Rozdział 8

74 6 3
                                        

Adelaide

Po kilku szotach zaczynało szumieć mi w głowie. Na parkiecie nagle zrobiło się zbyt gorąco, więc stanęłam pod jedną ze ścian, najbliżej otwartych drzwi do baru. Morska bryza wpadała do wnętrza, a pierwsze jej podmuchy muskały moją odsłoniętą skórę.

Patrzyłam na moich znajomych na parkiecie. Po kilkunastu minutach zabawy dołączyli do nas Arthur i Graham. Żaden z nich nie pojawił się z dziewczyną, ale wszystko zmierzało do tego, że mieli wyjść z dziewczynami. Rozmawiali z jakimiś dwiema blondynkami przy barze, czasami wyciągając je na środek lokalu.

- Nie tańczysz? - nie zauważyłam, kiedy Johnny wyrósł przede mną. Jego włosy delikatnie powyginały się od soli, a oczy błyszczały po dwóch drinkach. Biała koszulka, w niektórych miejscach, przyklejała się do szczupłego ciała chłopaka.

Johnny chyba nie upił się ani razu. Był zdecydowanie ostrożniejszy z piciem niż ja. Wiedział, gdzie były jego granice i generalnie pił mniej. Mój były chłopak słynął z rozsądku, chociaż nigdy nie odbierało mu to radości z imprezowania. Przed wyjazdem do Toronto pił niewiele, bo nie wiedział, kiedy będzie musiał prowadzić rozsądną rozmowę z potencjalnym producentem. Johnny lubił być przygotowany. Z naszej dwójki to ja byłam tą szaloną, on był kimś, kto chronił mnie przede mną samą.

Skrzyżowałam nasze spojrzenia, kręcąc głową. Drewno, z którego zbudowano bar, kuło mnie w plecy.

- Nie, leci średnia muzyka i zrobiło mi się gorąco po tych szotach - odparłam. Widziałam troskę, która pojawiła się w jego zielonych oczach. Uważnie skanował moją twarz, szukając na niej czegokolwiek niepokojącego.

- A gdybym zagrał, wróciłabyś na parkiet? - krew w moich żyłach przyspieszyła, wywołując jeszcze większe pieczenie na policzkach.

Pamiętałam, jak bardzo emocjonalnie podchodziłam do jego koncertu w Londynie. Pomimo wypitych drinków, piekły mnie policzki, a nogi były jak z waty. Dokładnie tak samo reagowałam na jego koncerty w barze przy plaży. Uwielbiałam je. Głos Johnny'ego, atmosferę jaką tworzył, to jak bardzo czarował publikę. Nie istniało nic innego poza nim i gitarą. Identycznie wyglądało to na koncercie, pomimo całej publiczności przez chwilę istniał jedynie chłopak z instrumentem.

- Zależy co zagrasz - zerknęłam za jego ramię. Vinny był naprawdę niedaleko nas, musieliśmy dalej grać parę.

- Nie będziesz żałowała, jeśli obiecasz, że wejdziesz - byłam gotowa się zgodzić. Lubiłam tańczyć, więc potrafiłam to robić nawet przy średniej muzyce i bez nikogo, z kim mogłabym pobujać się na parkiecie. Złapałam go za rękę, gładząc kostki jego palców.

Musiałam przypomnieć sobie, że zrobiłam to tylko w razie, gdyby Vinny się odwrócił. Tylko i wyłącznie z tego powodu.

Znajomy dreszcz wyruszył w górę mojej dłoni. Był przyjemny, sprawił, że przez krótki moment poczułam, jakby zupełnie nic się nie zmieniło. Przecież byłam z Johnny'm, w naszym ulubionym barze, a nasi znajomi poruszali się tuż obok nas. Było upalne lato, które powodowało, że powietrze było ciężkie i pachniało jodem. Nie było w tym nic nieznajomego, jakby te dwa lata się nie wydarzyły. Jakbyśmy nigdy nie mieli złamanych serc. Jakby Johnny nigdy nie wyjechał.

- Dobra - odparłam z lekkim uśmiechem. - Najwyżej postawisz mi drinka po występie - twarde opuszki palców szatyna przesunęły się po moim policzku.

- Wydaje mi się, że starczy ci już drinków na dziś - zmarszczyłam nos.

- Chyba wciąż jestem zbyt trzeźwa.

Szatyn zaśmiał się, ale nie ciągnął tematu. Musnął ustami mój policzek, a potem ruszył w kierunku prowizorycznej sceny, którą kilka lat temu zbudował Dave. Nikt nie dał na niej tylu koncertów co Johnny. To było jego miejsce.

To już koniec opublikowanych części.

⏰ Ostatnio Aktualizowane: Nov 18, 2024 ⏰

Dodaj to dzieło do Biblioteki, aby dostawać powiadomienia o nowych częściach!

Last First SummerOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz