Chapter 23

88 4 6
                                        

Obudziłam się podekscytowana i szczęśliwa. Dziś zaczynały się wakacje, a ja miałam lecieć do Luka, by razem z nim wrócić do domu. Dni bez niego stawały się coraz normalniejsze, a ja do tego przywykłam. Masz związek trochę ucierpiał na tej odległości, z tygodnia na tydzień zaczęliśmy coraz mniej rozmawiać i pisać. Luke odnalazł tam dużo nowych znajomych i spędzał z nimi czas, a nie ułatwiała nam tego różnica czasowa. Gdy ja miałam lekcje, Luke miał czas wolny, który spędzał z przyjaciółmi, a gdy ja miałam czas wolny, który wcześniej spędzaliśmy razem, on miał albo trening albo lekcje. Cieszyłam się na te wakacje, znów mogłam być na co dzień z moim chłopakiem. W świetnym humorze wstałam z łóżka i zeszłam na dół. Mia i Alex byli od rana na plaży razem z Maxem i Scottem, którzy zatrudnili się tam jako ratownicy. Samolot miałam dopiero o siedemnastej, na który zawiezie mnie Alex. Luke nie wiedział o moim przylocie, wiedziałby, gdyby w końcu miałaby czas ze mną porozmawiać. Ubrałam się w krótkie spodenki i koszulkę mojego chłopaka i wyszłam na plażę do przyjaciół.
— I co, jak się czujesz że już dziś zobaczysz się z nim i będzie jak kiedyś? — zapytała Mia, z którą siedziałam na kocu i obserwowaliśmy chłopaków, którzy biegali w wodzie. Oni wszyscy byli przy mnie przez cały ten czas, gdy zastanawiałam się co dzieje się z Lukiem, że już nie ma dla mnie czasu, gdy płakałam bojąc się, że ten związek już się kończył, gdy byłam wrakiem siebie przez tą całą sytuację. Nie raz budziłam się w nocy z płaczem i rozmawiałam z nimi wszystkimi do rana, a oni przez cały czas byli i ani razu nie mieli mi tego za złe.
— Czuję się dziwnie z tą myślą— wyznałam szczerze— Oni już praktycznie nie gadają ze sobą, nie wiem jak będą wyglądać te wakacje— powiedziałam patrząc jak Max popisuje się przed grupką dziewczyn, które siedziały niedaleko i wybuchłam śmiechem, gdy Scott wskoczył na niego i wepchnął go do wody. Kiedyś nie mogłam się doczekać wakacji, które byśmy spędzali razem, a teraz bałam się jak to będzie wyglądać. Wiedziałam, że Max i Scott mają mu za złe, przez to, że odwrócił się od wszystkich, gdy dostał te cholerne stypendium, które wszystko zmieniło.
— Mam nadzieję, będzie jak dawniej— powiedziała poprawiając swoje różowe okulary przeciwsłoneczne.
— Ja tak samo— odpowiedziałam krótko dalej patrząc z uśmiechem na przyjaciół, nie mogłam sobie wyobrazić lepszych na te miejsce.
***
Wysiadłam z samolotu z wielkim uśmiechem. Chwyciłam mocniej ramiączko od plecaka, w którym miałam najpotrzebniejsze rzeczy. Przed lotniskiem złapałam taksówkę i pojechałam pod akademię. Byłam cały czas w kontakcie z Leo, którego poznałam, gdy wcześniej odwiedzałam mojego chłopaka. Weszłam do środka internatu witając się z panem, który siedział przy recepcji. Mimo, że byłam tu już dwa razy to dalej czułam się niekomfortowo. Zadzwoniłam do mojego chłopaka, nie odebrał, próbowałam jeszcze kilka razy ale dalej było to samo. Zadzwoniłam w końcu do Leo, a on odebrał za pierwszym razem.
— No co tam laska? Jesteś już? — zapytał od razu jak odebrał— Dobra już schodzę— powiedział jak wyjaśniałam mu całą sytuację i zrobił tak jak powiedział i chwilę później zabierał już ode mnie ciężki plecak.
— Ciekawe czemu nie odbierał, my z Kaiem siedzieliśmy u Kiary, jego dziewczyny— powiedział, gdy wchodziliśmy do windy razem z Leo i Kaiem. Otworzyłam z uśmiechem pokój mojego chłopaka ciekawa jego reakcji na to, że przyjechałam, jednak to co zobaczyłam sprawiło, że mój uśmiech zszedł. Uchyliłam lekko usta a jedna łza splunęła po moim policzku. Luke spojrzał raz na mnie, a raz na półnagą blondynkę. Nie płakałam, czułam w sobie kompletną pustkę porównywalną do czarnej dziury. Blondynka szybko narzuciła na siebie koszulkę chłopaka, tą samą, którą ja nosiłam w Seaside. Nie, to nie mogła być prawda, na pewno to jest jakiś chory sen i za chwilę i obudzę. Stałam jak w transie nie mogąc wydusić z siebie żadnego słowa.
— Co ty tu robisz? Znaczy, kochanie to nie tak, to był tylko jeden raz— zaczął się tłumaczyć pospiesznie się ubierając. Złapałam za łańcuszek, którego nie zdejmowałam odkąd go dostałam.
— Tylko jeden raz? Nie pogrążaj się Luke, od razu laska mówię, że od miesiąca nie raczył mi powiedzieć o twoim istnieniu. I nie okłamuj jej— odezwała się ta blondyna, która już ubrana ruszyła w stronę drzwi, w których stałam dalej jak słup— Przykro mi, że trafiłaś na takiego dupka— złapała za ten łańcuszek i jednym ruchem zerwała mi go z szyi i trzymając go w dłoni wyszła z pokoju. Złość, smutek, zdrada, wszystkie uczucia się mieszały tworząc coś, czego nie życzyłam najgorszemu wrogowi. Uważałam go za idealnego chłopaka, z którym planowałam stworzyć wspólną przyszłość, a teraz w jednej chwili to wszystko runęło pozostawiając tylko rozpacz.
— Wszystko ci kurwa wytłumaczę, tylko błagam nie płacz, nie zniosę twojego płaczu— dalej próbował się wytłumaczyć, jednak jego głos jeszcze bardziej przynosił mnie o ból.
— Już za późno Luke, to koniec— to zdanie było jedynym co mogłam z siebie wydusić. Poczułam jak nogi załamują się pod ciężarem mojego ciała, jednak ktoś w porę mnie złapał i wziął na ręce ratując mnie przed jego widokiem, ponieważ sama nie byłabym w stanie wyjść z tego pokoju, w którym jeszcze kilka miesięcy temu leżałam razem z nim ciesząc się z tego, że w końcu się widzimy.
Weszliśmy do jakiegoś pokoju, w którym siedziała ciemnoskóra dziewczyna. Leo, bo to on mnie tu przyniósł położył mnie na łóżku, które stało na prawo do wejścia. Kai podszedł do niej i powiedział jej coś na ucho i wyszedł razem z Leo zostawiając mnie z nieznajomą w pokoju. Przetwarzałam w ciszy wszystkie informacje, wzięłam swój telefon i patrzyłam z łzami w oczach na nasze wspólne zdjęcie, które miałam ustawione na tapecie. Na tym zdjęciu jeszcze się przyjaźniliśmy, było to pierwszego dnia jak się przeprowadziłam i poszliśmy razem na plażę w Seaside. Byliśmy szczęśliwi, że razem zamieszkaliśmy, a on wszystko przekreślił, całe szczęście wyrzucił jakby nic dla niego nie znaczyło. W głowie miałam milion wspólnych wspomnień, nasz pierwszy pocałunek na balu, to jak przyszedł do mnie po kłótni i powiedział że się we mnie zakochał, to jak był zazdrosny o Liama, mimo że już nic do niego nie czułam, wszystkie przepłakane noce, w które tylko odliczałam dni do wakacji, by wszystko było jak kiedyś. A on to zniszczył. Część mnie pragnęła być przy nim mimo wszystko ale pierwszy raz chciałam posłuchać głowy i zakończyć jego temat w moim życiu.
— Jesteś Léa tak? Jestem Kiara, pamiętaj, że jestem przy tobie jeśli chcesz pogadać, albo zrobić cokolwiek innego, możemy iść na miasto, poleżeć i pogadać, możemy też nie rozmawiać— usiadła obok mnie i przytuliła do siebie. Spojrzała na mój telefon i go ode mnie zabrała i odblokowała moim odciskiem palca i zmieniła zdjęcie na tapecie— To twoi przyjaciele? Kai mi opowiadał o was— powiewała patrząc na zdjęcie, na którym byłam razem z Alexem, Mią, Maxem i Scottem. Ustawiła to zdjęcie na tapecie i oddała mi telefon. Tak bardzo chciałam być teraz przy nich, na plaży, przy mamie, wszędzie tylko nie tutaj. Siedzieliśmy cały czas w ciszy. Płakałam przez cały ten czas próbując uspokoić trzęsące się dłonie. Nigdy nie czułam takiego zawodu jak w tamtej chwili.
— Dajcie mi z nią kurwa porozmawiać— usłyszałam głos Luka na korytarzu, a Kiara wstała z łóżka i wyszła z pokoju.
— Ona nie chcę z tobą rozmawiać zrozum to Luke, jeśli nie chcesz, żeby jeszcze bardziej cierpiała to odpuść— powiedział Kai i wszedł do pokoju razem z Kiarą.
— Nie odejdę, dopóki ona ze mną nie porozmawia— powiedział uparty na co Kai głęboko westchnął i usiadł na łóżku. Nie chciałam tego robić, nie chciałam z nim rozmawiać, jednak znałam go i wiedziałam, że nie odpuści, a ja chciałam już zamknąć tą sytuację i jak najszybciej wrócić do domu. Wstałam z łóżka, jednak musiałam usiąść z powrotem, ponieważ zakręciło mi się w głowie, wstałam ponownie i ciężkim krokiem ruszyłam w stronę drzwi, za którymi Luke siedział na podłodze oparty o ścianę. Spojrzałam na Kiare i wyszłam zamykając za sobą drzwi.
— Léa wysłuchaj mnie, przecież byliśmy tacy szczęśliwi, nie możesz tego zaprzepaścić, przez jeden głupi błąd, który popełniłem— podnosił się z podłogi i próbował złapać mnie za rękę.
— To ty to zaprzepaściłeś, a to co zrobiłeś, to nie był błąd a wybór, który dokonałeś. Wolałeś zepsuć nasze szczęście, dla chwili, która pewnie nawet dziesięć minut nie trwała. To ty zepsułeś nasz związek tym, że mając kurwa dziewczynę poleciałeś jak piesek do innej i wiesz co? Nie jestem smutna ani zła na ciebie, jestem wstrząśnięta tym, jaki idealny obraz ciebie wykreowałam sobie w głowie, na szczęście ten wyidealizowany obraz runął w momencie, gdy weszłam do tego pierdolonego pokoju, więc proszę cię już nigdy nie spraw, żeby ktokolwiek przez ciebie cierpiał, bo powiedzenie po trupach do celu aktualnie staje się twoim mottem życiowym. Nasz związek już nie żyje, tak jak ty w moich oczach— wyznałam mu szczerze i wróciłam do pokoju zostawiając go bez możliwości odpowiedzi. Powiedziałam co chciałam, żeby wiedział i miałam nadzieję, że to była nasza ostatnia rozmowa. Nie czułam nic poza pustką, która ogarniała całe moje ciało, co mnie przerażało, wolałabym płakać niż tak się czuć, wtedy przynajmniej mogłabym wyrzucić z siebie te emocje, a tak? Nie mogłam nic z tym zrobić. Musiałam zaakceptować to jak od teraz będzie wyglądać moje życie. Tak bardzo żałowałam, że tu przyjechałam, że weszłam do tego pokoju, że z nim byłam. Zdałam sobie sprawę, że tak naprawdę nigdy nie poznałam prawdziwego Luka Adamsa, aż do tego dnia, do momentu, w którym weszłam do tego pierdolonego pokoju, do momentu gdy zdałam sobie sprawę, że idealna wizja jego była tylko z mojej głowie i w żadnym stopniu nie pokrywała się z rzeczywistością, którą poznałam w tamtej chwili.
~ Luke ~
Wszedłem wściekły do mojego pokoju, szczęka zaczynała mnie boleć od ścisku, tak samo jak wewnętrzna strona dłoni, w którą wbijałem paznokcie. Byłem wściekły na siebie, to nie miało tak wyjść. Miałem jej o tym sam powiedzieć, kiedyś. Nie wiedziałem dlaczego to zrobiłem, może brakowało mi Léi i potrzebowałem bliskości? A może po prostu chciałem zapomnieć o całej presji, która na mnie spadła, gdy dostałem te pierdolone stypendium. Z Sarah poznałem się kilka tygodni po tym jak się tu przeniosłem, też mieszka w tym internacie, tylko s innym skrzydle bo trenuje siatkówkę. Od początku dobrze się dogadywaliśmy, aż skończyło się tak jak się skończyło. Czy żałuję? Żałuję tylko tego, że zraniłem moja małą księżniczkę. Już w sumie nie moją. Podszedłem do worka treningowego Leo, który wisiał niedaleko wejścia i z całej siły uderzyłem w niego z pięści, potem drugi cios, trzeci, i tak do momentu, w którym ktoś wszedł do pokoju.
— Już nie udawaj zranionego chłopca— powiedział Ethan zbierając swoje rzeczy do kartonu, jutro mieliśmy wyjeżdżać do domu, jednak nie wiedziałem co zrobić w tej sytuacji, nie chcę patrzeć na to, jak Léa cierpi na mój widok— Miałeś kurwa dziewczynę, która mimo odległości czekała na ciebie odkąd tu przyjechałeś a ty stwierdziłeś żeby ruchać taką kurwę jak Sarah, zachowałeś się jak pierdolony gówniarz i zjebałeś wszystko o co ona walczyła, więc weź się kurwa w garść i daj jej spokój, bo pogorszasz sprawę — powiedział nawet na mnie nie patrząc.
— Co ty kurwa możesz wiedzieć, nie znasz jej— podszedłem do niego i jednym ruchem mocno go pchnąłem, na co on się lekko zachwiał, jednak odwrócił się w moją stronę z pogardą w oczach.
— Nie zaczynaj lepiej, bo cię zgłoszę i cię wyjebią— powiedział widząc jak po raz kolejny zacisnąłem pięści— Nikt nie zasłużył na zdradę zjebie ale ty wybrałeś łatwiejsze wyjście niż z nią zerwać co nie? Zrobiłeś jedną rzecz, która zjebie jej psyche na długie lata ale oczywiście wielka gwiazda Luke Adams się tym nie przejmuję, bo przecież ważne jest to że tu jesteś, to ważniejsze niż to, żeby się przejąć kimś innym— powiedział i wyszedł zostawiając mnie samego z tym wszystkim. Ethan nie lubił mnie odkąd przyjechałem do Akademii, nie wiedziałem dlaczego, jednak mało mnie to obchodziło, ponieważ każdy inny mnie wręcz uwielbiał. Już w pierwszym tygodniu zyskałem dużo nowych znajomych, co sprawiło, że nie miałem czasu dla starych przyjaciół, dzięki którym tu byłem. I Léa miała rację mówiąc, że się zmieniłem, przez długi czas to wypierałem, jednak teraz nie miałem już nic do stracenia. Byłem tylko ja i moje marzenia, których spełnienie jest dla mnie najważniejsze.
~ Léa ~
Zadzwoniłam do mamy mówiąc jej o całej sytuacji i błagając ją, by przelała mi pieniądze na najbliższy lot. Postanowiłam wyjść stamtąd zostawiając tylko wiadomość do Leo, Kaia i Kiary z podziękowaniem za wszystko co dla mnie zrobili. Miałam nadzieję, że to nie koniec naszej znajomości, jednak musiałam się spieszyć na samolot, a kilka godzin później weszłam już do domu, za którym tak bardzo tęskniłam. Była godzina piąta rano, a wszyscy poza mamą spali. Przez cały lot miałam dużo czasu na przemyślenia i doszłam tylko do jednego wniosku.
— Mamo, jadę do Seattle.

Witam w ostatnim rozdzialee. Dziękuje, że dotrwaliście do końca tej historii, jednakk to jeszcze nie koniec przygody Léi, więc czekajcie na wieści, które pojawiają się niedługo. Chciałabym podziękować każdemu za każdą gwiazdkę i komentarz pod rozdziałami, a najbardziej chciałabym podziękować mojemu chłopakowi i najlepszej na świecie przyjaciółce, którzy wspierali mnie od początku tej historiiii. Do zobaczenia niedługoo

Broken Promise |ZAKOŃCZONE|Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz