Rozdział 4

95 13 1
                                        

Johnny

Telefon od mojego menadżera był tym, czego kompletnie się nie spodziewałem. W pierwszej chwili kusiło mnie, żeby zrzucić go na skrzynkę, ale potem uświadomiłem sobie, że niekoniecznie dzwonił z pretensjami. Mógł, na przykład, powiedzieć, że będzie próbował wynegocjować z wytwórnią kolejne kawałki, bo te wciąż rozwalają ludziom mózgi.

- Dałbym sobie uciąć rękę, że nie odbierzesz! - zaśmiał się radośnie po drugiej stronie.

Lubiłem z nim pracować. Paul zawsze miał dla mnie czas i - chociaż normalnie bardzo trzymał się wyznaczonych granic - potrafił pokazać ludzką twarz. Początkowo nie do końca się dogadywaliśmy, ale wystarczył spędzony w barze wieczór, żebyśmy spojrzeli na siebie z innej perspektywy. On przestał widzieć we mnie kolejną gwiazdeczkę, o której świat zapomni po kilku miesiącach, a ja dojrzałem w nim zwykłego faceta, który próbował, najlepiej jak to możliwe, wykonywać swoją pracę.

- Gdybym dalej był w Toronto, to już byś jej nie miał - rzuciłem obojętnie.

Kiedy przejechałem znak mówiący, że dojechałem do Ormond Beach, miałem wybitnie dobry humor. Nie mogłem przestać się uśmiechać i ściskać moich sióstr. Po prostu cieszyłem się, że po miesiącach rozmów online, smutnych spojrzeń, wreszcie mogłem zobaczyć ich wszystkich na żywo.

Ale nie przewidziałem, że Adelaide postanowi przyjechać do mojego miasteczka akurat tego samego dnia.

Jej widok wciąż bolał. Nawet jeśli minęły dwa lata od wszystkiego, co się między nami wydarzyło, ja dalej się z tym nie pogodziłem. Czułem się o tyle gorzej, że to ja byłem tym, który wyjechał. Zanim zdążyłem wyjechać za granicę Ormond Beach, Adelaide zablokowała mnie na wszelkich możliwych komunikatorach. Nie miałem z nią żadnego kontaktu, nie mogłem nawet sprawdzić, czy wszystko u niej w porządku.

Mimo tego nie odciąłem się od naszych znajomych. Śledziłem ich posty, uważnie wypatrując jej twarzy. Od czasu do czasu moje siostry wspominały coś o mijaniu jej w pociągu, ale nigdy nie byłem w pełni świadomy, co stało się z nią po moim wyjeździe.

Aż do dnia, w którym Jilian wstawiła na swoją relację najpiękniejsze zdjęcie Laide, jakie kiedykolwiek zostało zrobione. Brunetka uśmiechała się szeroko do aparatu, jej ciemne włosy były w nieładzie. Miała na sobie granatowy crop top w gwiazdki i mocniejszy makijaż. A w tle, na scenie, przed którą stała, wyświetlona była okładka mojego albumu.

Po tej fotografii naprawdę długo nie mogłem się pozbierać. Przez kilka nocy płakałem. Wydawało mi się, że widziałem ją w czasie występu, ale dopiero później okazało się, że to nie było tylko wyobrażenie. Była na moim koncercie i kompletnie olała ten fakt.

- Długo zostaniesz w tej swojej mieścinie? - głos Paula rozbrzmiał w całym wnętrzu corvetty.

- Nie wiem. Tutaj mam więcej pomysłów na piosenki.

To nie było kłamstwo, ale prawda też nie. Dopóki widziałem Laide miałem pomysły na piosenki. Najwięcej napisałem tuż po naszym zerwaniu, kiedy obwiniałem się o wszystko, co zaszło między nami. Równie dobrze pisało mi się o tych dobrych momentach, które chowałem gdzieś głęboko w sobie. Ale teraz byliśmy czymś pomiędzy.

- Świetnie! Na drugi album potrzebujemy jeszcze lepszych kawałków! - nie odpowiedziałem. Paul chyba zrozumiał, że nie miałem ochoty na pogawędki. - No cóż, nie będę ci przeszkadzał. Baw się dobrze.

Szybko zakończyliśmy połączenie, a ja dopiero wtedy odetchnąłem z ulgą. Przetarłem wolną dłonią twarz, próbując zorientować się, dokąd właściwie jechałem.

Wychowywałem się w tej okolicy od urodzenia, nie mógłbym się tu zgubić. Chociaż przez dwa lata zmieniło się zdecydowanie więcej niż mogłem przypuszczać. W wielkich miastach nie widać różnic tak wyraźnie jak w małych miasteczkach, gdzie wszyscy mieszkańcy się znali.

Usłyszałem wibrację na siedzeniu pasażera. Szykowałem się, żeby przekląć pod nosem mojego menadżera za kolejny telefon, ale gdy odwróciłem głowę, okazało się, że to nie mój telefon dzwonił. Na wyświetlaczu pokazywało się zdjęcie blondwłosej dziewczyny, a tuż pod nim podpis Niebieskie światełko. To musiał być telefon Laide, bo Jilian nie miała nawet mojego numeru.

Złapałem urządzenie i odebrałem połączenie.

- Laide! Jezu! Ile można do ciebie dzwonić! Słuchaj... - czułem, że zbliżało się coś mocnego, ale nie byłem pewny, czy chciałem to słyszeć. Podszywanie się pod moją byłą, żeby podsłuchać, co miała do powiedzenia jej przyjaciółka byłoby wyjątkowo nie w porządku.

- Tu Johnny - oczami wyobraźni widziałem malujące się na jej twarzy rozczarowanie. - Laide musiała przypadkiem zostawić telefon u mnie w samochodzie. Ale podwiozłem ją pod same drzwi, wróciła bezpiecznie do domu.

Po drugiej stronie telefonu Jilian odetchnęła z ulgą.

Nie znałem jej zbyt dobrze. Wiedziałem, że była najlepszą przyjaciółką Laide, ale chyba nic poza tym. Pamiętałem, że to właśnie ona potrafiła pocieszyć moją byłą dziewczynę w najgorszych momentach i Laide zawsze mogła liczyć na jej wsparcie. Były jak siostry, chociaż nie miały tych samych rodziców. Podziwiałem to, a w duchu dziękowałem wszechświatowi, że zesłał Jilian na drogę Laide.

- Dzwoniłam głównie po to, żeby dowiedzieć się, czy już dotarła. Dzięki, że ją podwiozłeś - na moje wargi wpłynął gorzki uśmiech.

Cała przyjemność była po mojej stronie.

- Może nie powinnam tego mówić... - jej słowa sprawiły, że wstrzymałem oddech. - Ale cieszę się, że wróciłeś. Wszyscy za tobą tęskniliśmy.

Ciężko było mi uwierzyć w słowa Jilian. Wiedziałem, że Laide na pewno za mną nie tęskniła. Była zajęta przeżywaniem swojego życia, do którego przestałem należeć z chwilą, w której zamknąłem za sobą drzwi samochodu Universal Music. Może moi przyjaciele czasami wspominali czasy, kiedy mieszkaliśmy obok siebie, ale Laide na pewno wyrzuciła mnie z głowy tak szybko, jak mogła.

- Muszę kończyć. Idę do Laide, mam jej coś przekazać? - to pytanie zawisło między nami. Niespecjalnie zastanawiałem się, co powinienem jej powiedzieć. Ale potem przypomniałem sobie, że Jilian nie wiedziała.

- Powiedz, że podrzucę jej telefon. - Gdyby blondynka wiedziała, pewnie nie dodałbym nic więcej. - I że ją kocham.

Zacisnąłem palce mocniej na kierownicy. Nie kłamałem, chociaż powiedzenie tych słów było dla mnie dziwne. Jasne, dwa lata temu powiedzieliśmy sobie, co do siebie czuliśmy, ale dopiero z czasem dotarło do mnie, co - tak naprawdę - znaczyło kochanie kogoś.

- Masz to jak w banku. To co, do zobaczenia niedługo?

- Chyba tak. Cześć - dziewczyna rzuciła jakieś ciche pożegnanie i zakończyła połączenie.

Miałem ochotę krzyczeć. Trafiła mi się idealna okazja, żeby dowiedzieć się czegoś więcej, ale musiałem to zwalić. Jilian - jako najlepsza przyjaciółka Laide - na pewno wiedziała najwięcej. Mógłbym zapytać o wszystko, a ona na pewno znałaby odpowiedź. Nie musiałaby jej powiedzieć, ale wiedziałaby. Znała Laide lepiej niż ona sama się znała.

Zatrzymałem samochód na parkingu przy plaży. Chyba musiałem odetchnąć świeżym powietrzem, zanim znowu zacząłbym robić głupoty. 

---‐------------------------
Jak samopoczucie po czterech rozdziałach?

Last First SummerOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz