Czyste niebo, trzydzieści stopni dających po karku i zmęczenie nigdy nie powstrzymywały Chaeyoung i Lalisy przed długimi spacerami. Może gdyby spędzały ten czas z inną osobą, już dawno by sobie odpuściły. Jednak we dwójkę, nawet jeśli zaraz miałyby dostać udaru, całe lato potrafiły wykorzystać, spotykając się na obrzeżach miasta.
-Co chcesz robić po liceum?- spytała się Rose, siadając na najbliższej ławce.
-Sama nie wiem. Chciałabym wyjechać do Seulu albo za granicę, na studia. Tylko nie wiem na jakie, w tym problem.
Chaeyoung na początku ich znajomości zauważyła, że całe życie Lisy to jedna wielka podróż. Z Tajlandii do Korei, po drodze pozwiedzała też kilka innych krajów, w tym Amerykę, a dla niej to było wciąż marzenie. W całym swoim osiemnastoletnim życiu dziewczyna odwiedziła tylko Seul.
-Aha. - przytaknęła, a później zapadła chwila ciszy. -Ja pewnie zostanę tutaj. Ktoś musi w końcu kontynuować ten cały biznes rodzinny.
Wstała z ławki i uroczym gestem pożegnała się z przyjaciółką. Zawsze, gdy schodziły na poważniejsze tematy ich spotkania dobiegały końca. Niestety kiedyś trzeba było. Życie nie było cały czas zabawą, czego Lisa mogła nie wiedzieć. Za co jednak mogła ją winić, skoro Manoban nigdy nie zaznała prawdziwego bólu, smutku? Cieszyła się szczęściem dziewczyny, ale jednocześnie zazdrościła jej takiego życia.
Rodzice Rose prowadzili kwiaciarnię, mieli z tego jakieś pieniądze. W gimnazjum, gdy córka wspomniała o jej wymarzonej przeprowadzce do Stanów, została okrzyczana i obdarzona szlabanem na wychodzenie z domu. Od tamtego czasu wiedziała, że resztę życia będzie musiała spędzić prowadząc kwiaciarnię. Oficjalnie pożegnała się z marzeniami, chociaż podświadomie nadal pragnęła je spełnić. Było więc oczywiste, że zazdrościła Lisie, mimo, że nie chciała.
Gdy dotarła do domu, znów uderzył w nią mocny zapach kwiatów. Zobaczyła matkę układającą bukiety.
-O, Chaeyoung, wróciłaś. W samą porę. Pomożesz mi? Mam zamówienie na jutro, nie dam rady sama. - uśmiechnęła się i przywołała córkę gestem ręki. Ta niechętnie usiadła na stołku i zabrała się do pracy, wiedząc, że nie ma możliwości odwrotu.
-Wszyscy kochamy kwiaty. Aż miło się na ciebie patrzy, wiesz? - zaśmiała się kobieta. Zdezorientowana Rose spojrzała się na nią z niepewnością. Nie wszyscy. Kojarzyła kwiaty z niewolą, monotonnością, samotnością. Przynajmniej te zerwane i poukładane w śliczne bukiety.
Następnego dnia, po szkole, znowu spotkała się z Lisą. Poszły tą samą drogą, co zawsze. Niestety rozmowa znów zeszła na te same, tak nielubiane przez Chaeyoung tematy. Przyszłość.
-Trochę zainteresowałam się uczelniami w Stanach. - mówiła Tajka. -Znalazłam kilka fajnych.
-Jakich?
-A, w Nowym Jorku. Rodzice powiedzieli, że mogę tam pojechać. Są też inne, w mniejszych miastach, ale ta nowojorska... wystarczy, że mnie przyjmą. Jestem w stanie zrobić wszystko. - oczy dziewczyny zaświeciły się, a na jej twarzy pojawił się szczery uśmiech. Zniknął on jednak, gdy zauważyła odwracającą wzrok przyjaciółkę.
-To... gdy wyjedziesz, już się nie zobaczymy.
-Co? Dlaczego? Ty też chciałaś...
-Nie wyjadę. - Rose przerwała jej chłodnym tonem. - Moja rodzina mi nie pozwoli. Muszę podtrzymać kwiaciarnię.
-Mam w dupie wasze kwiatki! - krzyknęła Manoban głosem dziecka, któremu nie kupiono zabawki. - Obiecałaś mi to kilka lat temu, nawet nie wspominałaś o jakichś przeszkodach. To nie fair!
Koreanka uśmiechnęła się smutno i pokręciła głową. To fakt, nie mówiła przyjaciółce o reakcji rodziców. Ale co ja mogę poradzić?
-Będę iśc. - wydukała szybko i odwróciła się na pięcie, ale Lalisa ścisnęła ją za nadgarstek.
Spojrzały na siebie ze zdenerwowaniem i niepokojem, ale wciąż tkwiły w tej samej pozycji. Ucisk, jaki odczuwała w tej chwili Chaeyoung nasilał się z każdą sekundą tej niewygodnej ciszy.
-Obiecasz mi, że pojedziemy razem. To było postanowione od... od... od pierwszej klasy gimnazjum!
-Nie mogę.
-To ja cię zabiorę! Nie musisz przecież studiować, jest tyle możliwości, wymyślę coś...
W tym momencie zastygła. „To ja cię zabiorę" Nie wiedziała, co może powiedzieć. Wyrwała rękę dziewczynie i odbiegła jak najszybciej mogła.
„To ja cię zabiorę"
„To ja cię zabiorę"
„To ja cię zabiorę"
CZYTASZ
dreams | chaelisa
FanfictionRok 1998 w małym, nadmorskim miasteczku. Mówiły sobie, że ich drogi nigdy się nie rozejdą, ale ta obietnica jest trudna do dotrzymania, gdy każda z nich ma inne marzenia.
