-- Czemu mi nikt nie powiedział? -- Spytała poważnie patrząc na nagrobek. Ostatnimi czasy w przeciągu tych kilku lat zbyt często przebywała na cmentarzach. To było straszne
-- Żebyś totalnie ześwirowała? -- Spytała Lucy -- Poza tym nikt nie mógł w to uwierzyć i sami przez jakiś czas nie dowierzaliśmy
-- Świetnie, znowu tajemnice -- Mruknęła bez żadnych emocji
-- Wiesz, Labo był bardzo oddany Zakszotowi, nie ufał nam, ale był częścią rodziny -- Wyznała Lucy stojąc razem z Annie nad grobem przyjaciela. Słońce zaczęło już wstawać i z każdą chwilą zaczęło się robić coraz jaśniej
-- Mhmm to kolejna jakaś gierka? On też wstanie z martwych? -- Spytała Annie patrząc na grób przyjaciela, który oddał za nią życie. To było okropne uczucie, znów oszukała śmierć. Nie czuła już żadnych emocji, nawet nie chciało jej się już płakać choć w środku serce ściskało się jej z bólu.
Labo był dobrym kumplem z którym rozmawiali o wszystkim. To on pierwszy ją przejrzał, wiedział, że coś poczuła do jego szefa. Tylko on wydawał się normalny i ludzki. Był jej sprzymierzeńcem, który pomógł jej się odnaleźć
-- Nie -- Mruknęła Lucy
-- Czemu mu na to pozwoliliście? -- Spytał przenosząc wzrok na przyjaciółkę
-- Bo nikt nie wiedział co idiota robi. Nie było mnie tam -- Odpowiedziała spoglądając na Annie -- Najwyraźniej uznał, że tak będzie słusznie
-- Ja pierdole -- Westchnęła Annie patrząc na bukiet kwiatów, które mu przyniosły
-- Bardzo długo zastanawialiśmy się nad tym dlaczego to zrobił i jedyna logiczna odpowiedź była taka, że Erwin by nie przeżył twojej śmierci..
-- Czemu to my zawsze musimy tracić najbliższych? -- Spytała nagle Annie przenosząc wzrok na Lucy
-- My do tego przywykliśmy Annie, śmierć Laboranta to cholerna strata, ale wiemy jak wiele dla nas robił i zawsze będzie już członkiem Zakszotu. Taki jest biznes każdy z nas się poświęca -- Wyjaśniła wkładając ręce do kieszeni kurtki
-- Pożegnaliśmy go bardzo oficjalnie i jasne każdemu z nas go będzie brakowało -- Wyznała pociągając nosem -- Ale nie wrócimy mu życia, ani nie cofniemy czasu -- Westchnęła żegnając się z przyjacielem. Ruszyły w drogę powrotną
-- Wiesz, że ..
-- Że był we mnie zakochany, a ja to olewałam? -- Spytała załamanym głosem -- Wiem, a ja byłam zapatrzona w pieprzonego policjanta
-- Co u niego w ogóle? Jeżeli mi też powiesz, że nie żyje to pakuje się i wyjeżdżam -- Oznajmiła wzdychając
-- Pierdolony Cezary Wieczorek ma się dobrze i jest szefem policji -- Mruknęła Lucy kopiąc w pojedynczy kamyczek. Ruszyły w drogę powrotną żegnając się z przyjacielem.
-- Nadal chodzi z tą różową? -- Spytała niepewnie
-- Nie obchodzi mnie to -- Wzruszyła ramionami idąc powoli w stronę wyjścia z cmentarza -- Czasami go widuję na mieście jak przejeżdża radiowozem. Kilka razy zaczepiał mnie na mechaniku. Raz sprzedałam mu nawet liścia
-- A kręcisz z kimś? -- Spytała nagle wsiadając do samochodu blondynki
-- Nie ma chuja, mam dość związków -- Odpowiedziała Lucy zapinając swój pas
-- Zraziłaś się?
-- Zraził mnie ten jebany pozer -- Odpowiedziała ruszając pojazdem z parkingu. Annie nic nie odpowiedziała. Lucy była jak tykająca bomba, a każda wzmianka o Wieczorku wydawała się tym ciosem, który miał sprawić, że dziewczyna wybuchnie. Zranił ją tak mocno, że zamknęła się w sobie
CZYTASZ
VERGE |DYLOGIA CRIME|
Fantasy,,Spadłam na samo dno piekła i będę potępiona'' 2 I OSTATNIA CZĘŚĆ Z DYLOGI CRIME Los Santos było miastem które wydawało się rajem na ziemii. Anne nigdy nie widziała w tym mieście choćby odrobimy raju. Jej ostatni rok szkoły miał być istnymi im...
