epilogue (2)

461 31 6
                                        

Swobodnie przyglądałam się sobie w lustrze, obracałam się w każde strony. Uwielbiałam, kiedy czułam wiatr na mojej szyi, która właśnie mi towarzyszyła. Za każdym razem czułam dreszcze, patrząc na siebie.

Nie mogłam przestać się uśmiechałam. Moje odbicie przyprawiało mnie o przyjemne ciarki. Miałam na sobie piękną, długą suknię. Wyglądała jak z moich snów, była idealna, biała i śliczna.

– Maddie, pospiesz się. Za pięć minut musimy wyjść – usłyszałam głos swojej przyjaciółki.

– Niki, możesz na chwilę zostać? – spytałam, dziewczyna obróciła się w moją stronę – nie umiem tego zapiąć – wskazałam na srebrny naszyjnik.

Podeszła do mnie i wzięła do rąk biżuterię, założyła mi ją, następnie zapinając.

– Wyglądasz przepięknie. Naprawdę, pasuje ci to jak ulał – powiedziała oglądając mnie od góry do dołu. Wyglądała na, szczęśliwą.

– Dzięki – mruknęłam cicho, spuszczając głowę w dół.

– Hej, wszystko będzie dobrze. Nie smuć się – chwyciła dłońmi mój podbródek i podniosła go do góry.

Uśmiechnęłam się szeroko na jej gest, ta podała mi dłoń i zaczęła iść.

Końce mojej sukni zbiegał po długich schodach. Oglądałam się dookoła, nie mogłam przestać. Było naprawdę pięknie, wszędzie było jasno, na górze wielki żyrandol.

– Ja cię tutaj zostawiam, powodzenia – ucałowała mój policzek i poszła w inną stronę.

Stojąc przed wielkimi drzwiami, zobaczyłam jak Will idzie w moją stronę.

– Mógłbym prosić rękę? – podszedł do mnie, uśmiechnęłam się mocno i podałam mu swoją dłoń.

Drzwi zaczęły się otwierać, przede mną była długa ścieżka. Z bratem pod ręką szłam przed siebie, przy okazji spojrzałam na niego ponownie. Miał na sobie czarny garnitur, w którym wyglądał naprawdę dobrze.

Byliśmy naprawdę blisko, popatrzyłam ostatni raz na Wilbura, przybliżył się do mnie i szepnął do ucha.

– Powodzenia. 

I puścił moją rękę. 

Podniosłam głowę, przede mną stał mój ukochany, cały uśmiechnięty, taki jakiego kocham.

Obok niego, Alex. Jako świadkowy, a po drugiej stronie Niki. Obok dwójka dzieci, z małym pudełeczkiem – Aisha i David, dzieci Willa.

Podeszłam do niego, nieco spięta próbowałam zachować powagę i tylko się uśmiechać. 

– Ja Madeline Gold , biorę Ciebie, Karl'a Jacobs'a, za męża i ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że Cię nie opuszczę aż do śmierci – powiedziałam, mocno ściskając jego rękę.

– Ja Karl Jacobs, biorę Ciebie, Madeline Gold, za żonę i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że Cię nie opuszczę aż do śmierci – powiedział i złączył nasze usta w czułym pocałunku, wokół wszyscy wiwatowali, klaskali i cieszyli się. Kompletnie jak ja, cieszyłam się jak nigdy.

3majcie drugi epilog, nudzilo mi sie, wiec no xdd

dziekuje za czytanie <33

n sprawdzony


❝𝐚𝐥𝐰𝐚𝐲𝐬 𝐰𝐢𝐭𝐡 𝐲𝐨𝐮 I 𝐊𝐚𝐫𝐥 𝐉𝐚𝐜𝐨𝐛𝐬❞Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz