Chapter 15

75 3 0
                                        

Pomału zbliżał się koniec semestru a co za tym szło, egzaminy. Czas , który i tak w większości spędzałam albo przy książkach, albo z przyjaciółmi. I tak mi minął cały listopad. Teoretycznie egzaminy semestralne miały się odbyć w całej szkole w ostatnim tygodniu przed świętami, ale uważałam, że nie zdążyła bym się przygotować do tego, jeśli zaczęła bym na ostatnią chwilę. W chciałam naprawdę dobrze je napisać, by mama była dumna. W mojej głowie była jeszcze jedna stresująca sprawa. Zbliżały się urodziny Luka, a wszyscy za jego plecami planowali dla niego imprezę niespodziankę. Moja relacja z Lukiem była prowizorycznie taka sama jak przed balem, jednak to były tylko pozory. Coś mnie zawsze ciągnęło do miejsca, gdzie był on. Spędzaliśmy więcej czasu razem i każdą najmniejszą rzecz robiliśmy razem. Razem się uczyliśmy, razem gotowaliśmy, ze szkoły wracaliśmy zawsze razem, nawet jak to się wiązało z tym, że musiałam na niego czekać, gdy szedł na trening. Dalej się przyjaźniliśmy i myśleliśmy, że ten pocałunek nic nie znaczył, jednak coś się zmieniło, a obydwoje nie wiedzieliśmy co to takiego było.
- Ugh- krzyknęłam zamykając podręcznik od Matematyki i rzuciłam nim w stronę drzwi, które niezauważalnie zaczęły się otwierać.
- Ała- usłyszałam krzyk co sprawiło, że otworzyłam zmęczone już oczy i podniosłam głowę z nad notatek- Następnym razem ostrzegaj, że czymś rzucasz- powiedział uszczypliwe Luke wchodząc do pokoju trzymając się za czubek głowy- Nad czym tak siedzisz? Mia przyszła i pyta czy zjedziesz do wszystkich. Przyszli jeszcze Scott i Max. No chodź- powiedział ciągnąc mnie za rękę- Wieczorem ci z tym pomogę- po tych słowach przestałam opierać się temu pomysłowi i ruszyłam z przyjacielem na dół do salonu nie zauważając, że dalej trzymamy się za rękę, co nie umknęło uwadze wszystkich na dole, w tym Alexa, który od razu się spiął, jednak Mia posłała mi tylko rozbawione spojrzenie i załapała mojego brata uspokajająco za ramie.
Usiadłam obok przyjaciółki, a obok mnie Luke. Chłopaki zaczęli wykrzykiwać coś związanego z piłką nożną i grą, a ja odłączając się od nich zaczęłam rozmawiać z Mią. Luke co jakiś czas mnie zaczepiał, co jeszcze bardziej irytowało mojego brata, jednak po kilkunastu razach wydawał się to ignorować.
- Czekaj, dobrze zrozumiałam, że Sophie znalazła sobie czterdziestoletniego sponsora, który daje jej kasę tylko za to, że raz w tygodniu ona idzie z nim na kolację, za którą i tak on płaci? To się laska ustawiła- powiedziałam z cynicznym uśmiechem. Nie rozumiałam postępowania dziewczyny z naszego rocznika ale poznałam ją na tyle, że mogłam się tego spodziewać. Sophie była naprawdę śliczną i miłą dziewczyną, która wiedziała jak to wykorzystać. Nie wstydziła się tego co robi ale przy tym była naprawdę miła i pomocna. Bardzo ją lubiłam i starałam się nie oceniać jej za jej wybory.
- A Max nadal ma nadzieje, że ją poderwie- zaśmiała się Mia patrząc ukradkiem na kolegę, który wpatrywał się skupiony w ekran.
- A ładnie to tak odgadywać przyjaciół? - nachylił się koło nas Luke z lekkim uśmiechem. Oderwał się w końcu od ekranu telefonu.
- Wolałbyś, żebyśmy o tobie gadali kochany? - zapytałam z uśmiechem patrząc mu w oczy.
- No jak już musisz gadać o chłopakach to wolę żebyś gadała o mnie, bo będę zazdrosny- objął mnie ramieniem- Zabije każdego, kto będzie próbował cię podrywać księżniczko, tylko ja mogę.
Wraz z Mią wybuchłyśmy śmiechem a Luke próbował zachować poważną minę, jednak średnio mi to wychodziło. Przez ci nie wiedziałam czy mówił serio czy żartował. Na nasze nieszczęście usłyszał to Alex, który aż poczerwieniał.
- Moglibyście się chociaż przy mnie powstrzymać- powiedział wkurzony i wyszedł z salonu kierując się w stronę kuchni.
Mia już wstawała, by iść go uspokoić, jednak ja byłam pierwsza. Alex wszedł do pokoju i trzasnął drzwiami. Alex siedział na łóżku odbijając piłką od ściany naprzeciwko.
- Już skończyliście? - zapytał wrednie i rzucił piłką w moją stronę, która złapałam.
- My nawet nie zaczęliśmy- powiedziałam i usiadłam obok niego odkładając piłkę za nami na łóżko- Alex, o co ci chodzi? Przecież nic złego nie zrobiliśmy. Ja się nie denerwuje na ciebie za związek z Mią- próbowałam mu wytłumaczyć moją perspektywę.
- Ale to nie jest to samo- krzyknął wstając- Zrozum, że ja chcę cię chronić. Wiem jacy są faceci, wiem jaki jest Luke- powiedział oschle. Nie poznawałam go. Odkąd dowiedział się o moim pocałunku z Lukiem zaczął się denerwować o rzeczy, o które wcześniej nawet bym go nie podejrzewała.
- Jaki niby jest. Znasz go całe życie, jest twoim przyjacielem, jaki niby jest? No słucham- powiedziałam wkurzona. Przecież przyjaźnią się od dziecka, a on śmie mówić, jaki to Luke jest zły.
- Taki, że zależy mu tylko na liście lasek. Chcę mieć ciebie w swojej kolekcji, a gdy już to się stanie, odstawić cię na bok mając w dupie twoje cierpienie. Nie chcę żebyś cierpiała jak mama, gdy tata nas zostawił z dnia na dzień. Zrozum to, że się martwię o ciebie. Kocham cię kurwa siostrzyczko i nie chcę żebyś cierpiała. Jestem za ciebie odpowiedzialny i zrobiłbym wszystko żebyś była szczęśliwa przez całe życie- powiedział, a w jego oczach mogłam dostrzec łzy. Wiedziałam, że był bardzo opiekuńczy ale nie wiedziałam, że aż tak bardzo wziął do siebie chronienie mnie.
- Obydwoje wiemy, że Luke nie jest taki jak mówisz. To masz przyjaciel, a dla ciebie jest jak brat. I wiem też, że chcesz mnie chronić ale nie masz przed czym. Luke jest moim przyjacielem, a ten pocałunek nic dla nas nie znaczył. Dalej się przyjaźnimy tak jak kiedyś- wytłumaczyłam wstając. Nasza różnica wzrostu powodowała, że musiałam podnieść głowę- Dziękuje braciszku ale czasem przesadzasz- przytuliłam go mocno.
- Postaram się trochę opanować ale nie obiecuję że się uda- poczułam jak się uśmiechał.
- Kocham cię braciszku- powiedziałam równie uśmiechnięta.
- Ja ciebie też kocham- odpowiedział.
***
Około dwóch godzin później Mia i chłopaki się zbierali, s my sprzątaliśmy po naszych wygłupach. Zaczęłam podnosić puste butelki po wodzie i wrzuciłam je do kosza w kuchni.
- Léa. Musimy pogadać- podszedł do mnie Alex z telefonem w ręku patrząc na zmianę na mnie i telefon. Jego mina wyrażała przerażenie i złość jednocześnie. Nie rozumiałam o co chodziło, więc odłożyłam rzeczy, które miałam w rękach i poszłam za nim na górę do jego pokoju- Tata do mnie napisał- powiedział krótko. Takiej informacji kompletnie się nie spodziewałam i w chwili gdy to usłyszałam aż mi się nogi ugięły. Pamiętałam go tylko ze zdjęć i historii mamy. Czemu nagle teraz on się pojawił, gdy mama zaczęła być szczęśliwa. Pieprzony Gabriel Laurent- No powiedz coś- powiedział załamany patrząc dalej na telefon. Był blady jak ściana, a po czole spływały mu kropelki potu.
- Jak to? skąd on wiedział że ty to ty? Czemu teraz? - w głowie miałam milion myśli, które tworzyły duży mętlik. Pewne było tylko jedno. Lepiej żeby mama nie wiedziała- Czemu ten pieprzony egoista pojawia się, gdy mama w końcu jest z kimś szczęśliwa- wymknęło mi się, jednak na twarzy mojego brata nie pojawiło się żadne zaskoczenie ani złość. On wiedział- Wiedziałeś?
- Że mama się z kimś spotyka? Tak. Każdy by zauważył. A ty skąd to wiesz? - przez ten cały czas wiedział.
- Spotkałam ich kilka miesięcy temu z Lukiem w Pizzerii. Obiecałam jej że ci nie powiem, przepraszam. Ma na imię Vincent. Jest fotografem i poznali się na jakimś pokazie. Jest naprawdę szczęśliwa- patrzyłam na niego dalej mając w głowie fakt wiadomości od naszego ojca. Bolał mnie fakt, że przez tyle czasu go nie było i nagle postanowił napisać. I czemu do Alexa, a nie do mnie. W czym on był lepszy? - Co napisał? - zapytałam i spojrzałam na telefon. Mój brat odwrócił telefon w moją stronę a moim oczom ukazało się zdjęcie blondwłosego mężczyzny z kobietą i malutkim dzieckiem. I wiadomości typu, że żałuję że zniknął i nas zostawił, że boli go to co zrobił i długo się zbierał do tej wiadomości. A ostatnie zdanie zmiotło mnie z planszy. Chciał się spotkać. W żadnym zdaniu nie wspomniał o mnie. Jakby zapomniał, że ma córkę. Było mi w strasznie przykro, a w moich oczach zaczęły pojawiać się łzy. Zapomniał o mnie.
- Spotkasz się z nim? - opanowywałam łzy, by Alex ich nie zobaczył i próbowałam dalej zachować kamienną twarz. Mój własny ojciec zapomniał o swojej córce, na którą miał wywalone przez całe jebane szesnaście lat.
- Nie wiem Léa, nie wiem. Chciałbym z nim pogadać, posłuchać co ma do powiedzenia ale nie wiem czy dałbym radę. Może poszlibyśmy razem? Było by łatwiej- złapał mnie za przedramię, jednak nie byłam pewna co do tego pomysłu. Nie wspomniał nic o mnie.
- Nie. Nie chcę mnie tam. Nic nie napisał o mnie. Kompletnie nic- powiedziałam już trochę dając upust emocjom. Jednoczenie czułam, że nie znałam tego człowieka ale w końcu był on moim tatą. Dzięki niemu jestem na tym świecie. Kiedyś chyba mnie kochał.
- No co ty, siostrzyczko. Na pewno chcę się z tobą zobaczyć. Porozmawiać. Może ta wiadomość była bardziej skierowana do mnie a nie do nas. Zobaczysz, jestem pewien, że chce cię zobaczyć- próbował mnie przekonać i przytulił mnie do swojej klatki piersiowej. W czym ja byłam gorsza od niego, że to jego wybrał. W czym?
- Nie chcę go znać. Dla mnie jest martwy- powiedziałam oschle i odwróciłam się od niego wychodząc z jego pokoju. Nie wiedziałam czemu ale byłam zła na Alexa. On spędził z nim więcej czasu niż ja, i jeszcze teraz mi to zabierał. Obwiniałam go trochę za te całe wiadomości mimo, że to nie była jego wina. I ja to wiedziałam ale złość była silniejsza ode mnie. Ubrałam kurtkę a następnie zabiegałam na dół i w końcu z domu. Było już bardzo późno bo około godziny dwudziestej pierwszej. Nie wiedziałem, gdzie mogłabym iść, dlatego szłam przed siebie, przyszłam obok parku, lokalnej piekarni, butiku należącego do mamy Mii. Robiło się coraz zimniej, dlatego postanowiłam iść do Liama. Nie gadaliśmy ze sobą od balu, jednak byłam pewna, że pozwoli mi zostać na noc, a to się dla mnie teraz liczyło. Nie chciałam wracać do domu, gdzie był Alex. Czułam niewyobrażalny smutek i złość. Nie rozumiałam co takiego zrobiłam, że tata wolał mojego brata. Co on takiego ma, że wolał jego.
Zapukałam delikatnie do drzwi czując narastający stres. Przecież nie musiał mnie przyjść do domu, a ja bym to zrozumiała.
- Léa? Co ty tu robisz o takiej godzinie? Nie powinnaś być już w domu? Jean wie? - pytał zdziwiony. Przeczesał dłonią włosy i patrzył na mnie wyczekująco.
- Mogę tu przenocować? - zapytałam prosto z mostu i weszłam do mieszkania, gdy Liam odsunął się od drzwi robiąc mi przejście- Pokłóciłam się z Alexem, nie chcę go widzieć- wyjaśniłam i napisałam krótkiego SMSa do mamy, gdzie jestem i że wrócę jutro.
- Nie powiem, zdziwiłem się. Nie gadaliśmy z miesiąc a ty wbijasz tu jak gdyby nigdy nic i chcesz tu spać- usiadł obok mnie na kanapie. Poczułam się tam niechciana, przez co jeszcze bardziej zasmuciła mnie ta sytuacja. Nie wrócę do domu, a Liam miał rację. To bez sensu.
- Masz rację, już sobie pójdę- powiedziałam wstając. Odwróciłam się i zaczęłam iść w stronę drzwi, jednak zatrzymała mnie jego ręka na moim przedramieniu.
- Nie, źle mnie zrozumiałaś. Oczywiście, że możesz tu zostać. Tyle ile będziesz chciała, po prostu zdziwiło mnie twoje przyjście ale nie mam nic przeciwko- powiedział i pociągał mnie z powrotem na kanapę- Przecież mimo wszystko dalej się przyjaźnimy prawda? - zapytał, a w jego oczach można było z łatwością dostrzec nadzieję. Skinęłam głową i rzuciłam telefon na stolik stojący przed kanapą.
- Tata się odezwał do Alexa- powiedziałam niespodziewanie po kilku chwilach ciszy, której potrzebowałam- Pisał że żałuję i tęskni. Nic nie wspomniał o mnie. To zanim chcę się spotkać a nie ze mną. W czym o jest lepszy ode mnie? Czemu on a nie ja? - z moich oczu zaczęły lecieć łzy, które powstrzymałam od wyjścia z domu. Od zawsze byłam porównywana do brata. Bardzo miły, inteligentny, wschodząca gwiazda koszykówki. A ja? Zawsze ta gorsza. Było mi przykro, że nawet nasz własny ojciec uważa go za lepszego ode mnie

Broken Promise |ZAKOŃCZONE|Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz