do przebywania z nim, do jego głupich żartów, nawet do tego, że miałam ochotę go pocałować za każdym razem, gdy byliśmy bliżej siebie niż dwa metry.
W następnym tygodniu wracała jednak Veronica, a ja denerwowałam się tym coraz bardziej. Przecież ona mnie nienawidzi, a nie jest Jugheadem, który nie jest mściwy. Brała mnie panika na samą myśl o niej i łapałam się na tym, że znów robię sobie ranki paznokciami.
Po tygodniu jednak przyszedł list z policji.
-Jug! Zamknęli go! Zamknęli go i wytoczą mu proces! - Zapiszczałam szczęśliwa, wymachując pismem jak potłuczona.
-To świetnie, Betts! I wiesz co to oznacza? - Pokręciłam głową. - Że dziś wieczorem świętujemy!
CZYTASZ
Broken//Bughead
Roman d'amourBetty Cooper myślała, że wygrała życie. Poślubiła swoją wieloletnią miłość, Archiego Andrewsa i zaszła z nim w ciążę. Mimo osiemnastu lat była pewna swego. Wszystko zmieniło się kiedy jej mąż okazał się innym człowiekiem po ślubie. Czy dziewczyna da...
