Dobrze wiesz kim.

513 17 8
                                        

Siedziałam obok Veronicy w mieszkaniu, w którym pierwszy raz zobaczyłam się Evan'em. Stukałam palcami o blat starego stołu czekając na brata.

- Valeria... - zaczęła Veronica.

- Hm? - mruknęłam spoglądając na nią. Patrzyła na drzwi.

- Chyba jest nas więcej...

Spojrzałam w tamtą stronę, gdzie stało trzech mężczyzn. Na samym przodzie Evan. Podniosłam jedną brew do góry. Spojrzałam na sufit przeklinając rodziców za to.

- Kto to jest do cholery? - zapytałam patrząc na dwóch mężczyzn za nim. Jeden miał ciemnozielone oczy i brązowe włosy, a drugi czarne włosy I piwne oczy.

- Twoi bracia, najstarsi - westchnął wlewając sobie wody do szklanki. - Nasi bracia...

- Ile nas kurwa jest?! - podniosłam głos.

- To jest Brandon. - Wskazał na zielonookiego. - A to Adien.

- Znaliście matkę bliżej? Ufała któremuś z was na tyle, żeby powiedzieć coś bardzo ważnego? - zapytałam patrząc raz na jednego raz na drugiego.

- Zależy o co chodzi - powiedział Brandon.

- Nie wiem, magazyn, piwnice lub inne takie - powiedziałam. - Coś co potrzebuje klucza...

- Klucza? - zapytał marszcząc brwi Adien. Pokręciłam potwierdzająco głową.

- Jak byłem mały matka zabierała mnie i Brandona do pewnego magazynu w Wielkiej Brytanii - wyjaśnił.

- Zbieramy się! - krzyknęłam wstając, a z mojej kieszeni wypadły leki na uspokojenie. Spojrzeli na mnie.

- Mówiłam, że ćpasz - westchnęła Veronica.

- O-ojciec też ćpał - powiedział drążący głosem Adien.

- Nawet nie wiesz ile razy już to słyszałam - westchnęłam patrząc na ich przerażone miny. - Ale to nie narkotyki.

Głośne wypuszczenie powietrza z ich ust uspokoiło ich. Wyszliśmy z mieszkania, a Adien deportował nas do tego magazynu. Ustaliśmy przed blaszanymi drzwiami. Włożyłam klucz do kłódki i z lekką trudnością otworzyłam. Popchnęłam do góry blachę, ukazało nam się nieduże pomieszczenie z różnymi rzeczami. Weszliśmy do środka rozglądając się dokoła. Różne pamiątki, różdżki, ubrania i pudełko. Wzięłam je do ręki próbując otworzyć.

- Chodźcie wrócimy tu później - powiedziałam wychodząc.

Na korytarzu stała kobieta, miała brązowe włosy I była ubrana na czarno.

Kobieta z dnia śmierci rodziców...

- Accio kobieta! - krzyknęłam, a po chwili trzymałam ubrania kobiety w ręku.

- Kim kurwa jesteś?! - Uderzyłam jej ciałem o ścianę magazynu, patrzyli na mnie osłupieni.

- Dobrze wiesz kim. - Przybliżyłam twarz do mojej uśmiechając się szalenie. Ten uśmiech. Bardzo dobrze go znałam.

- Riddle... - powiedziałam cicho przez co jednak na jej twarzy zawitało delikatne przerażenie. Wyjęłam z kieszeni złoty sztylet z czerwonymi diamentami na rękojeści.

MATTHEO RIDDLE:

Kręciłem wokół palce złoty sztylet matki. Miał piękne czerwone diamenty na rękojeści. Zawsze mnie zachwycał.

- Gdzie ona kurwa jest?! - wrzasnął w moją stronę Malfoy.

- Nie mam pojęcia - burknąłem w jego stronę.

- Chcesz powiedzieć, że nie interesuje cię, gdzie jest twoja dziewczyna?! Za to ważniejszy od niej jest głupi sztylet. - Wyrwał mi go z dłoni.

- Co do chol- Oddaj go! - powiedziałem ostro.

- Nie obchodzi mnie kogo to jest! Teraz najważniejsza jest Valeria, więc albo zaczniesz się przykładać do tego, gdzie zniknęła, albo nigdy więcej nie pozwolę Ci się do niej zbliżyć!

Zamilkłem. Miał rację, zamiast martwić się o Valerię, gapiłem się dwie godziny w sztylet, który nie powinien już nic znaczyć. Za to mój brat chodził jak pod wpływem jakiegoś zaklęcia. Coś go w niej pociągało. Dało się to zauważyć, nawet na lekcjach nie umiał się opanować od patrzenia na nią.

- Macie jakąś teorię? - zapytałem.

- Jest pewna... - odezwał się Tom patrząc na mnie morderczym wzrokiem, ale przecież nic nie zrobiłem.

- Więc... - nachodziłem na temat.

***
Cześć wam, ogólnie myślę, że może się pojawić więcej takich krótkich rozdziałów, bo nie mam za bardzo weny, ale chciałbym coś dla was wstawić.

Mam nadzieję, że wam się spodoba!

Zostawić gwiazdkę i komentarz!!

devilishfeeling :*

Uninvited WitchOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz