Chapter 22

677 40 12
                                        

-- Jak mogłeś się z nim pobić do kurwy? -- Spytała z wyrzutem siedząc na kanapie, przebrana w czyste ubrania, które pożyczyła sobie z szafy Erwina. Bluzka może i była za duża, ale z sukcesem podwinęła ją pod stanik skracając nieco długość, jednak dresy musiały zostać przyduże.

-- Wkurwił mnie to mu zajebałem

-- Chyba on tobie. Ty widziałeś jak wyglądasz? -- Spytała ze zmarszczonymi brwiami -- O co wy się pobiliście?

-- A nic ważnego, po prostu przeszkadza mi w jednej kwestii i nie słuchał mnie więc wyjaśniłem mu to inaczej -- Przyznał obojętnie

-- Jak mogłeś go pobić?

-- Czemu go bronisz? -- Spytał z lekkim wyrzutem

-- To twój kumpel

-- A twój chłopak? -- Spytał zainteresowany z obojętnym wyrazem twarzy. Uniosła bezradnie oczy ku niebu prosząc chyba wszystkie bóstwa o cierpliwość.

-- NA LITOŚĆ BOSKĄ -- Krzyknęła rzucając w chłopaka poduszką, którą dostał prosto w twarz. O co temu człowiekowi chodziło.

-- O czyli jednak! Kręcisz z nim kurwa? -- Spytał z wyrzutem odgarniając poduszkę na bok

-- Chuj cię to interesuje! To moje życie prywatne! -- Wzdrygnęli się kiedy ktoś trzasnął drzwiami, a podniesione głosy było słychać w całym mieszkaniu

-- Chciałam RÓŻOWE BALONY W BIAŁE KWIATY, NIE BIAŁE BALONY W RÓŻOWE KWIATY! -- Warknęła Sylvie kładąc na blat kuchenny kartonowe pudło wypełnione masą kolorowych przedmiotów

-- Jaka to kurwa różnica? -- Spytał z wyrzutem rzucając na stolik klucze

-- Taka kurwa, że to moje urodziny i ja wymyślam cały dresscode i dekoracje! -- Warknęła przenosząc wzrok na dwójkę, która z uniesionymi brwiami przyglądała się ich kłótni

-- Oh.. Cześć, co tu właściwie robisz kaczątko? -- Spytała spoglądając na Annie, która zmarszczyła brwi

-- Właściwie to, doglądam czy twój chłopak żyje, bo właściwie ty nie miałaś na to czasu bawiąc się na imprezie -- Odpowiedziała z sarkastycznym uśmiechem. Widziała, że Sylvie miażdży ją wzrokiem.

-- Właściwie to już wróciłam, więc możesz sobie iść -- Oznajmiła podchodząc do Erwina, którego cmoknęła w czoło

-- Jak się czuje Vasquez? -- Spytała Annie patrząc na Speedo -- Dzwoniłam do niego, ale nie odbierał

-- Obydwoje spuścili sobie wpierdol, nic mu nie będzie-- Wyjaśnił chłopak z delikatnym uśmiechem

-- Wszystko dobrze? Świetnie -- Sylvie nawet nie dała dojść Erwinowi do głosu. Złapała od razu za swój telefon przechodząc do sedna sprawy -- Jak wiesz organizujemy te urodziny i wynajęłam miejscówkę -- Oznajmiła siadając na wolnym miejscu wpatrzona w telefon

-- Gdzie dokładnie? -- Wtrącił się Speedo opierając się łokciami o oparcie kanapy tuż za Annie

-- Willa Mortezów jest ekskluzywna i wynajmują ją na małe imprezy -- Wyjaśniła wpatrzona w telefon -- Oh, kaczątko jeśli chcesz czuj się zaproszona. Urodziny ma się raz w roku więc nie będę oszczędzać na gościach... Może w końcu pójdziesz na jakąś wartą imprezę. O ile w ogóle chodzisz na takie coś jak imprezy -- Skomentowała podnosząc wzrok na rudowłosą, która z krzywym spojrzeniem przyglądała się brunetce

-- No pewnie nie przegapię imprezy największej landryny tego miasta -- Odparła ze sztucznym entuzjazmem patrząc na Sylvie, która zmarszczyła brwi. Obydwie zabijały się wzrokiem

VERGE |DYLOGIA CRIME|Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz