~Luke~
W końcu nastał ten wyczekiwany przeze mnie dzień. Dzień meczu. Poranek w niczym nie odstępował od innych. Rano wstałem obudzony przez moją dziewczynę i razem zeszliśmy na śniadanie, które już na nas czekało. Jean postawiła na stole słoik dżemu i usiadła do nas. Mama specjalnie wzięła wolne na dzisiejszy dzień i wszyscy na nas liczyli.
— Wiecie już kto zostanie kapitanem? — zapytała mama zajadając się w swoją porcją naleśników, które tak bardzo lubiłem.
— Trener jeszcze nam nic nie powiedział. Pewnie chciał nam zrobić niespodziankę i dziś powie— powiedział Alex. Wiedziałem już od dwóch tygodni, ale nie miałem serca mu o tym powiedzieć. Tak bardzo o tym marzył i wierzył, że to jego trener wybierze, że po prostu nie mogłem. Jednak z drugiej strony nie mogłem już patrzeć jak robi sobie nadzieję.
— Ja będę kapitanem— wyrzuciłem te słowa tak szybko, że wszyscy ledwo je zrozumieli— Dowiedziałem się o tym dwa tygodnie temu ale nie mogłem ci powiedzieć. Trener mi zabronił komukolwiek mówić— tłumaczyłem w dalszym ciągu— Uwierz, że naprawdę było mi ciężko patrzeć na to wszystko jak się starasz i jak robisz sobie nadzieję. Ale musisz też mnie zrozumieć. To też szansa dla mnie— miałem ochotę usiąść i popłakać się jak małe dziecko. Wstałem od stołu i ruszyłem w stronę mojego pokoju. Za godzinę mieliśmy z Alexem wyjeżdżać na mecz, a ja musiałem zebrać wszystkie te myśli. To miało być chyba najtrudniejszym w całej mojej krótkiej karierze. I bardzo potrzebowałem w tym wszystkim wsparcia przyjaciela, którym był Alex.
— Wszystko dobrze Luke? — nie wiedziałem nawet kiedy do pokoju weszła Léa i mnie przytuliła— Kurwa skarbie pogadaj ze mną w końcu o tym. Myślałeś że nie widzę jak przeżywasz to wszystko? Nie jestem głupia Luke. Nie odtrącaj mnie dlatego że jest ci ciężko.
— Nawet nie wiesz jak bardzo się boje. Stresuje się tym jebanym meczem jakbym miał grać przeciwko Jordanowi. Ale nie poradzę nic na to. Jestem zwykłą pizdą i tyle. Jeszcze was wszystkich okłamywałem przez tyle czasu. Naprawdę mi przykro, ale ta presja, którą wszyscy potęgowaliście, przerosło mnie to— powiedziałem powstrzymując łzy. Ręce trzęsły mi się z nerwów, a w mojej głowie pojawiało się milion myśli na raz. Naprawdę chciałem, żeby było już po wszystkim. Myślałem, że Léa będzie na mnie zła za kłamstwo ale ona jedynie mocniej mnie przytuliła i pogłaskała po głowie.
— Nikt nie chciał, żeby źle się przez nas czuł. Wspieramy cię zawsze niezależnie od wyniku wiem że poradzisz sobie idealnie w roli kapitana. Chłopaki potrzebują kogoś takiego jak ty. Max pewnie by rzucał do waszego kosza a Scott by tylko biegał dookoła. A ciebie posłuchają. Jesteś stworzony do tej roli skarbie. I każdy w ciebie wierzy. A Alex to Alex. On nawet nie jest na ciebie zły. Gdy poszedłeś do góry to zaczął skakać ze szczęścia, że ci się udało— Léa była najlepszą dziewczyną jaką mógłbym sobie wymarzyć. Zawsze czułem jej wsparcie i codziennie modliłem się, żeby tego nie zajebać. Tak bardzo się bałem, że ją zranię.
— Myślisz, że się uda? No wiesz ten mecz. W końcu to finał. I to u nas. Nigdy nie sądziłem, że uda nam się do tego dojść— powiedziałem podnosząc głowę. Léa złapała mnie za trzęsącą się dłoń próbując ją uspokoić, i przy okazji uspokoić mnie.
— Oczywiście że tak. Dla mnie i tak nie ważny jest wynik. Widzę ile włożyłeś w to siły i starań by być na tym miejscu. I jestem pewna że będziesz najlepszy— pocałowała mnie szybko w usta i wstała z łóżka— A teraz rusz te dupę i daj popalić tym chłoptasiom z Miami— zaśmiała się wskazując na drzwi. Zawsze potrafiła poprawić mi humor.
Zszedłem niepewnym krokiem na dół w dalszym ciągu próbując opanować trzęsące się dłonie. Ten dzień był istną tragedią już rano. Wszyscy dalej siedzieli przy stole w wyraźnie lepszym humorem. Bałem się, że będą mnie teraz oceniać za moje kłamstwo i za to, że tak bardzo dałem się ponieść emocjom.
— Stary już myślałem, że da takiego Zacka albo Maxa. Wiadomo są moimi ziomami ale nikt nie poradziłby sobie z nami tak jak ty. Mogłeś od razu powiedzieć że to ciebie wybrał. Mielibyśmy co świętować— podszedł do mnie i mnie przytulił klepiąc mnie po plecach. Byłem wdzięczny za takiego przyjaciela. Był zawsze gdy tego potrzebowałem. Był najlepszy.
— Luke siadaj i jedz, bo za chwilę musicie jechać— powiedziała mama z uśmiechem— I pamiętaj synku, że nie ważne co się wydarzy na boisku my i tak będziemy z ciebie dumni— uśmiechnęła się i spojrzała na mnie z troską w oczach.
Pół godziny później byliśmy już w szatni czekając na trenera, który wszedł chwilkę później.
— Dobra chłopaki słuchać, bo powtarzać się nie będę. Wejdziecie dziś na te boisko i rozwalicie tych gnojków. Wierzę i wiem to, bo widzę wasze wielkie postępy i to do czego jesteście zdolni a pokazywaliście to nie raz. Wiem, że czekacie na informacje kto obejmie rolę kapitana i myślę, że nie zdziwi was fakt jak powiem, że jest nim od teraz Luke. Wielkie brawa dla niego— powiedział z dumą w oczach i zaczął głośno klaskać. Mecz miał zacząć się za równą godzinę, którą mieliśmy na ostatnie rozciąganie i odetchnięcie od tego.
~Léa~
Od pół godziny chłopaki byli już w szkole pod którą właśnie podjechaliśmy z mamą, Mayą, Luisem i Liamem. Wszyscy chcieliśmy wspierać chłopaków. Po dzisiejszym śniadaniu dopiero dostrzegłam, że Luke przeżywa to jeszcze bardziej niż myślałam. Powiedziałam wszystkim, żeby poszli na trybuny, a ja pójdę jeszcze pod szatnie by ich wesprzeć. Stanęłam obok drzwi prowadzących do szatni naszej drużyny i napisałam krótkiego SMSa do mojego chłopaka by wyszedł razem z moim bratem.
— Nie sądziłem, że taka ślicznotka umawia się z przegrywami— powiedział blondwłosy chłopak wychodzący z drugiej szatni. Był dosyć wyskoki i miał na sobie granatową koszulkę i tego samego koloru spodenki— Jeśli chcesz to wiesz, po meczu możesz umówić się ze zwycięzcą a nie z jakimś frajerem— powiedział i mrugnął do mnie okiem. Już wiedziałam, że był dupkiem i był strasznie irytujący.
— Dziękuje że przyszłaś— powiedział Alex wychodząc z szatni i zamykając za sobą drzwi— Luke próbuje ogarnąć Maxa, który złapał tremę. Za chwilę przyjdzie— powiedział i patrzył wrednie na chłopaka, który dalej stał naprzeciwko nas i patrzył się mi w oczy jakby próbował cokolwiek z nich wyczytać.
— Czyli to ten twój chłopak? Widzę, że naprawdę musisz być tępa, że jesteś z kimś takim. Chodź do zwycięzcy, a pokażę ci jak to być z prawdziwym mężczyzną— powiedział z uśmiechem wskazując na siebie. Coraz bardziej irytowało mnie jego zachowanie.
— Jak się czuje Max? Mogę wejść może pomogę coś— zwróciłem się do brata. Alex wzruszył ramionami i chciał otworzyć drzwi, jednak znowu odezwał się ten kretyn.
— O kurde widzę że tu większa akcja. W otwartym związku jesteście? Czy po prostu się puszczasz s twój chłopak na to pozwala? — zapytał, a Alex już nie wytrzymał jego tekstów i podszedł do niego wymierzając cios w jego twarz.
— Alex przestań— krzyknęłam widząc jak dwójka chłopaków wymieniali się ciosami się przepychali— Luke kurwa chodźcie tu błagam— nie zwracając na nic uwagi otworzyłam szatnie, w której był mój chłopak i jego przyjaciele. Chłopaki szybko podbiegli do Alexa i próbowali go odciągnąć. Tak samo jak drużyna przeciwna, która próbowała odciągnąć tego drugiego. Najprawdopodobniej usłyszeli moje krzyki i wyszli z szatni by dowiedzieć się co się dzieje.
— Zapamiętaj kim jest Erik Śmieciu— powiedział ten blondyn i w dziwny sposób uderzył Alexa w rękę, z której wszyscy usłyszeli przeraźliwy trzask a potem krzyk Alexa— A ty księżniczko pamiętaj o czym gadaliśmy— powiedział i puścił mojego brata, który uderzył o podłogę z grymasem bólu. Jego krzyk sprowadził trenerów, którzy szybko wbiegli między nas i rozgonili wszystkich zawodników, którzy mierzyli się nienawistnym spojrzeniem. Podbiegłam do mojego brata, gdy wokół było już pusto i spojrzałam na nadgarstek mojego brata, który był spuchnięty i widniał na nim wielki siniak. Widziałam na jego twarzy grymas bólu, gdy tylko dotknęłam jego ręki.
— Trenerze, on musi iść do medyków. Nie może zagrać z taką ręką— powiedziałam roztrzęsiona tym co się wydarzyło. Ten psychol specjalnie to zrobił by Alex nie zagrał w meczu.
— Wiem Léa spokojnie. Idź zawołaj mamę a ja pójdę go zaprowadzić— pomógł wstać Alexowi z podłogi i zaczął iść w gołąb korytarza.
— Pożałujesz tego co zrobiłeś mojemu bratu psycholu— popatrzyłam z nie nienawiścią na blondyna i ominęłam go szybko idąc na trybuny po mamę. Ominęłam mnóstwo ludzi siedzących na czerwonych siedzeniach na trybunach. Sala była duża i odcieniach czerwonego i brązowego, czyli w barwach naszej szkoły. A na jasnoczerwonej ścianie było namalowane wielkie logo naszego liceum.
— Mamo chodź szybko, Alexa będą chyba brać do szpitala— zawołałam szybko stojąc kilka metrów od niej. Z jej twarzy automatycznie zszedł uśmiech a zastąpiło go zmartwienie i strach— Chyba ma złamaną rękę. Pobił się z chłopakiem z przeciwnej drużyny. On mu coś zrobił w rękę. To moja wina. Ten chłopak walił jakieś głupie teksty a Alex dał się sprowokować— mówiłam szybko kierując się z mamą do pomieszczenie dla medyków.
Okazało się, że ten cały Erik złamał rękę mojemu bratu. Jego trener powiadomił mamę, że poniesie pełne konsekwencje za to co zrobił i został odsunięty od tego meczu. A ja? Ja byłam załamana. To wszystko była moja wina. Jakby ten chłopak nie zwrócił na mnie uwagi to nie mówiłby żadnych tekstów a Alex nie dałby się sprowokować. Zagrałby w tym meczu, który był dla niego tak bardzo ważny.
Wyszłam do szatni chłopków przedtem pukając i czekając na odpowiedź czy mogę wejść.
— Co z nim? Zagra? — zostałam zasypana masą pytań. Trener chcąc zapobiec dalszym konfliktom zakazał wychodzić chłopakom z szatni aż do meczu.
— Ma złamaną rękę. Nie zagra najpewniej przez najbliższe kilka miesięcy— powiedziałam załamana i oparłam głowę na ramieniu mojego chłopaka. Alex miał być w głównym składzie, więc musieli stanąć przed wyborem kogo dać na jego miejsce. Atmosfera w szatni automatycznie zgęstniała do tego stopnia, że można było ją ciąć, a żadne z nas nie miało odwagi ani siły się odezwać. Nikt nie wiedział co dalej. A tym bardziej ja. Dalej uważałam, że to moja wina i bałam się, że Alex też tak myśli. A najpewniej tak było. Uważałam, że jeśli by przegrali ten mecz to byłaby to moja wina.
Każdy siedział w ciszy aż do powrotu trenera.
— Czyli już wiecie— powiedział patrząc na mnie załamany— Ile razy mam wam powtarzać, że dzień meczu to nie najlepszy czas na rozstrzyganie tego typu spraw. Ile razy mogę wam mówić, żeby zachować spokój w takich sytuacjach. Chcecie się bić to po meczu, i najlepiej jak nikt nie patrzy. Bo możecie tak właśnie skończyć jak Alex. Do meczu zostało piętnaście minut a my nie wiemy kogo wystawić w głównym składzie. Jakieś pomysły? — został trener Jack patrząc po wszystkich. Nawet mnie nie wykluczał z tej rozumiemy patrząc również na mnie.
— Wystawmy Harrego— powiedziałam szybko— Chciał go pan nie dopuścić przez zachowanie. Wszyscy wiemy, że aniołkiem on nie jest ale gra diabelnie dobrze— Harry był typowym chłopakiem spod ciemnej gwiazdy. Narkotyki u niego były codziennością, a każdy w mieście i poza nim wiedział, że nie warto z nim zadzierać. Ale nikt nie mógł mu zarzucić, że słabo grał.
— Niech będzie— westchnął trener, na co Harry szeroko się uśmiechnął i mrugnął do mnie okiem na co pokręciłam głową. Luke był jakiś dziwny nieobecny odkąd weszłam do szatni. Był zdystansowany i nieobecny, ciągle zamyślony— Léa, leć już na trybuny. Za chwilę się zaczyna— Powiedział Jack patrząc na zegarek. Chwilę później rzeczywiście chłopaki zaczęli wychodzić na boisko po czym wszyscy wstaliśmy by zaśpiewać hymn.
Zawodnicy wymieniali się piłką, jakby parzyła ich w dłonie. Miami zdobywali punkt za punktem, jednak nasza drużyna nie była im dłużna i przez prawie cały mecz. Drużyna przeciwna była bardziej agresywna przez co nasi co chwilę mieli rzuty wolne. Nie rozumiałam za bardzo zasad gry mimo, że chodziłam na mecze Alexa odkąd skończyłam 11 lat. Luke przechwycił piłkę i wyminął jak sądzę napastnika i obrońcę drużyny z Miami. Piłka rzucona, tak mocno jakby mogła z łatwością przebić się przez ścianę trafiła idealnie w ręce Maxa, który wyskoczył i trafił do kosza. Wyskoczyłam ze szczęścia i zaczęłam wykrzykiwać słowa otuchy dla chłopaków. Za niedługo miał skończyć się mecz, a my byliśmy lekko w tyle. Luke przeprowadził jeszcze kilka wręcz idealnych akcji, które kończyły się różnie. Zaczęliśmy nadrabiać punkty, jednak nie wystarczyło nam czasu. Usłyszeliśmy dźwięk oznaczający koniec meczu, a tablica wskazywała 78:81 dla gości. Chłopaki tak bardzo walczyli o to i przegrali. Dostrzegałam rozczarowane miny mojego chłopaka i innych z drużyny. Chłopaki uścisnęli sobie dłonie gadając coś między sobą. W dalszym ciągu można było wyczuć napiętą atmosferę już chyba nie możliwą do zmienienia. Zbiegłem z trybun i podbiegłam do mojego chłopaka i mocno go przytuliłam.
— Jestem z ciebie dumna skarbie— powiedziałam szczerze biorąc jego twarz w dłonie— Byłeś świetny.
— Ale to nie zmieni wyniku meczu— powiedział zły i odsunął się ode mnie.
Nie wiedziałem o co mu chodziło. Odszedł kierując się w stronę szatni razem z innymi. Piętnaście minut później na środek Sali wszedł starszy mężczyzna trzymający mikrofon w dłoni. Wszyscy zawodnicy znów pojawili się na boisku i stanęli w dwuszeregu w kilkumetrowym odstępie.
— Dzisiejszy mecz był wyjątkowo zacięty i emocjonujący. Obie drużyny są na idealnym stanowisku dziś. Obie zasłużyły na finał w którym brali udział. A zwyciężyła drużyna Miami High School. Wielkie Brawa dla naszych mistrzów— powiedział i zaczął głośno klaskać. Zwycięzcy zaczęli skakać i się cieszyć. Nie dziwiłam się. Zostali mistrzami— Jednak to nie jedyny powód do świętowania. W tym roku poznaliśmy wybitnego zawodnika, który na każdym meczu pokazywał swoje wielkie ambicje i umiejętności. Na każdym meczu aż czuć od niego determinację i ogromny zapał do gry. I mimo, że nie jest on nowym talentem to niestety został on późno odkryty. Od tego roku postanowiliśmy razem z zarządem stworzyć nową i wyjątkową nagrodę. Chciałbym nagrodzić tą statuetką i gromkimi brawami Luka Adamsa. Naszego najlepszego zawodnika roku dwa tysiące dwudziestego czwartego— wykrzyknął, a ja spojrzałam zdziwiona na mojego chłopaka. Wyglądał na równie zaskoczonego co ja. Poszedł do mężczyzny z uśmiechem i odebrał statuetkę. Widziałam również zaskoczone i zdenerwowane miny chłopaków z Miami. Zasłużył na zabranie im chwały za to co ten Cały Erik, który swoją drogą stał tam z innymi, jak gdyby nigdy nic, zrobił Alexowi.
Po wszystkim podbiegłam do mojego chłopaka i rzuciłam się mu na szyję. Luke spojrzał szybko wygranych i uśmiechał się wrednie przyciągając mnie jeszcze bliżej siebie i pocałował. Czułam jego napięte mięśnie, a jego dłonie zaciskały się w pięści. Odsunęłam się od niego i spojrzałam w stronę, w którą patrzył. Dostrzegałam przeszywający wzrok Erika wprost na nas. Miałam ochotę do niego podejść i powiedzieć, że miał rację i umawiam się tylko ze zwycięzcami. Luke były zwycięzcą mimo wyniku meczu. To on dostał tą nagrodę a nie on.
— To ty wygrałeś a nie oni. To się liczy— powiedziałam do Luka i jeszcze raz go przytuliłam.
— Masz rację. Zbieramy się do Alexa. Jest w szpitalu, zostawili go jeszcze pod kroplówką— powiedział i złapał mnie za rękę.
Po wizycie w szpitalu pojechaliśmy na plażę. O tej porze roku nie było tu jakoś ciepło ale nie było najgorzej. Usiedliśmy na piasku i patrzyliśmy w burzliwy ocean.
— Szkoda mi Alexa. Sam powiedział, że przez najbliższe trzy miesiące nie zagra. Był załamany tym faktem. Ale zajebisty z niego przyjaciel. Od razu zapomniał o tym jak usłyszał o statuetce. Już wiem jaki będzie jego cel w następnym roku— zaśmiał się Luke i odsunął się delikatnie ode mnie.
— Czego od ciebie chciał ten gościu? — zapytał, a ja w końcu zrozumiałam jego zachowanie. Był zazdrosny.
— Coś gadał, że zasługuje na umawianie się z wygranym i żebym odezwała się po meczu. Ale spokojnie dla mnie ty jesteś wygranym. Dla każdego tak jest. A on jest zwykłym psycholem. Nie bądź taki już nigdy więcej. Bałam się, że cię stracę a tego nie chcę. Nie chcę znów cierpieć. Nie mam siły już na więcej cierpień. Limit się wyczerpał na kilka lat.
— Obiecuję, że nie będziesz przeze mnie cierpiała. Nigdy nie złamie ci serca— wypowiedział te słowa a ja wystawiłam mały palec w jego stronę.
— Ja też nigdy nie złamie ci serce i nigdy nie będziesz przeze mnie cierpieć. Obiecuję.
Ta obietnica była wtedy dla mnie najważniejsza. Aż do wieczora siedzieliśmy i rozmawialiśmy. W końcu mogliśmy porozmawiać bez myślenia o tym durnym meczu. Nie musieliśmy się przejmować niczym ani nikim. Było po prostu idealnie i wiedziałam, że zostanie tak na zawsze.
CZYTASZ
Broken Promise |ZAKOŃCZONE|
General Fiction16 letnia Léa przeprowadza się wraz z mamą i bratem do przyjaciółki swojej mamy, która ma trzech zupełnie różniących się od siebie synów co z tego wyniknie? Co się stanie jeśli będzie mieszkać z kimś kogo kochała całe swoje życie? Tego się dowiesz c...
