Chapter 27

570 34 14
                                        

-- Gdzie ten zjeb jest? -- Dia usiadł obok Sylvie, która z założonymi rękami patrzyła na palące się ognisko. Chciała chwilę odetchnąć od imprezujących ludzi, których było coraz mniej. Zostali tylko ci co mieli nocować w wielkiej willi. Impreza kończyła się wielkimi krokami.

-- Nie wiem spytaj waszej pierdolonej rudej koleżanki -- Fuknęła z zirytowanym wyrazem twarzy

-- Pojechał gdzieś z rudą?

-- Tak, widziałam jak Lucinda ich odprowadzała. Zajebisty chłopak co? -- Prychnęła przewracając oczami

-- Kim ona w ogóle jest? Jasne ojciec mi wspominał, że V ma na nią chrapkę, ale nie wiem skąd się wzięła i dlaczego każdy ma ją nienawidzić? Vasquez mi mówił, że to wasza znajoma, ale najwyraźniej nie jest znajomą i każdy robi mnie w chuja -- Oznajmiła obracając wzrok w stronę kumpla, który wbił spojrzenie w szklankę whiskey, którą sączył

-- Szkoda nerwów, serio -- Oznajmił przecierając twarz rękami

-- Nie Dia! -- Warknęła uderzając rękami w kolana -- Chce wiedzieć. Kim ona jest!

-- Sylvie, to jest była Erwina -- Wyjaśnił zmęczony spoglądając na nią spod przymrużonych powiek. Dziewczyna siedziała chwilę wpatrując się w chłopaka.

-- Mówił, że jestem jedyną.. -- Wyznała zmieszana, poczuła cień żalu, może i bólu?

-- Co się stało, że jest byłą? Choć teraz ciężko stwierdzić po tym jak chodzi za nią krok w krok i opuszcza moje urodziny przez nią -- Westchnęła obejmując się ramionami

-- Długa historia, serio Sylvie jeśli Erwin będzie chciał ci opowiedzieć to sam to zrobi -- Wzruszył ramionami

-- Nie Dia, ty to zrobisz. Mam tego serdecznie dość. Widzę jak na nią patrzy i choć bym się starała to ona... Jest lepsza. -- Fuknęła obrażona

-- Kochasz go co? -- Spytał obracając głowę w stronę brunetki

-- Chyba zbyt bardzo -- Przyznała cicho -- Bardzo widać tą zazdrość?

-- Ona też mi się nie podoba Sylvie, kiedyś byłem skłonny wysłać ją do szpitala. Sabotowałem każdy jej ruch tylko po to żeby zniknęła. Zawsze miałem rację. Chciałem ochronić Zakszot i Erwina przed totalnym zawaleniem się świata. A potem przez nią Erwin dostał wyrok śmierci

-- Słucham? -- Spytała z niedowierzaniem

-- Anka to Moonroe, wielkie szychy, które gardzą kimś takim jak my. Nienawidzę jej całym sercem, bo jako jedyna nic nie zrobiła w sądzie. Rozumiesz? Nie wstawiła się za nim choć ponoć go kochała. Mogła obalić argumenty i dowody swoich rodziców jednym słowem i dać mu spokojnie żyć. Mogła go uratować, a nie zrobiła totalnie nic

-- Wybaczył jej to? -- Prychnęła z niedowierzaniem

-- Uznał, że to nie była jej wina tylko jej rodziców, a ona po prostu była zbyt młoda na to wszystko

-- Wiesz przez Anke straciłem kilku ludzi. Straciliśmy takiego kumpla. Laboranta, idiota zasłonił ją swoim ciałem -- Przyznał zmieszany patrząc na strzelające płomienie ogniska

-- Ty naprawdę jej nie lubisz -- Prychnęła śmiechem

-- Gdybym tylko miał możliwość już dawno zakopał bym ją dwa metry pod ziemią. Dziewczyny z takich dobrych domów nigdy nie będą pasować do wygnańców. Ona nigdy tu nie pasowała -- Wzruszył ramionami -- Wiesz mi nic nie zrobiła, ale po prostu zrobiła wiele złego w naszej ekipie i nawet jeżeli jest bliska sercu Erwina, to nie pozwolę żeby zagrażała Zakszotowi.

VERGE |DYLOGIA CRIME|Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz