Adelaide
Wbiegliśmy na peron. Dokładnie zaplanowaliśmy cały wyjazd, ale nie przewidzieliśmy, że zabawa w jednym z barów porwie nas do tego stopnia.
Było na tyle ciepło, że mogliśmy swobodnie przemieszczać się między jedną miejscówką a drugą i nie bać się o zimne powietrze. Poza tym alkohol płynący w naszych żyłach działał lepiej niż niejeden koc. Byliśmy rozgrzani na każdy możliwy sposób.
- Odjechał! - krzyknął Graham, który pobiegł przed nami w nadziei, na spowolnienie pociągu. Nie udało mu się. Ostatni pociąg do Port Bruce odjechał bez nas.
Kiedy tylko okazało się, że cała ekipa, którą trzymaliśmy się w liceum, była w mieście, zaplanowaliśmy tą wycieczkę. Niby przez cały pierwszy rok byliśmy w kontakcie, ale prawda była taka, że wszyscy się zdystansowaliśmy. Każde z nas poznało nowych ludzi, inwestowało czas w inne znajomości. Ale wystarczyło kilka wiadomości, żebyśmy znów poczuli się jak paczka licealnych dzieciaków z niewielkiego, portowego miasteczka.
No, prawie tak samo jak wtedy.
To właśnie Graham zaproponował, że powinniśmy przejechać się do Ormond Beach. Latem w miasteczku było zdecydowanie mniej turystów niż u nas, a mieli lepsze warunki do imprezowania. Co najważniejsze - dla studentów - mieli niższe ceny alkoholu. Chyba nie było wśród nas nikogo, kto nie miałby skończonych dziewiętnastu lat, więc kupienie czegoś mocniejszego nie było żadnym problemem.
Wymieniliśmy kilka wiadomości. Ustaliliśmy, że spotykamy się o osiemnastej na naszej stacji kolejowej i pojechaliśmy. Większość z nas miała ze sobą jedynie telefon i legitymację studencką, żebyśmy mogli normalnie uzyskać zniżki. Jedynie Arthur przewidział, że coś może nie pójść po naszej myśli i związał wokół bioder znoszoną, szarą bluzę, która pamiętała jeszcze dobre czasy liceum.
Podczas picia przedostatniej kolejki szotów trochę naciągnęliśmy zapas czasowy i na stację wyruszyliśmy zdecydowanie zbyt późno. Ale wystarczająco wcześnie, żeby zobaczyć odjeżdżający bez nas pociąg.
- Czyli czeka nas noc na dworcu? - nadmorski wiatr rozwiewał włosy siedzącej obok mnie przyjaciółki. Jilian rozpuściła jasnego kucyka już po pierwszym drinku i pozwoliła włosom otoczyć jej twarz.
Byłam na tyle pijana, że niezbyt interesowało mnie, gdzie spędzę noc. Niebo nad naszymi głowami wydawało się zdecydowanie ciekawsze. Konstelacje srebrnych gwiazd rozciągały się na nieskończonym granacie nocnego nieba. Mniej więcej wiedziałam, jakich kształtów powinnam szukać: Wielka i Mała Niedźwiedzica, Wioślarz, Smok, Herkules. Gdy wytężałam spojrzenie widziałam je wszystkie, a może nawet jeszcze więcej.
- Adi! - Jilian szturchnęła mnie łokciem w żebra, odwracając moją uwagę od nieba. Najpierw skierowałam wzrok na szare, lśniące oczy dziewczyny, a dopiero potem zrozumiałam, że ktoś inny musiał coś do mnie powiedzieć.
- Mówiłem, że chyba twój chłopak, Johnny, tu kiedyś mieszkał. Prawda?
W liceum każdego dnia przeklinałam niesamowitą pamięć Corbyna. Ten chłopak pamiętał prawie wszystko a szczególnie to, czego ja nie chciałam pamiętać. I o ile jego zdolności przydawały się na matmie, tak w normalnym życiu wolałabym, żeby przyswajał informacje jak rybka Dory.
Poczułam na sobie intensywne spojrzenie Jilian. Odwzajemniłam jej wzrok, doskonale rozumiejąc, czemu tak nagle skupiła na mnie uwagę.
Rozstaliśmy się z moim chłopakiem jeszcze w liceum, ale nie powiedziałam o tym nikomu poza Jilian. Wmawianie przyjaciołom, że dalej się spotykaliśmy nie było proste, chociaż wykonalne. Gdy pytali, kiedy znowu się z nim zobaczę, mówiłam, że jadę do niego na weekend, a tak naprawdę szłam do Jilian i oglądałyśmy filmy. Oni o zbyt wiele nie wypytywali, ja nie mówiłam więcej niż powinnam.
CZYTASZ
Last First Summer
Romance,,To ostatnie lato, kiedy zwątpiłaś w moje uczucia. I pierwsze lato naszego ,,na zawsze"". Kiedy Laide wraca do swojego rodzinnego miasteczka, spodziewa się spokojnego lata spędzonego ze znajomymi. Ostatnie, o czym myśli, to spotkanie byłego chłopak...
