Czemu licealistów tak łatwo się wykorzystywało?
Harowali jak w chińskich korporacjach, a nawet im za to nie płacili. Stan psychiczny leciał w dół jak Dumbledore z wieży astronomicznej, obowiązków przybywało z każdym kolejnym rokiem, czas wolny był dodatkiem, a nawet jeśli nie, to spędzało się go myśląc o tym, czy na pewno wszystko już jest zrobione. Prace po szkole i w weekendy, wrzeszczące dzieciaki, tłusta pizza i nauka na sprawdziany, gdy w kawiarni akurat jest mniej klientów, bo ktoś musiał zarobić na te posrane w tym kraju studia, które są jak prostytutka biorąca 120 tysięcy za jedną noc, a ty jesteś idiotą, który się w niej zakochał.
Jasne, że mogli zagrać na koniec roku. Nie, nie szkodzi, że dyrektor zapytał ich dopiero teraz. Co z tego, że był zajebistym dupkiem w stosunku do dwóch członków zespołu. Co z tego, że zbliżały się egzaminy końcowe. Damy się wykorzystywać, absolutnie. To nie tak, że mamy coś innego do roboty, nie?
Autobiografie nastolatków wahają się tylko pomiędzy "Obowiązki albo śmierć", a "Seks i paranoja" i, jakimś cudem, pierwsza opcja była bardziej akceptowalna społecznie.
-Co ja tu kurwa robię? Mam finalne za dwa tygodnie. Od tego zależą moje jebane studia. Na chuj tu jestem? Groffa pojebało już do reszty? Czemu jest tak gorąco? Wyjebało klimatyzację? Żyjemy w czasach wojny secesyjnej? Zaraz jebnę.
-Nawet, gdybyś miał wolne, nie uczyłbyś się na egzaminy, Gabriel.-Charlie ziewnęła, siadając na swoim miejscu, gdy basista przeklinał pod nosem, wachlując się lekko swoimi nutami.-Wszyscy o tym wiemy.
-Ale bardziej boli, gdy nie mam nawet możliwości, by mieć wolne.-wytarł czoło przedramieniem, opierając drugą rękę na swojej gitarze.-Jesteśmy między pośladami diabła, do cholery? Tu jest z czterdzieści stopni!
-Nie marudź już, pogarszasz sprawę.-Jack zaczął stroić perkusję, zerkając przez ramię na rudowłosą.-Daj mi B.
Charlie zagrała dźwięk, wzdychając, jakby podniesienie ręki kosztowało ją resztki sił życiowych.
-Gdzie Winchester i Novak?-Gabriel już sięgnął po swoją butelkę wody, odkręcając ją niezdarnie.-Czemu zawsze spóźniają się jednocześnie? Zauważyliście?
Perkusista wzruszył ramionami, grając krótką melodię, po czym znów spojrzał na Charlie.
-Jeszcze raz B.
Dziewczyna wcisnęła odpowiedni klawisz w tym samym momencie, w którym otworzyły się drzwi auli-Dean wszedł do środka, ziewając potężnie, co stanowiło krótką przerwę w paplaniu do idącego za nim Castiela: brunet spojrzał na resztę zespołu przepraszająco i zamknął drzwi, poprawiając gitarę w ręce.
-Mówię ci, że niedługo zostanę bez kasy, jak tak dalej pójdzie. Ta mała pijawka nas wykorzystuje. Hej.-Dean zerknął w stronę sceny, ale zaraz znów patrzył na Casa, a wszystko wydarzyło się tak szybko, że nikt nawet nie zdążył zorientować się, że się przywitał.-Wiem, że chce być prawnikiem i tak dalej, ale mógłby nie być takim krwiopijcą w stosunku do własnego brata, nie? Miejmy trochę szacunku.
-Pomaga w razie czego.
-Ta, i bierze za to dobre pieniądze! Nie może chociaż raz ostrzec mnie za darmo? To chyba też w jego interesie, czy nie?
-Jakim cudem ostrzeganie cię, że rodzice już wracają, miałoby być w jego interesie? Jesteś jego bratem, patrzenie, jak są tobą zawiedzeni jest jego największym marzeniem.
-Może nie od razu zawiedzeni, ale...w domu byłoby łatwiej, gdyby nie wiedzieli, prawda? Więc to też w jego interesie!
-Przepraszam, kurwa, z wielką skruchą, ale może skończylibyście pierdolić o dupie marynie i zaczęli współpracować?-Gabriel przerwał ich wymianę zdań, gdy już weszli na scenę.-Jest jakieś cholerne piekło poziomu Australii, chciałbym wrócić do mojego cywilizowanego domu jak najszybciej.
CZYTASZ
Do I Wanna Know?
FanfictionKiedy Dean Winchester decyduje się dołączyć do szkolnego zespołu muzycznego jako nowy wokalista, na drodze do sukcesu i spokojnego, licealnego życia staje mu specyficznie nastawiony do wszystkiego gitarzysta, z jakiegoś powodu dążący do jego porażki...