Powoli otworzyłam drzwi do mojego pokoju. Szpitalnego pokoju oczywiście. Nic nie zastąpi mi mojego starego, domowego zakątka w Great Barrington w Massachusetts. Mieszkam tam od dziecka. To sielankowe miejsce jest popularne ze względu na swoją żywą atmosferę, czarujące lokale i bardzo sympatycznych mieszkańców. Spędziłam tam prawie całe moje życie. Jako dziecko biegałam po całym podwórzu w samych majtkach, w ogrodzie zakopywawałam matrwe motyle, które znalazłam u sąsiadki-pani Robbinson. Ta baba mnie nienawidziła, ja z resztą też za nią nie przepadałam, ale gdy zmarła kilka lat temu, płakałam jak dziecko. Po jej śmierci do jej domu wprowadziło się dwojga młodych ludzi, którzy imprezowali co wieczór. Przez zbyt głośną muzykę, nie mogłam spać i często przechodziłam do pokoju mojej mamy, aby zasnąć w jej objęciach. Tak bardzo mi jej brakuje, kiedyś byłyśmy ze sobą tak blisko.. Mówiłyśmy sobie o wszystkim, nie miałyśmy żadnych tajemnic. A teraz? Widzę się z nią raz na tydzień i wymieniamy tylko parę zdań... Najważniejsze jest to, że dała mi wspaniałe dzieciństwo. Pełne uśmiechu, radości i pieszczot.
W pokoju panował półmrok. Na dworze było już ciemno. Blask księżyca wpadał przez okno i rozświetlał ciemności. Nagle poczułam ręce, zakrywające moje oczy.
-Chodź za mną księżniczko. Nie podglądaj. - powiedział Harry, lekko pchając mnie w nieznanym kierunku. Poczułam lekki powiew świeżego powietrza. Byliśmy na zewnątrz. Na tarasie. Otworzyłam oczy. Taras wyglądał wspaniale. Na krawędziach barierek i suficie świeciły się śliczne, kolorowe lampiony. W rogu tarasu, leżało wielkie łoże (bardziej przypominało ono kopiec z koców i poduszek). Na samym środku stał niewielki, zapełniony przekąskami stolik. Atmosfera tutaj była wprost cudowna i romantyczna.
-Całkiem przytulnie. Jak ci się udało zrobić to wszystko w tak krótkim czasie? Nie było mnie zaledwie... - powiedziałam. Harry nie dając mi dokończyć odparł.
-To sekret. Szanowna panno Dorrie. Czy zechciałaby pani zjeść ze mną te oto mini kanapki? -
Przytaknełam.
-To zaszczyt panie Styles. Z wielką chęcią. - powiedziałam.
Na mały, fioletowy, papierowy talerzyk nałożyłam sobie mini kanapkę. Wyglądała bardzo uroczo. Harry pomógł mi położyć się na wielkim kopcu z poduszek i po chwili położył się koło mnie. Było już calkiem ciemno, gwiazdy migotały, dawały znaki, że nas widzą...
-Harry. Dziękuję Ci, że jesteś. - powiedziałam cicho, lekko masując go po żuchwie. Była wyraźnie widoczna. Jego ciemne, kręcone włosy, opadły mu lekko na twarz, sprawiając, że wyglądał słodko. Ubrany był bardzo luźno. Dresy i fioletowa bluza nadawały mu charakteru. Przytuliłam się do niego... Pięknie pachniał. Jego zapach przypominał mi skoszoną trawę w połączeniu z roztopionym karmelem.
-Nie musisz dziękować. Robię to z własnej woli. Kocham Cię... Od momentu gdy napisałaś do mnie na Facebooku, czułem, że pasujemy do siebie. Jesteś idealna. Oddałbym wszystko co mam, abyś nie była chora... Ale nawet to nie rozdzieli naszych uczuć. Dorrie, jesteś najlepszą rzeczą, która kiedykolwiek mnie spotkała... - Nie mogłam już wytrzymać i uroniłam parę łez... Nagle dopadło mnie zmęczenie. Moje powieki zaczęły się zamykać. Zasnęłam... W ramionach mojego ukochanego. Brzmi jak bajka. Nigdy bym nie pomyślała, że będę tu i teraz... Z Harrym Stylesem. To, co czułam do tego chłopaka, było większe niż strach przed śmiercią, która mi groziła... Nie chciałam cierpieć, nie chciałam odchodzić... Chciałabym wyjść za mąż, mieć dzieci, przeżyć najwspanialsze chwile... Z Harrym. Nie chce opuszczać wszystkich tych, ktorych kocham. Chce wygrać tą walkę....
-------------------------
Rozdział bardzo romantyczny i uczuciowy, jeden z moich ulubionych <3
Piszcie swoje opinie, czy podoba wam się ten sposób pisania, a może wolelibyście coś zmienić?
Czytasz=zostaw coś po sobie :)
Pozdrawiam cieplutko :* miłego weekendu!
Xx Klaudia
CZYTASZ
Stay with me close.|H.S. Fanfiction|
FanfictionOpowiadanie o miłości, przetrwaniu, bólu i chorobie. Dorrie jest normalną, kochająca zabawę, nastolatką. Jej życie zmienia się, gdy dowiaduje się, że ma raka...
