Udawanie, że nic nie czuł do Minho okazało się nie być aż tak trudnym zadaniem. Co prawda zżerało go to od środka, jednak był w stanie to kamuflować, więc starszy niczego nie dostrzegał. Rozmawiał i spotykał się z nim normalnie, pozwalając sobie na czułości.
Chował się w ramionach dwudziestodwulatka, pozwalając sobie na lekki grymas, gdy tego nie widział. Było mu smutno, jednak nie chciał, by on o tym wiedział. Zaczęłyby się pytania, a on nie potrafiłby go okłamać. Musiał się pilnować.
Czasami wyżalał się Seungminowi, który dzielnie wysłuchiwał jego narzekań. Lekko męczyło go ciągłe udawanie, że nic się nie zmieniło. Mimo wszystko, był z siebie dumny, że tak dobrze mu szło. Nawet zaczynał się do tego przyzwyczajać.
Zachowywał się zupełnie normalnie, maskę ściągając dopiero w domu. Zmęczony siadał pod ścianą w małym korytarzyku i spoglądał tępo przed siebie. Odpoczywał psychicznie, spędzając w ten sposób przynajmniej godzinę, mimo niewygodnego siedziska.
Tego dnia siedział na tej ziemi aż dwie godziny, spoglądając smutno na ścianę przed sobą. Zastanawiał się, jak wyglądałoby jego życie, gdyby był chłopakiem Lee Minho. Na pewno byłoby o wiele lepiej. Starszy nazywałby go swoim, obejmował w pasie i skradał drobne całusy.
A on naprawdę chciałby do niego należeć i być pewnym, że Minho jest tylko jego. Chciałby móc być bliżej, mimo że już sama ich przyjaźń była bardzo zażyła. Chciał go tylko i wyłącznie dla siebie. Cały czas żył w strachu, że Lee kogoś pozna i zakocha się, zostawiając go samego.
Zacisnął usta w cienką linię, na samą myśl, że ktoś mógłby mu go odebrać. Czuł, że nie przeżyłby widoku Minho z kimś innym, mimo że chciałby jego szczęścia. Ta myśl nie dawała mu spokoju, skłaniając go do rozważania wyznania mu swoich uczuć.
— Ja się do tego nie nadaję. — westchnął załamany, gdy Flake usiadł tuż obok niego. — Co powinienem zrobić? — spojrzał ze smutkiem na lisa, który oparł pyszczek na jego kolanie.
Czarne oczka zwierzęcia wpatrywały się w niego z wyraźny współczuciem, co jedynie dobijało byłego anioła. Jego lis nie mógł mu pomóc w żaden sposób. Właściwie to nikt nie mógł. Wszystko leżało w jego rękach, to on decydował.
— Ogarnij się Han Jisung. — warknął pod nosem, by klepnąć się w oba policzki, które aż go zapiekły z bólu.
Zachowywał się jak zagubiona nastolatka, a przecież był dwudziestojednoletnim mężczyzną. Owszem, nie miał dużego doświadczenia w sprawach miłosnych, ale nie był to przecież pierwszy raz, gdy był zakochany. Chociaż to wcale mu nie pomagało.
To były dwie zupełnie inne sytuacje. W żadnym z nich nie powinien był się zakochiwać, to było jedyne podobieństwo. Pokręcił nosem z niezadowoleniem, podnosząc się z podłogi, by przejść się po mieszkaniu. Musiał się wziąć w garść, ale nie wiedział jak.
Przystanął przy sporym oknie w salonie i wbił wzrok w widok za nim. Miasto już ogarnął mrok, a wraz z nim chłód. Zima była już tuż za rogiem, właściwie to lada chwila miał spaść pierwszy śnieg. Oparł dłoń na parapecie i westchnął pod nosem, smutno opierając czoło o szybę. Wiedział, że później będzie musiał ją myć, ale nie interesowało go w tamtym momencie.
Jego spojrzenie powoli skanowało ulice oraz chodniki, jednak nie dostrzegał niczego ciekawego. Brak ludzi, brak samochodów. Tylko gałęzie drzew poruszały się na mocnym, chłodnym wietrze, zwracając jego uwagę. Podobał mu się ten klimat, uspokajał go.
Nagle po mieszkaniu echem zaczęła odbijać się piosenka, którą Jisung ustawił na dzwonek. Wzdrygnął się na dźwięk przychodzącego połączenie, jednak ruszył w stronę stolika, by chwycić za urządzenie. Oczywiście, że był to Minho, kto inny mógłby do niego dzwonić.
CZYTASZ
You're still my angel || Minsung
FanfictionDalsze losy Jisunga, który po zrzeczeniu się anielskiego pochodzenia wcale nie odnalazł szczęścia w ramionach byłego diabła. Książka z uniwersum "My little angel" fluff
