Rozdział 9

229 5 0
                                    

Madeline POV's

Jessica wróciła do domu już kilka godzin po naszej rozmowie. Miałam zobaczyć się jeszcze z mordercą i czekałam. Czekałam i czekałam, gdy ten się nie zjawiał. Zmartwiona, zadzwoniłam do niego, lecz ten nie odebrał, więc zaczęłam pisać wiadomości, których nawet nie raczył odczytać.

Ja: Gdzie jesteś?

Ja: Martwię się.

Minęło kilka minut, nim znowu napisałam:

Ja: Przyjdziesz w ogóle?

Ja: Jest późno, zostań u siebie jeśli chcesz, na razie.

Odłożyłam telefon na szafkę, odwróciłam się na prawy bok (w stronę okna) i po chwili, odpłynęłam w głęboki sen, z którego nikt nie miał prawa mnie wybudzać.

------------

Stanęłam na wielkiej, opuszczonej kamienicy, z głową skierowaną w dół. Budynek miał z dwadzieścia metrów, więc było cholernie wysoko. Serce waliło mi w piersi, oddech był szybki i nierówny, a w głowie miałam miliony myśli na minutę. Ciągle wpatrzona w dół, usłyszałam głos.

- Skacz, Madeline - nie mogłam rozpoznać tego głosu, przez wiatr, więc nie zareagowałam - Skacz, gwiazdeczko - tym razem, usłyszałam ten głos przy moim uchu i wstrzymałam oddech - Gwiazdeczko, przecież tego chcesz.

- N-nie chcę... - wyszeptałam.

- Inaczej, źle to się dla ciebie skończy - poczułam metal przy moim gardle. W jednej chwili, morderca, którego znałam, przyłożył mi nóż do gardła. A w drugiej, leciałam już w dół.

Obudziłam się cała spocona, mój oddech był nierówny, a włosy roztrzepane na wszystkie strony świata. Przy moim łóżku siedziała mama, która gdy tylko mnie zobaczyła, podniosła się z krzesła i powiedziała kojącym głosem:

- Już, kochanie, spokojnie - spowolniłam oddech - Ciii, to tylko zły sen - kobieta przytuliła mnie do siebie i głaskała moje plecy.

Zamknęłam oczy i schowałam twarz w dłonie, gdyż to wszystko mnie przytłaczało. Miałam cholernie dosyć tego wszystkiego i chciała wreszcie odpocząć. A odpoczynek mogłam spotkać w ramionach mojej rodzicielki, u której zawsze, ale to zawsze, miałam największe wsparcie.

- Co ci się śniło, kochanie? - zapytała po chwili ciszy.

- Ja-ja już nie pamiętam - skłamałam i spojrzałam jej w oczy - Gdzie tata? Dlaczego nie jesteś w pracy?

- Chciałam zobaczyć, co u ciebie. Tata został w firmie, rano przywiezie ci jakieś jedzenie i zrobi małe zakupy - kiwnęłam głową - Lekarze mówią, że jutro cię wypuszczą, ale będziesz musiała zrobić sobie wolne od szkoły, dobrze?

- Nie, mamo, proszę - błagałam ją, z łzami w oczach.

Bałam się zostać sama w domu. Po ostatnich wydarzeniach, wolałabym pójść do szkoły i nadrobić materiał, niż odpoczywać w domu. Zapewne dla wielu wydało by się to dziwne, aczkolwiek dla mnie jest to bardzo traumatyzujące i normalne.

- Ale kochanie...

- Nie, mamo, nie chcę zostać sama w domu - przerwałam jej.

- Dobrze. W takim razie, wyjedziesz do babci na wieś.

- Mamo...

- Kochanie, musisz odpoczywać, a jeśli nie chcesz zostać sama w domu, jutro wyjedziesz do babci. Jeszcze dzisiaj cię spakuję, a jutro gdy wrócisz do domu, wyjedziesz. Przynajmniej na kilka dni, dobrze? - skinęłam głową - Muszę jechać do domu, zobaczymy się jutro - kobieta pocałowała mnie w czoło i wyszła z sali, zabierając z krzesła torebkę.

Miłość do mordercyOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz