Rozdział 3

115 14 1
                                        

Tęsknicie za płaczem na moich książkach?

_____________________________

Adelaide

Myślałam, że spłonę żywcem. Obudziłam się z powodu gorąca, które rozchodziło się po całej mojej skórze, a szczególnie plecach. Próbowałam obrócić się na drugi bok, ale nie mogłam. Coś - albo raczej ktoś - oplatał mnie ciasno w talii.

Przypomniałam sobie wszystko, co zdarzyło się poprzedniego wieczora. Uciekł nam pociąg do Port Bruce, spotkaliśmy znajomych mojego byłego chłopaka, który, z niewyjaśnionego powodu, postanowił wrócić do swojego rodzinnego miasteczka. A potem wszystko potoczyło się szybko. W ciszy przyszliśmy do jego domu. Nieufne spojrzenie Melanie chyba będzie mnie nawiedzało do końca życia. I na końcu spanie w jednym łóżku, po tym jak padły trudne pytania.

Udało mi się odwrócić głowę. Johnny spał, a jego ciepły oddech omiatał górę moich pleców, który odsłaniała jego za duża koszulka. Ramiona chłopaka były zaciśnięte, nie było mowy o zmianie pozycji. Mogłam jedynie cierpliwie poczekać, aż się obudzi i udawać, że wcale nie czułam się dziwnie.

Chwyciłam leżący na szafce obok łóżka telefon. Ekran od razu rozjaśnił się, ukazując zdjęcie moje i Jilian. Zrobiłyśmy je niemal rok temu w wakacje, a ono wciąż pozostawało aktualne.

Wiadomości od przyjaciółki pokazywały się w powiadomieniach jedna po drugiej.

Jilian: Nie wiedziałam, co powinnam powiedzieć

Jilian: Wszyscy zaraz by się dowiedzieli, że przez cały czas ściemniałyśmy

Jilian: Ale może przynajmniej się wyśpisz

Jilian: Napisz potem, czy było dziwnie

Już nacisnęłam klawiaturę, żeby zacząć pisać, kiedy poczułam, że Johnny się budzi. Szybko odłożyłam telefon i ponownie skierowałam na niego swoją uwagę. Zabrał jedną rękę z mojej talii, żeby przetrzeć nią zaspane oczy. Chyba jeszcze nie zauważył, jak blisko siebie spaliśmy.

Dopiero po chwili zielone oczy, powoli, podążyły za wyćwiczonym ramieniem, które leżało pod moim ciałem. Odchrząknął i spojrzał na mnie.

Niezręczność między nami była wręcz namacalna. Żadne z nas nie wypowiedziało nawet słowa, ale już sama sytuacja stawiała nas w dziwnym położeniu. Przecież mieliśmy spać po swoich stronach łóżka, a rano obudzić się jak dwójka obcych ludzi. Tymczasem wyszło zupełnie odwrotnie. Mój plan na ucieczkę, zanim Johnny się obudzi, też nie wypalił. Zostało mi przeżyć poranek.

I poprosić chłopaka, żeby udawał, że wszystko między nami w porządku przed naszymi znajomymi.

- Przepraszam, ja... - zaczął, przenosząc wzrok ze swojej ręki prosto na moje oczy.

- Nie, to ja przepraszam. Naprawdę powinnam iść na tą podłogę - policzki oblał mi krwisty rumieniec. Nabrałam jeszcze więcej ochoty, żeby już uciec z tego pokoju. Z tego domu. Najlepiej gdzieś, gdzie nie istnieją byli faceci.

- Przestań. Jesteś moim gościem. - Wymieniliśmy delikatne uśmiechy, ale to nie poprawiło mojego samopoczucia. Dopiero teraz odważyłam się spojrzeć mu w oczy.

Odzwyczaiłam się od pobudek obok niego. Ostatnim razem byliśmy dwójką nastolatków, którzy mieli przed sobą tylko dobre wizje przyszłości. Żadne z nas nie myślało, że kiedykolwiek moglibyśmy zerwać. A teraz wpatrywaliśmy się w siebie jak dwie obce osoby i walczyliśmy z gęstą atmosferą.

Podniosłam się z łóżka, zgarniając przy okazji swoje ubrania - koszulka Johnnego była wygodna, poza tym pachniała nim, ale on nie był już moim chłopakiem. Jego ubrania pozostawały jego, skończyła się era wspólnych ciuchów.

Last First SummerOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz