Chapter 20

64 4 4
                                        

Usłyszałam w końcu wyczekiwany dzwonek, który zakończył moje cierpienia podczas lekcji Historii. Lubiłam pana Duka, jednak potrafił naprawdę czasem zanudzić na śmierć. Przed klasą czekał już na mnie Luke i Alex, który czekał również na moją przyjaciółkę. Mój chłopak objął mnie ramieniem i prowadził przez długi korytarz prowadzący na stołówkę. Odkąd Luke wygrał statuetkę wszyscy jeszcze bardziej traktowali go jak króla i schodzili mu z drogi, a co za tym szło również i mnie. Nie przeszkadzało mi to jakoś ale wolałabym, żeby nie traktowali nas jak nie wiadomo kogo tylko dlatego, że mój chłopak wygrał tą nagrodę.
— Decyzją dyrektora, chciałabym ogłosić zapisy na wycieczkę w pełni fundowaną przez szkołę. Lista jest wywieszona na tablicy informacyjnej przy stołówce— ogłosiła pani sekretarka przez głośniki, które wisiały na jasnoczerwonych ścianach.
— Zapisałem cię już—  uśmiechnął się mój chłopak.
— A ja zapisałem ciebie— powiedział mój brat do Mii— Trener już nam powiedział godzinę temu. Cała drużyna jedzie w nagrodę za ten finał i oczywiście w nagrodę dla naszego mistrza— zaśmiał się Alex i złapał swoją dziewczynę za rękę. Nie chciałam, by każdy znał mnie tylko z tego, że byłam dziewczyną Luka, już wcześniej i tak kojarzyli mnie z tego, że byłam jego przyjaciółką. Idąc na stołówkę czułam na sobie wzrok wszystkich dziewczyn stojących na korytarzu, które tylko czekały, aż on ze mną zerwie i będą mogły mieć nadzieję na związek z nim. Luke widząc moje zdenerwowanie przytulił mnie jeszcze mocniej do swojego boku i pocałował mnie w głowę. Zawsze tak robił, jak czymś się martwiłam. Odebraliśmy swoje jedzenie od kucharek i usiedliśmy w tym samym stoliku co zawsze. Był on położony na samym środku stołówki i był on największy. Usiedliśmy tam razem z prawie całą drużyną koszykówki, którzy byli przyjaciółmi mojego chłopaka. Usiadłam na swoje miejsce i zaczęłam jeść swoją porcję, a w tym czasie Luke powiedział że skoczy szybko do toalety i zaraz wraca.
— Możesz przestać cały czas się tak zachowywać? — usłyszałam jak Mia mówi do mojego brata. Ostatnio skarżyła się, że bez przerwy się kłócą.
— To ty masz bez przerwy problem do mnie— podniósł lekko głos, jednak moją uwagę przykuł mój chłopak, który wchodził właśnie do stołówki w towarzystwie Toni. Nie słyszałam o czym rozmawiali ale widziałam, że Luke był zdenerwowany. Miał zmarszczone brwi i co chwilę przeczesywał dłonią włosy. A w dodatku jego pięści były zaciśnięte.
— Zrozum to kurwa, że nie wrócę do ciebie tylko dlatego, że ty tego chcesz. Zrozum, że jestem szczęśliwy z Léą i na pewno nie wrócę do kogoś takiego jak ty— znów podniósł zdenerwowany głos i usiadł obok mnie znów przeczesując włosy. Zawsze tak robi, gdy był zdenerwowany.
— Toni, to już się robi nudne— powiedziałam starając się na spokojny głos— Chodź raz szanuj się i nie latają za moim chłopakiem jak piesek bo tylko robisz z siebie idiotkę— mówiłam w dalszym ciągu spokojnie. Byłam już zmęczona jej ciągłymi próbami rozwalenia mojego związku. Odkąd się dowiedział, że jestem w związku z Lukiem kompletnie jej odwaliło i stała się jeszcze większą suką niż była.
— Nikt cię dziwko nie pytał o zdanie na ten temat— powiedziała z wysoko uniesioną głową.
— Przestań mierzyć innych swoją miarą kochana— uśmiechnęłam się wrednie— Każdy dobrze wie, że połowa męskiej populacji tej szkoły cię przeleciała a jedna trzecia z tego była w szkole. Naprawdę jest mi ciebie żal, że masz tak niskie poczucie własnej wartości, że robisz to nawet za darmo, chociaż nikt o zdrowych zmysłach nawet dolara by nie zapłacił za to ale cóż korzystają jak za darmo. Za darmo to nawet najgorszy produkt można wziąć, bo czemu nie— mówiłam dalej widząc jej minę i to jak próbuję się nie rozpłakać. Odkąd byłam w tej szkole próbowała robić mi na złość co jej ewidentnie nie wychodziło. Dziewczyna tylko w odwecie wzięła swój sok, który przez cały ten czas trzymała w ręce i wylała mi go bez słowa na moje jeansy. Moją złość już sięgała poza skalę i już chciałam jej coś powiedzieć ale na moje szczęście przed tym poszedł do nas nauczyciel, który widział całą sytuację i nakazał nam pójść do pana dyrektora. Wszyscy tylko spojrzeli na mnie ze współczuciem, że musiałam iść przez nią do dyrektora i stracić długa przerwę.
— Dyrektorze ale to jej wina— wykrzyknęła piskliwym głosem Toni, gdy byliśmy już w jego gabinecie i profesor Walter powiadomił go o wszystkim co widział i ruszył ponownie na swój dyżur, a ja tylko zacisnęłam dłonie, by grzecznie poczekać na swoją kolej i nie wpadać w to bagno jeszcze bardziej. Wywróciłam oczami, jak krzyczała cały czas, że to moja wina, a ona się tylko broniła. Humor mi się od razu polepszył, jak Pan White kazał jej wyjść i poczekać przed jego gabinetem. Widocznie nie mógł wytrzymać jej również jak ja.
— Powiesz mi proszę co się tam wydarzyło? Tak szczerze jak to wyglądało z twojej strony— odparł spokojnie i przetarł swoje widocznie zmęczone oczy. Było mi go szkoda widząc, jak na co dzień męczy się z ludźmi pokroju Toni.
— Toni podeszła do naszego stolika i kłóciła się z Lukiem, stanęłam w jego obronie to mnie zwyzywała, więc jej grzecznie i elokwentnie jej wytłumaczyłam, że nie ładnie wyzywać innych to wylała na mnie ten sok. To się nie spierze panie dyrektorze, więc już mam po spodniach. Więc mam nadzieję że zostanie słusznie ukarana— powiedziałam spokojnie z uśmiechem. Mój humor jeszcze bardziej się polepszył, gdy usłyszałam decyzję od dyrektora, że jej karą jest zakaz wyjazdu na wycieczkę i dostaję ona uwagę.
— A ty Léa, następny razem bardziej panuj nad sobą w takich sytuacjach. Nie możesz dawać się tak łatwo sprowokować— czyli nie uwierzył w to, że przez cały czas byłam spokojna i miła. Chyba nikt by w to nie uwierzył, nawet ja.
Nie opłacało mi się wracać na stołówkę, dlatego napisałam szybko do Mii i Luka, że idę już pod klasę bo i tak za chwilę kończyła się przerwa. Każda dziewczyna automatycznie odwracała ode mnie wzrok, gdy tylko się zbliżałam w ich stronę. Widocznie zrozumiały, że nie powinny być ze mną w złych relacjach. Nie lubiłam być wredna dla innych ale ludzie w tej szkole czasem nie dawali innego wyjścia. Już rozumiałam, dlaczego Rosie tak często się kłóciła z innymi. Robiła to często za nie i za inne dziewczyny. Była naszym wybawieniem w Seattle.
***
Podjeżdżaliśmy dopiero pod szkołę, pod którą czekał już autokar i opiekunowie. Nie było dużo osób, co świadczyło, że byliśmy jedni z pierwszych.
— Léa, pilnuj proszę brata, żeby był chociaż trochę odpowiedzialny, nie mam w planach was odbierać jak coś odwalicie, więc błagam postarajcie się. A ty Alex pilnuj siostry i dbaj o nią— pogroziła nas i złożyła ręce jak do modlitwy.
Czekaliśmy kolejne kilkanaście minut, aż wszyscy się zbiorą przed szkołą i równo o dziesiątej wyjechaliśmy spod naszego liceum. Nigdy dotąd nie byłam w Portland i nie mogłam się doczekać, aż zobaczę miasto. Usiedliśmy na samym końcu autobusu razem z Alexem i Mią
— Léa, masz jakieś żarcie? — zapytał Max odwracając się w naszą stronę. Siedział on ze Scottem centralnie przed nami.
— Litości Max, nawet ze Seaside nie wyjechaliśmy— zaśmiałam się i podałam mu paczkę żelków. Byłam przygotowana na to, że każdy będzie głodny, a najlepiej nikt poza mną nie wziął jedzenia, którego miałam wypakowaną torebkę. Oparłam głowę o ramię mojego chłopaka i przymknęłam oczy by chociaż przez chwilę jeszcze móc odpocząć.
— Obudź się malutka, za chwilę dojeżdżamy— usłyszałam głos mojego chłopaka i poczułam jego usta na moim czole. Otworzyłam oczy i lekko je przetarłam. Zauważyłam, jak wszyscy patrzą na mnie czego kompletnie nie rozumiałam, jednak zauważyłam, usta Luka, które były pomalowane na krwisto czerwono, czyli dlatego próbowali się nie śmiać jak na mnie patrzyli. Miałam duży, czerwony odcisk ust na czole.
— Może zatrudnijcie się jako komicy— powiedziałam ze śmiechem i próbowałam zetrzeć to patrząc w odbicie w telefonie. Jednak potrzebowałam do pomocy Mię i jej mokre chusteczki.
— Zaklepujemy pokój 46— powiedziałam szybko i złapałam klucz z dłoni nauczyciela. Wzięłam go tylko dlatego, że chwilę wcześniej Luke, Alex, Max i Scott wzięli numer 48, czyli były one niedaleko. Z racji, że dziewczyn było mniej to mieliśmy pokoje dwuosobowe w przeciwieństwie do chłopaków, którzy dobierali się w czwórki.
— Macie czas dla siebie do czternastej, błagam nie roznieście pokojów i w miarę cywilizowanie się zachowujecie— powiedziała pani Maria, jedną z psychologów w naszej szkole. Weszliśmy po dużych białych schodach i szukaliśmy naszych pokoi. Podłoga była z jasnego drewna a na ścianach można było zauważyć obrazy związane z Portland. Korytarz był jasny a na końcu korytarza było duże okno z widokiem na park rozrywki, który był niedaleko. Stanęłam obok pokoju z naszym numerem i czekałam, aż Mia, która miała klucz go otworzy. Przyjechaliśmy tu na trzy dni, a ona miała całą dużą walizkę, którą mój brat za nią targał. Luke postawił moją sportową torbę, w którą byłam spakowana i złożył na moich ustach krótki pocałunek i powiedział, że przyjdzie do nas za niedługo.
— Cały pokój dla nas— powiedziała szczęśliwa Mia i położyła się na białym zaścielonym łóżku. Pokój nie był zbyt duży ale mi to pasowało. Był biały tak jak i całe wnętrze hotelu. Miał duże okno z widokiem na budynki, które na pewno pięknie wyglądać nocą. Meble były zrobione z jasnego drewna a na podłodze był duży jasny dywan. Było nowocześnie i przytulnie. Wyjęłam najpotężniejsze rzeczy z torby i dałam je do drewnianej białej szafy na której było lustro.
— Léa ja już nie wiem— Mia rzuciła telefonem o łóżko i popatrzyła się na mnie smutnym wzrokiem— Ciągle się kłócimy, on już mnie nie chcę czy jak? Cały czas odbiera wszystko jako atak i obwinia mnie za wszystko co się dzieje. A potem nagle jest wielce kochany i opiekuńczy chłopak. Ja już nie wiem co się dzieje— w jej oczach zebrały się łzy, na co mocno ją przytuliłam— Może powinnam z nim zerwać? — zapytała mnie. Nie wiedziałam co mogłabym jej odpowiedzieć. Zależy mi na szczęściu ich obu i nie powinnam się wtrącać między nich. Ale oni sami mnie wplątują w ich sprawy, to było nie sprawiedliwe— Nie mogę tego zrobić. Nie zrobię mu tego, zależy mi na nim ale chyba bez wzajemności— zapłakała w moje ramię.
— Mia, nie płacz proszę, ten gnojek nie jest wart twoich łez, nie zrozum mnie źle, kocham go i uważam, że obydwoje powinniście poważnie porozmawiać— przytuliłam ją mocno. Mia mi mówiła, że praktycznie w ogóle nie rozmawiali o swoim związku, ponieważ nie mieli kiedy, cały czas spotykaliśmy się wszyscy razem a szkoła to nie dobre miejsce na takie rozmowy. Byłam zdenerwowana na Alexa za to jak ją traktował. Od jakiegoś czasu traktował ją jak zło tego świata mimo, że to ona starała się bardziej od niego, żeby ich związek dalej trwał.
— To nie fair, wy macie lepszy— usłyszałam Maxa, który właśnie wszedł do pokoju razem z Lukiem i Scottem— Ale wygodne łóżka— zaczął skakać po moim łóżku, jednak mój chłopak złapał go za ramię i pociągnął w dół, żeby usiadł. Widziałam, jak Mia odwraca głowę i wyciera swoje łzy tak by chłopaki tego nie zauważyli.
— Bo jesteśmy lepsze— wystawiłam mu język na co wszyscy się zaśmiali. Była godzina dwunasta, więc mieliśmy jeszcze dwie godziny na odpoczynek. Dziś mieliśmy iść do muzeum sztuki, co nie za bardzo mnie zachęcało. Nie lubiłam muzeów, zawsze strasznie mnie nudziły. Widziałam jak Mii było przykro przez to, że jej chłopak nawet nie przyszedł.
— A ten kretyn gdzie? — zapytałam za nią. Wiedziałam, że sama nie zapyta, bo widziałam po jej minie, że próbuje się nie rozpłakać. Odkąd ją poznałam wiedziałam, że była wrażliwa ale starała się tego nie pokazywać.
— Siedzi wkurwiony w pokoju, coś mu odbiło i rzucił telefonem— wzruszył ramionami Scott.
Siedzieliśmy razem w pokoju aż do czternastej i wszyscy razem zeszliśmy do holu, gdzie czekali opiekunowie. Autobus już na nas czekał na zewnątrz i zawiózł nas do tego muzeum, gdzie tak jak myślałam zanudziłam się na śmierć. Wokół było pełno obrazów i rzeźb nagich osób.
— Jakbym chciał pooglądać nagich ludzi to bym obejrzał porno proszę pani— odparł Max z uśmiechem na ustach a ja nie wierzyłam w to co usłyszałam. Cała szóstka wybuchła śmiechem.
— Max, zostaw dla siebie te informacje. Nikt nie chce słuchać o tym co oglądasz— powiedział pan Duke przyglądając się rzeźbie jakiejś nagiej kobiety.
— Dajcie mu spokój, nie ma kiedy popatrzeć w 3D a nie tylko na ekranie— zaśmiał się Scott przyciszonym głosem, tak by nauczyciel nie usłyszał. Gdyby nie żarty Maxa i Alexa miałabym ochotę stąd wyjść. Nie żebym i tak nie chciała ale dzięki nim bardziej dało się tu wytrzymać.
— Jak to, że oni w tamtych czasach mieli takie małe chuje? Przyrodzenie znaczy— poprawił się widząc wzrok nauczyciela.
— Nie potrzebowali tego by podbudować swojego ego Scott— zaśmiał się mój chłopak— Przyznaj się ile razy mierzyliście sobie z Maxem— zachęcił swojego przyjaciela. Kochałam tych ludzi.
— Nie pamiętasz już jak z nami to robiłeś w siódmej klasie? — Max zapytał przyjaciela ze śmiechem.
— Młody byłem i głupi— wybuchł śmiechem i objął mnie ramieniem.
Do hotelu wróciliśmy dopiero przed dziewiętnastą. Położyłam się z moim chłopakiem by w końcu odpocząć. Mia była u chłopaków w pokoju.
— Czemu oni się tak kłócą? — zapytał Luke, który też martwił się o przyjaciela.
— Nie mam pojęcia ale mam plan— powiedziałam wstając z jego objęć— Zróbmy im randkę. Któryś z chłopaków przygotuje im stolik i w ogóle a my ich tam dostarczymy i zostawimy. Zamówimy im jakieś jedzenie, kupi się świeczki. Tylko gdzie? — zapytywałam patrząc na niego. Luke myślał patrząc na mnie jakby chciał wywiercić we mnie dziurę.
— Zróbmy tutaj, ty będziesz spała u nas, a oni tutaj— wytłumaczył plan i napisał szybką wiadomość do Maxa, żeby przyszedł do nas. Gdy już to zrobił wyjaśniliśmy mu cały plan.
— Wy to macie głowę— przyznał i usiadł obok nas— Polecę kupić świeczki a wy zamówcie jedzenie, Léa ty wiesz co oni lubią, znasz ich najlepiej. Pamiętam, że Mia w dzieciństwie uwielbiała spaghetti. Spędzaliśmy całe popołudnia razem. Jej mama się mną zajmowała, gdy moi rodzice ciągle pracowali. Dalej tak jest ale teraz się sam sobą umiem zająć— jego twarz wyraźnie posmutniała, jednak na jego twarz szybko wpłynął uśmiech. Max zawsze taki był. Nawet, gdy był smutny i kogoś potrzebował to nie pokazywał tego i zarażał innych swoim uśmiechem i lekceważącym stylem życia. Już taki był i za to go uwielbiałam.
Max uciekł szybko i niezauważenie z hotelu i poszedł do najbliższego sklepu by kupić świeczki a ja w tym czasie zamówiłam im spaghetti. Alex też je bardzo lubił.
— Mia, Alex chodźcie szybko — wbiegłam do pokoju chłopków, w którym dalej siedzieli tym razem już z Lukiem i Maxem, którzy dołączyli do nich, gdy skończyli mi pomagać— Coś jest nie tak z prysznicem— powiedziałam udając spanikowaną— Alex, mama kazała ci o mnie dbać więc rusz dupę i zobacz czemu ten prysznic nie działa— powiedziałam już nieźle zdenerwowana. Alex szybko wstał z łóżka i razem z Mią pobiegli do pokoju. A ja zaraz za nimi i zamknęłam ich na klucz w naszym pokoju i z wielkim uśmiechem ruszyłam w stronę pokoju chłopaków, który znajdował się na dwa pokoje na lewo od naszego.
— Niezła aktoreczka z ciebie— powiedział mój chłopak i pociągnął mnie za sobą na łóżko.
— Jeszcze cię kiedyś nabierze że jest w ciąży i jej uwierzysz— zaśmiał się Scott i rozłożył się na swoim łóżku. Cieszyłam się takimi chwilami jak te, byliśmy tylko nastolatkami, którzy cieszyli się w miarę beztroskiego życia. Żyliśmy szkolnymi dramatami i tymi związanymi z miłością, którą rzadko który z nas miał szansę poczuć. Cieszyliśmy się , tego jak nasze życie wyglądało, bo mieliśmy siebie, a było to wszystkim, czego w tej chwili potrzebowaliśmy.

Broken Promise |ZAKOŃCZONE|Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz