Rozdział 2

76 4 0
                                        

Pov Sonya

Szłam podziemnym korytarzem do lochów zamku, aby znaleść mojego kompana. Kiedy byłam przy wejściu schowałam się za ścianą na wypadek gdyby mnie mieli zaatakować i szeptem krzyknęłam.

-Jax! Jax! Jesteś tu?

Wyszłam z kryjówki i rozglondałam się miejscu, w którym się znajdowałam. Wreszcie zobaczyłam mojego kolegę z pracy. Był w celi ledwo żywy cały poobijany na twarzy ma mnóstwo siniakow. Kiedy podeszłam i zobaczyłam w jakim się stanie znajduje zapytałam się go.

-O mój boże. Co oni ci zrobili?.* Podeszłam do niego i powtórzyłam pytanie*. Co oni ci zrobili?.* Natomiast chłopak odpowiedział

[Jax] Begnij, dziewczyno, biegnij

Nie wiedziałam nawet, kiedy do podziemi wszedł Shang Tsung.

[Shang Tsung] Panna Blade! Nie zawiedziesz się! Spodziewałem się ciebie.

Odwróciłam się do niego  i rzekłam.

-Daj mu odejść! Nie jesteśmy częścią twojego turnieju!

[Shang Tsung] Przeciwnie. Jesteś bardzo dobrym zawodnikiem. Zmeżysz się z Sub-Zero z klanu zabójców Lin Kuei.

Jak na zawołanie przed demna wyrosła bryła lodu w kształcie człowieka. Nagle się ona rostszaskała i z niej wyskoczył ten cały Sub-Zero odwrocił sie w moim kierunku przyjol pozycje bojową i rzekł.

[Sub-Zero] Teraz poczujesz zimny ucisk śmierci.

Zaczęła się walka. On robił te swoje posągi z lodu a ja starałam się trzymać ziemi i robiłam te swoje ataki. Mój przeciwnik natomiast zablokował mój cios i z swojej mocy wytworzył miecz lodowy, którym mnie zaatakował było ciężko, ale go pokonałam. Jak leżał na ziemi w tym samym momencie pojawil się jakiś mężczyzna w dziwnym stroju to pewnie jest ten Raiden, o którym mówił Johny lecz się tym zbytnio nie przejełam i zwrociłam się do dziadka i  powiedziałam do tego maga.

-Stan mi na drodze a cię skopie.

Mag zbytnio się tym nie przejął. Wrecz 0rzeciwnie byl zadowolony i rzekł.

[Shang Tsung] Wyzwanie?

Facwtowi z jakims dziwnym wisiorkiem do mnie rzekł.

[Raiden] Nie. Nie będziesz stanowic wyzwania dla Shang Tsunga.

-Ty też chcesz trochę oberwać? Mi pasuje! Nasza dwójka ustawiła się znowu do walki. Byłam gotowa zr9bić wszystko, aby uratować Jax' a. Kazdy z nas wlaczył i dawal z siebie 100% nie zamieżałam sie poddać nawet jeśli za ten ratunek mam przepłacić własnym życiem zrobię to dla przyjaciela. Walka sie bardzo dłużyła. Wreszcie go pokonałam (nie bede opisaywac wszystkich walk bo chyba każdy wie jakie kto ma ruchy dop-aut).

Kiedy meżczyzna leżal na ziemi ja przystanelam i krzyknełam.

-Dosyć tego!

Po tych słowach podeszłam do chińczyka złapałam go za koszule jedna reką a drugą w powietrzu złożylam w pieść i miałam już się zamachnąć. Natomiast on mi powiedział, że mam zamknać oczy.

-co?

[Raiden]Zamknij oczy.*Jego oczy zaczeły błyszczec na błekitny. Dotego zaczeły jeszcze bardziej blyszczeć a błękitne światło powiększało się z kazda chwilą, że byłam zmuszona zasłonić oczy. Po tym jak sie ogarnełam podeszłam do celi kolegi z pracy. Przy pomocy mojej mocy zniszczyłam kraty, kiedy cela została otwarta wziełam mężczyzne pod ramie i zaczełam go wyprowadzać z podziemi lochów zamku.

Mortal kombatOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz