U Liama spędziłam dwa kolejne dni. Od rana do późnego popołudnia siedziałam sama spędzając czas na gotowaniu, czytaniu a nawet sprzątałam. Niestety zbliżało się święto dziękczynienia, a co za tym szło powrót do domu. Mama się martwiła moim nagłym zniknięciem z domu, jednak wytłumaczyłam jej, że potrzebowałam odpocząć od całego zgiełku w domu. Tak naprawdę nie chciałam wiedzieć Alexa, nie byłam już na niego zła, było mi trochę przykro, a nie chciałam tego pokazywać. A Luke? Z niewiadomych mi przyczyn się obraził. Nie odpisywał, nie odbierał. Nic.
— Zaraz się zbieramy. Mama i Jean przygotowują kolację na siedemnastą— powiedział zamykając drzwi od łazienki, z której wyszedł.
— No to zdążę się ogarnąć jak zaraz wyjedziemy— powiedziałam uśmiechnięta i odłożyłam telefon. Pisałam do Luka, jednak dalej było to samo. Było mi przykro, bo jednak byliśmy przyjaciółmi, a po tym pocałunku coś jednak się zmieniło. A on teraz mnie ignorował z niewiadomego mi powodu. Pół godziny później byliśmy już w naszym domu. Przywitałam się z mamą i Mayą i poszłam do góry się szykować ubrałam krótką plisowaną spódniczkę i biały sweter. Wiedziałam, że wszyscy będą ubrani elegancko, dlatego nie chciałam odstawać od reszty. Na nogi założyłam ciepłe długie skarpety a włosy związałam w wysoki kucyk. Było delikatnie i elegancko. Jak zawsze. Gdy wybiła godzina siedemnasta wyszłam z pokoju, jednak nie tylko ja, wpadłam na Luka, który właśnie wychodził z pokoju obok. Posłał mi krótkie spojrzenie i zlustrował mnie wzrokiem, a następnie ruszył w kierunku schodów bez żadnego słowa. Zeszłam chwilę po nim i usiadłam między mamą a Alexem. Nie spojrzał na mnie nawet na sekundę odkąd wróciłam do domu, ale postanowiłam się tym nie przejmować, ponieważ nie zrobiłam mu nic złego. On mnie też nie. Tylko szkoda, że zrozumiałam to dopiero po dwóch dniach spędzonych na ucieczce od niego.
— A ty Léa, za co chciałabyś podziękować po tym roku? — zapytała Maya trzymając w dłoni kieliszek z winem.
To była nasza mała ale ważna tradycja. Co roku w święto dziękczynienia siadaliśmy przy stole i przed kolacją mówiliśmy na głos za co dziękujemy w tym roku. Mógłby to być małe rzeczy, jak na przykład dobre stopnie w szkole lub na przykład ogłoszenie awansu Mayi, jak w tamtym roku. To mogło być cokolwiek. Coś za co byliśmy wdzięczni.
— Za was. Mimo, że kocham was odkąd się urodziłam, a nawet wcześniej to chciałabym w tym roku podziękować za to, że zyskałam tak wspaniałą rodzinę jak wy. Dziękuje— powiedziałam jako kolejna unosząc kieliszek z sokiem, oczywiście dorośli mieli wino, które nasze mamy uwielbiały.
— Jak słodko— rozczuliła się Maya i pogłaskała moją drugą dłoń, która leżała na stole.
— A ja bym chciał podziękować za wspaniałą przyjaciółkę, której odwaliło i bez słowa zniknęła— powiedział chłodno patrząc na mnie ze złością
— Ja przynajmniej nie obraziłam się jak małe dziecko i nie było mi ciężko odpisać na wiadomość— ogryzłam się i spojrzałam na wszystkich, którzy patrzyli na nas z szokiem wymalowanym na twarzy. Od początku naszej przyjaźni, czyli właściwie odkąd żyje na tym świecie ani razu się nie kłóciliśmy. To była nasza pierwsza kłótnia, więc jeszcze bardziej to szokowało innych.
— Ja przynajmniej nie całuje się z kimś, a lecę do innego— wypowiedział te słowa z jeszcze większą złością, a mnie zamurowało. Przecież to nie było tak. Nie poleciałam do Liama. Potrzebowałam po prostu odpocząć od tego domu. Chciałam uciec od sytuacji z ojcem i Alexem. Nie zrobiłam nic złego. W głowie miałam bardzo dużo myśli na raz, a do moich oczu dostały się łzy, które powstrzymywałam.
— A ja nie traktuje przyjaciół jak śmieci tylko dlatego, że jestem taka smutna i zła na cały świat, bo ojciec mnie olał— powiedziałam i wstałam od stołu. Nie wiedziałam, dlaczego tak powiedziałam ale byłam zbyt wściekła, by zwracać na to uwagę. Poszłam do swojego pokoju zostawiając wszystkich w osłupieniu. Trafiłam w jego czuły punkt , dlatego nie odezwał się już ani słowem, tylko w ciszy wpatrywał się w stół. Miałam dość jego zachowania, nic mu złego nie zrobiłam, a on traktuje mnie jakbym co najmniej go zdradziła. Nie byliśmy nawet razem. Nawet nie kręciliśmy ze sobą. Kompletnie nic. Trzasnęłam drzwiami od pokoju i rzuciłam się wściekła na łóżko. Te święta były do bani. Nie dość że czas przed świętami nie siedziałam z rodziną, to jeszcze w święto dziękczynienia siedzę zamknięta w pokoju pokłócona z moim najlepszym przyjacielem.
Próbowałam się uspokoić, jednak moją złość potęgowała głośna kłótnia chłopaków na dole i krzyki Mayi na Luka. Nie tak miał wyglądać dzisiejszy dzień. Miała być spokojna kolacja i rozmowy do późnego wieczora jak co roku. Ta przeprowadzka była beznadziejnym pomysłem. Wolałam zostać w Seattle, wtedy nic by się tak nie komplikowało. W starym domu było lepiej, łatwiej. Najbardziej chciałam teraz wsiąść w pierwszy lepszy pociąg czy autobus i wrócić do przyjaciół.
Pośród głośnych wymian zdań na dole usłyszałam ciche i delikatne kroki na schodach a potem w kierunku mojego pokoju.
— Mogę wejść córciu? — usłyszałam pukanie i cichy głos mamy. Alex z Lukiem nadal się kłócili, a Maya próbowała ich uspokajać, jednak na marne. Może mój brat miał rację co do Luka, może rzeczywiście był taki jak mówił.
— Jasne, wchodź— powiedziałam cicho już spokojniejsza. Drzwi się otworzyły, a ja zobaczyłam taki obraz Jean, jakiego dawno nie widziałam. Ostatnio była bardzo zajęta swoimi sprawami i rzadko bywała w domu. Ciągle była albo na spotkaniach biznesowych, albo na pokazach swoich projektów albo spędzała czas z Vincentem. Nie miałam jej tego za złe, w dalszym ciągu była wspaniałą matką, która harowała jak wół, żebym ja i mój brat mieli dobrą przyszłość— Zanim cokolwiek powiesz mamo, przepraszam za to wszystko. Pewnie od rana pracowaliście z Mayą nad kolacją, a ja to wszystko zepsułam— powiedziałam ze skruchą
— No co ty. Zjemy to najwyżej z Mayą do wina i plotek, albo rozwieziemy bezdomnym. A teraz opowiadaj jak to wszystko się wydarzyło i co się wydarzyło. Jak mogłaś starej matce nie powiedzieć takich nowinek— powiedziała uśmiechnięta, jednak w jej oczach dalej można było zobaczyć zmartwienie.
— Nie ma co opowiadać— powiedziałam krótko jednak po namowach mamy wszystko jej opowiedziałam. Od wyznania Liam, przez bal aż do aktualnej kłótni. Miałam wyrzuty sumienia ale nie mogłam jej powiedzieć o tacie. To by ją złamało, więc nagięłam prawdę i pominęłam ten fakt zastępując go chęcią odpoczynku, tak jak miałam jej wcześniej.
— Więc ty i Luke? Czy Liam? Tego się nie spodziewałam. Znaczy no z Mayą miałyśmy nadzieję, że będziesz z którymś z ich synów ale bardziej myślałyśmy nad Luisem. To by był dobry kandydat na męża— zaśmiała się mama i mocno mnie do siebie przytuliła.
— Z żadnym z nich mamo. Do Liama już nic nie czuję, a z Lukiem, no cóż, sama widzisz jak to wygląda— powiedziałam odsuwając się od niej.
— Ale nie zaprzeczyłaś— zaśmiała się— Przepraszam słonko, że tyle mnie nie ma. Naprawdę bym chciała być więcej w domku być w środku tych waszych niuansów ale nie mam kiedy. A z twoim bratem to sobie jeszcze porozmawiam, że nie przedstawił nam swojej dziewczyny— o tym też jej wspomniałam. Nie mogłam mówić tylko o sobie, więc brata też wkopałam w tą aferę niczym z Hollywood.
— Kocham cię mamo— położyłam jej się na kolanach, gdy ona bawiła się moimi włosami.
— Ja ciebie też słońce. Bardzo— powiedziała uśmiechnięta. Czułam jak cały ciężar tej sytuacji ze mnie spłynął i w końcu poczułam spokój.
Do wieczora siedziałam już tylko w pokoju. Nie miałam ochoty przez przypadek wpaść na Luka. Liam co chwilę przychodził i pytał czy czegoś potrzebuje, jednak gdy już zaczęło się robić ciemno wrócił do siebie. Miłe było to, że Alex stanął w mojej obronie i kłócił się z Lukiem, jednak dalej nie miałam odwagi spojrzeć mu w oczy lub z nim pogadać. Było mi wstyd, że aż tak zareagowałam. Jednak z drugiej strony bardzo chciałam się dowiedzieć, czy spotkał się z tatą, który przyjechał niedawno do Portland w jakiś sprawach biznesowych. Miałam nadzieję, że sytuacja jakoś sama się rozwiąże i nie będę musiała mu się tłumaczyć z tego. Nie chciałam z nim o tym rozmawiać. Bóg jakby wysłuchał moich próśb i dostałam wiadomość od Mayi na grupie rodzinnej, że robimy wieczór filmowy w salonie i wszyscy mają zejść pod groźbą szlabanu na miesiąc. Przebrałam się w wygodne ubrania i zeszłam na dół, gdzie prawie wszyscy już czekali.
— To co oglądamy Léa? — zapytała Maya siadając na prawie ostatnim wolnym miejscu pozostawiając jedyne wolne miejsce obok mnie.
— A to jak zwykle musi być jak ona chcę? — zapytał Luke wychodzący z kuchni— A no tak bo przecież księżniczka musi mieć tak jak ona chcę bo będzie dramat— powiedział ironicznie rozglądając się za wolnym miejscem. Wywróciłam oczami na jego zachowanie, a wszyscy dookoła tylko wzruszyli ramionami na brak ewentualnego dla niego miejsca. Luke westchnął głośno i usiadł obok mnie, na co Maya tylko mrugnęła do mnie okiem, mama jej powiedziała. Odsunęłam się maksymalnie od niego i oparłam głowę na oparciu.
— To ty wybierz, skoro tak bardzo ci na tym zależy— powiedziałam obojętnie. Zachowywał się jak dziecko, a najbardziej bolało mnie to, że nie przejmował się w ogóle naszą kłótnią i naszą przyjaźnią.
— Chcę obejrzeć Fast and furious — powiedział krótko. Nasz film. Moja irytacja jego zachowaniem znów rosła. Miałam dość jego dziecinnego zachowania, tym bardziej, że nic złego nie zrobiłam.
Przez cały film czułam jego wzrok na sobie i za każdym razem, gdy spojrzałam w jego stronę odwracał głowę, a ja nie mogłam się przez to skupić.
— Oddałbym rękę, by móc jeździć taką furą— powiedział Alex, jak zwykle zachwycając się autami. Nie ważne ile razy to oglądaliśmy to i tak za każdym razem jego relacja była taka sama.
— A ja za to, by chociaż spotkać się z Paulem Walkerem— naprawdę był przystojny. Był jedynym blondynem, który kiedykolwiek mi się podobał.
— A no tak bo ty wolisz blondynów— powiedział sugestywnie Luke, na co po raz kolejny wywróciłam oczami.
— On by przynajmniej nie był idiotą— uśmiechałam się wrednie— I jest dużo przystojniejszy niż ty— dodałam. Nie uważałam tak. Luke był naprawdę przystojny, no i inteligentny ale tylko czasami.
— Jakoś nie przeszkadzało ci to jak mnie całowałaś— dodał wrednie się przy tym uśmiechając.
— Oj uwierz, że wolałabym, żeby to on był wtedy na twoim miejscu— odgryzłam się, na co już nie odpowiedział. Każdy przyglądał się naszej krótkiej wymianie zdań, jednak nikt nic nie powiedział. Nawet Alex przyglądał się tylko nie reagując na jego słowa.
~Luke~
— Oj uwierz, że wolałabym, żeby to on był wtedy na twoim miejscu— wypowiedziała te słowa, które odbiły się wielkim echem po mojej głowie. Nie odpowiedziałem jej na to, bo zabolały mnie jej słowa. Jednak bardziej zabolało mnie to, że pojechała wtedy do tego debila. Nie mogła po prostu porozmawiać ze mną, skoro chciała odpocząć? Poszlibyśmy na jakiś spacer, czy do kina. Cokolwiek, byle nie on. Wiedziałem, że Léa podoba się mojemu bratu i nie chciałem, by spędzali czas sami. Nie chciałem, żeby znowu ją skrzywdził, bo to będę musiał wtedy patrzeć na jej cierpienie a nie on, który zawsze uciekał od problemów.
Do końca filmu starałem się nie zwracać na nią uwagi, a gdy tylko się skończył poszedłem do siebie. Nie miałem ochoty na nich wszystkich patrzeć. Nikt mnie nie rozumiał. Nie wiedziałem co czuję do Léi. Myślałem, że tylko się przyjaźnimy, ale gdy widzę ją z Liamem lub z jakimkolwiek innym chłopakiem mam ochotę go zabić. Nie wiedziałem, czy to była zazdrość czy troska ale nie chciałem jej widzieć z nikim innym niż ze mną i naprawdę mocno nie chciałem jej stracić. Była moją małą księżniczką.
CZYTASZ
Broken Promise |ZAKOŃCZONE|
Ficción General16 letnia Léa przeprowadza się wraz z mamą i bratem do przyjaciółki swojej mamy, która ma trzech zupełnie różniących się od siebie synów co z tego wyniknie? Co się stanie jeśli będzie mieszkać z kimś kogo kochała całe swoje życie? Tego się dowiesz c...
