Adelaide
Po kilku szotach zaczynało szumieć mi w głowie. Na parkiecie nagle zrobiło się zbyt gorąco, więc stanęłam pod jedną ze ścian, najbliżej otwartych drzwi do baru. Morska bryza wpadała do wnętrza, a pierwsze jej podmuchy muskały moją odsłoniętą skórę.
Patrzyłam na moich znajomych na parkiecie. Po kilkunastu minutach zabawy dołączyli do nas Arthur i Graham. Żaden z nich nie pojawił się z dziewczyną, ale wszystko zmierzało do tego, że mieli wyjść z dziewczynami. Rozmawiali z jakimiś dwiema blondynkami przy barze, czasami wyciągając je na środek lokalu.
- Nie tańczysz? - nie zauważyłam, kiedy Johnny wyrósł przede mną. Jego włosy delikatnie powyginały się od soli, a oczy błyszczały po dwóch drinkach. Biała koszulka, w niektórych miejscach, przyklejała się do szczupłego ciała chłopaka.
Johnny chyba nie upił się ani razu. Był zdecydowanie ostrożniejszy z piciem niż ja. Wiedział, gdzie były jego granice i generalnie pił mniej. Mój były chłopak słynął z rozsądku, chociaż nigdy nie odbierało mu to radości z imprezowania. Przed wyjazdem do Toronto pił niewiele, bo nie wiedział, kiedy będzie musiał prowadzić rozsądną rozmowę z potencjalnym producentem. Johnny lubił być przygotowany. Z naszej dwójki to ja byłam tą szaloną, on był kimś, kto chronił mnie przede mną samą.
Skrzyżowałam nasze spojrzenia, kręcąc głową. Drewno, z którego zbudowano bar, kuło mnie w plecy.
- Nie, leci średnia muzyka i zrobiło mi się gorąco po tych szotach - odparłam. Widziałam troskę, która pojawiła się w jego zielonych oczach. Uważnie skanował moją twarz, szukając na niej czegokolwiek niepokojącego.
- A gdybym zagrał, wróciłabyś na parkiet? - krew w moich żyłach przyspieszyła, wywołując jeszcze większe pieczenie na policzkach.
Pamiętałam, jak bardzo emocjonalnie podchodziłam do jego koncertu w Londynie. Pomimo wypitych drinków, piekły mnie policzki, a nogi były jak z waty. Dokładnie tak samo reagowałam na jego koncerty w barze przy plaży. Uwielbiałam je. Głos Johnny'ego, atmosferę jaką tworzył, to jak bardzo czarował publikę. Nie istniało nic innego poza nim i gitarą. Identycznie wyglądało to na koncercie, pomimo całej publiczności przez chwilę istniał jedynie chłopak z instrumentem.
- Zależy co zagrasz - zerknęłam za jego ramię. Vinny był naprawdę niedaleko nas, musieliśmy dalej grać parę.
- Nie będziesz żałowała, jeśli obiecasz, że wejdziesz - byłam gotowa się zgodzić. Lubiłam tańczyć, więc potrafiłam to robić nawet przy średniej muzyce i bez nikogo, z kim mogłabym pobujać się na parkiecie. Złapałam go za rękę, gładząc kostki jego palców.
Musiałam przypomnieć sobie, że zrobiłam to tylko w razie, gdyby Vinny się odwrócił. Tylko i wyłącznie z tego powodu.
Znajomy dreszcz wyruszył w górę mojej dłoni. Był przyjemny, sprawił, że przez krótki moment poczułam, jakby zupełnie nic się nie zmieniło. Przecież byłam z Johnny'm, w naszym ulubionym barze, a nasi znajomi poruszali się tuż obok nas. Było upalne lato, które powodowało, że powietrze było ciężkie i pachniało jodem. Nie było w tym nic nieznajomego, jakby te dwa lata się nie wydarzyły. Jakbyśmy nigdy nie mieli złamanych serc. Jakby Johnny nigdy nie wyjechał.
- Dobra - odparłam z lekkim uśmiechem. - Najwyżej postawisz mi drinka po występie - twarde opuszki palców szatyna przesunęły się po moim policzku.
- Wydaje mi się, że starczy ci już drinków na dziś - zmarszczyłam nos.
- Chyba wciąż jestem zbyt trzeźwa.
Szatyn zaśmiał się, ale nie ciągnął tematu. Musnął ustami mój policzek, a potem ruszył w kierunku prowizorycznej sceny, którą kilka lat temu zbudował Dave. Nikt nie dał na niej tylu koncertów co Johnny. To było jego miejsce.
CZYTASZ
Last First Summer
Romance,,To ostatnie lato, kiedy zwątpiłaś w moje uczucia. I pierwsze lato naszego ,,na zawsze"". Kiedy Laide wraca do swojego rodzinnego miasteczka, spodziewa się spokojnego lata spędzonego ze znajomymi. Ostatnie, o czym myśli, to spotkanie byłego chłopak...
