Chapter 22

59 3 4
                                        

Cały luty minął nieubłaganie szybko, a to z każdym dniem zbliżało nas do wyjazdu Luka. Każdy bardzo przeżywał, jego stypendium, jednak ja chyba najbardziej. Każdego wieczoru płakałam, gdy byłam sama. Bardzo się bałam, a co jeśli nasz związek tego nie przetrwa i zerwiemy? Co jeśli pozna kogoś nowego i lepszego. Przecież dogadywał by się lepiej z dziewczyną, która ma takie same zainteresowania i plany jak on. Bardzo się tego wszystkiego bałam ale nie mogłam mu o tym powiedzieć. Wiedziała tylko Mia i wolałam by tak zostało. Przez cały miesiąc mnie pocieszała, że przecież będzie przyjeżdżał i ja będę go odwiedzać. Że przecież damy radę, bo się kochamy. Wiem, że starała się mnie wspierać, jednak jej gadanie nic mi nie pomagało. Luke miał wyjechać siedemnastego marca, wtedy zaczynał się nowy semestr. Dwa dni przed jego wyjazdem zorganizowaliśmy mu małą imprezę tylko dla naszej ekipy. Rozłożyliśmy koce i poduszki na podłodze w salonie. Mama była u Vincenta, a Maya miała dyżur w szpitalu. Około siedemnastej wszyscy byli już u nas i usiedliśmy na przygotowanych kocach. Oparłam się o mojego chłopaka i przymknęłam oczy, nie mogłam uwierzyć, że to było już. Już za dwa dni musiałam pożegnać się z moim chłopakiem na kilka miesięcy.
— A pamiętacie jak W pierwszy dzień szkoły Léa zwyzywała Toni? Albo jak cała szkoła myślała, że jesteście razem? — został Scott ze śmiechem.
— Sam się mnie o to pytałeś— zaśmiał się Max— Z resztą ja też tak myślałem. Znikąd się pojawiłaś i zawróciłaś w głowie naszego Lukusia— rozwalił włosy Lukowi. Będę tęsknić za tym wszystkim.
— A ja pamiętam, jak się poznaliśmy— powiedział mój chłopak— W trzeciej klasie kłóciliście się z Liamem, który był wtedy strasznym pacanem. Uderzyłem go w brzuch i powiedziałem że jak nie odpuści to powiem o wszystkim mamie. Już was więcej nie zaczepiał. A my zaczęliśmy się przyjaźnić aż do teraz— powiedział zamyślony. Pewnie przypominał sobie o wszystkich rzeczach, które razem zrobili. Przez tyle lat chodzili do jednej klasy, a teraz musieli się rozstać. Siedzieliśmy kilka godzin do momentu, aż każdemu zachciało się spać.
Wstaliśmy z samego rana, by odwieźć Luka na lotnisko. Lot miał o dwunastej, jednak musieliśmy zdążyć do Portland i jeszcze musi przejść odprawę i najlepiej jakby miał jeszcze zapas czasu. Od rana nie mogłam nic zjeść ze strachu. Żyłam już tym, że za niecałe kilka godzin nasz związek będzie się trzymał na rozmowach przez telefon tam dziennie i widywaniu się raz na miesiąc. Było to dla mnie straszne, jednak wierzyłam, że damy radę. Wysiadłam z Lukiem, Mayą i Alexem pod lotniskiem. Przez całą drogę każdy próbował mnie rozweselić, jednak ja tylko trzymałam w sobie łzy i zajmowałam się ostatnią rozmową na żywo z moim chłopakiem. Niby to tylko trzy miesiące i znów będą wakacje, jednak wydawało się to wiecznością. Dałam upust emocjom i pozwoliłam w końcu moim łzom wypłynąć i przytuliłam się mocno do chłopaka. Jego usta lekko zadrżały a oczy się zacisnęły. Próbował być silny. Po chwili jednak lekko się uśmiechnął z iskierkami w oczach.
— Odwiedzisz mnie za miesiąc. Będzie wtedy kilka dni wolnego. Załatwię wszystko a ty przyjedziesz i spędzimy trzy wspaniałe dni jak w Nowym Jorku. Potraktuj to jak comiesięczne wakacje— powiedział z lekkim uśmiechem i otarł moje łzy. Patrzyłam prosto w jego brązowe oczy i czułam się jakby świat się zatrzymał— Mam coś dla ciebie— wyjął z kieszeni swoich spodni małe czerwone pudełko— Może i to dziwny prezent na pożegnanie ale spodoba ci się— uśmiechnął się i otworzył je. W środku był srebrny łańcuszek z zawieszką serca i wygrawerowanym napisem Kocham cię.
— Kochasz mnie? — spojrzałam na niego z szerzej odtworzonymi oczami. Nigdy mi tego nie powiedział. Byliśmy razem od trzech miesięcy i nigdy nie usłyszałam tego z jego ust. Ja też mi tego nie powiedziałam. Próbowałam kilka razy, jednak nigdy nie byłam w stanie. Cały czas czułam, że to za wcześnie.
— Kocham cię malutka i dziękuję ci że mam twoje wsparcie— powiedział i założył mi łańcuszek— Nie oczekuje od ciebie, że odpowiesz mi tym samym. Po prostu chciałem żebyś wiedziała— uśmiechnął się i mnie pocałował. Ten pocałunek nie był taki jak wszystkie poprzednie. Całując go miałam w głowie to, że nie poczuje tych ust przez następny miesiąc. Łzy leciały mi jak z kranu i tylko czułam jak odsuwa się ode mnie i wypowiada ostatnie zdanie.
— Będę tęsknić za tobą skarbie— powiedział i nie czekając na odpowiedź przeszedł przez bramki prowadzące na poczekalnie. Zniknął. Popłakałam się jeszcze bardziej i poczułam tylko jak Alex i Maya przyciągają mnie do siebie i przytulają. Maya też płakała. Jej najmłodszy syn wyjechał. Luke zawsze był oczkiem w głowie Mayi i Brandona, dlatego tak bardzo przeżył ich rozwód. Pokochał ich razem, więc nie chciał ich osobno.
~Luke~
Samolot wznosił się coraz bardziej, a ja żegnałem się z wszystkimi co dotychczas znałem.  Nie miałem już jak opiekować się moją księżniczką ale robiłem to by spędzić moje marzenia, a ona ten tego chciała. Sama mi mówiła, że chce żebym jechał i je spełnił. Na lotnisku w Nowym Jorku czekał na mnie już Noah, który miał zawieźć mnie do akademii. Na zewnątrz robiło się już lekko ciemno, a obydwoje chcieliśmy dotrzeć tam przez zmrokiem. Na miejscu byliśmy. Internat miał 5 Pięter i znajdował się obok szkoły. Był to duży biały budynek mnóstwem okien. Na prawo od niego były dwa duże boiska, jedno od koszykówki a drogie od piłki nożnej. Weszliśmy do środka, a moim oczom ukazała się duża recepcja, przy której siedział mężczyzna około czterdziestki. Harris podszedł do niego i zaczęli o czymś rozmawiać. Złapałem mocniej rączkę mojej dużej walizki. Stres już ze mnie zszedł i została tylko ciekawość z kim będę w pokoju, jak będzie wyglądał mój dzień i jak będzie teraz wyglądać moje życie. Odkąd nauczyłem się chodzić ciężko pracowałem, by być w tym miejscu i spełniać marzenia, i w końcu się udało. Harris odebrał od tego mężczyzny klucz do mojego pokoju i plakietkę, którą odbił przy bramce. Od wjazdu na ten teren można zobaczyć, jak bardzo jest to chroniony teren. Noah miał rację, że bardzo dużą uwagę przypisuję się do bezpieczeństwa uczniów. Po przejściu przez bramkę zobaczyłem korytarz, który zakończony był podwójnymi szklanymi drzwiami, za którymi była najpewniej stołówka, na której było teraz dużo ludzi jednak nie kierowaliśmy się tam tylko do windy, która się tam znajdowała. Harris kliknął przycisk z numerem trzy, a drzwi windy się zamknęły. Gdy otworzyły moim oczom ukazał się długi korytarz w odcieniach bieli i z elementami ciemnego drewna. Noah stanął przy trzecim pokoju i otworzył go kluczem.
— Chłopaki są teraz na kolacji, znam ich i są naprawdę spoko— powiedział zamykając drzwi i podał mi klucz— Każdy ma swój klucz, więc spokojnie. Po kolacji jest czas wolny do dwudziestej trzeciej, możesz zostać w pokoju albo iść na miasto, jak wolisz, byle o dwudziestej trzeciej być już w pokoju— pomógł mi się rozpakować i poopowiadał mi trochę więcej o szkole, jednak pół godziny później musiał już iść, bo musiał jeszcze porozmawiać z dyrektorem internatu. Po raz pierwszy mogłem na spokojnie rozejrzeć się po pokoju. Na ścianach, które były białe wisiało dużo plakatów koszykarzy. Zajęłam jedyne wolne łóżko, które stało pod oknem. Obok łóżka stała biała pojemna szafka nocna i pod ścianą stała duża biała szafa. Na prawo od wejścia były dwie pary drzwi, jedne prowadziły do toalety, a drugie do schowka na sprzęt sportowy. W szafie wisiał mój mundurek, który składał się z ciemnych garniturowych spodni, białej koszuli i marynarki z bordowym logiem szkoły i był jeszcze zapakowany w czarne pudełko krawat.
— Za niedługo nowy powinien być— trójka chłopaków weszła do pokoju— Jednak już jesteś— zaśmiał się ten sam chłopak. Miał ciemniejszą karnację i czarne włosy— Jestem Leo— wystawił rękę w moją stronę, którą uścisnąłem— Sorry, że gadaliśmy o tobie ale odkąd się dowiedzieliśmy, że będziemy mieli kogoś w pokoju to nie mogliśmy się doczekać— wytłumaczył się z uśmiechem— To jest Ethan a to Kai— pokazał na bruneta z niebieskimi oczami i na chłopaka o azjatyckiej urodzie.
— Luke jestem, długo już tu jesteście? — zapytałem czując się lekko niekomfortowo.
— Ja od początku Liceum, a oni dołączyli w drugiej klasie— odezwał się Ethan. Wydawał się dosyć cichy i niechętny do mnie w tym pokoju.
— Widzieliśmy twój mecz— powiedział nagle Kai i dostał z łokcia od Leo— No co? I tak bym się wygadał, znasz mnie. Wziąłeś tą statuetkę? Jak się czułeś, gdy prawie pokonaliście Miami? — Zadawał mnóstwo pytań.
— Daj mu spokój Kai, dopiero przyjechał, jesteś głodny? Na dole są automaty z jedzeniem i bar z jakimiś sałatkami, jeśli wolisz zdrowo— powiedział Leo.
— Nie chcę jeść— wyjąłem telefon i napisałem do Léi
Do: Léa.
Hejka skarbie co tam u ciebie, opowiadaj jak dzień.
Chłopaki domyślili się, że nie do końca mam siłę teraz rozmawiać, więc po prostu zajęli się sobą. Rozmawiali o jakiejś imprezie, która miała się odbyć w piątek.
— Hej skarbie— przywitałem się, gdy odebrałem połączenie od mojej dziewczyny— To opowiadaj jak ci dzień minął— uśmiechnąłem się na jej widok. Miała rozwalone włosy i mój za duży na nią T-shirt— Pięknie wyglądasz.
— A dziękuje— uśmiechnęła się— Za chwilę Mia przychodzi i chłopaki, pogramy w coś, może coś obejrzymy— odpowiedziała i wróciła do robienia makijażu, wiedziałem że ją to odstresowywało— Z kim jesteś w pokoju? Pokazuj sypialnie twoją, ciekawa jestem— odwróciłem kamerę i pokazałem pokój.
— Jutro muszę wstać o piątej rano, codziennie w sumie tak— zaśmiałem się i przetarłem oczu otwartą dłonią.
— Pisz mi kochanie wszystko, ja już lecę, Mia już przyszła— pożegnaliśmy się po prawie godzinie rozmowy.
— Twoja dziewczyna? Skąd jesteś? — zapytał Kai siadając z Leo na moim łóżku.
— Seaside, koło Portland i tak to moja dziewczyna, Léa— powiedziałem i spojrzałem na jej zdjęcie, które miałem ustawione na tapecie. Już bardzo za nią tęskniłem. Jutro miałem mieć spotkanie z dyrektorem, którego miałem zamiar zapytać o odwiedziny mojej dziewczyny.
— Rzeczywiście ładna— powiedział Kai— W sensie wiesz, nie podoba mi się spokojnie, po prostu jest ładna— podniósł ręce w geście obronnym i zaczął się szybko tłumaczyć. Na co się zaśmiałem.
— Jest najlepsza— przyznałem mu i odłożyłem telefon. Dziwnie się czułem z tym, że wszyscy się spotykali tym razem beze mnie. Nie byłem zazdrosny, że spędzała czas z innymi chłopakami, ufałem jej, Maxowi i Scottowi.
— Nie jesteś zazdrosny? Wiesz, ciebie nie ma a ona może w tym czasie kogoś poznać— zapytał Leo z dziwną miną, przekręcił lekko głowę w bok i przymrużył oczy.
— Nie zrobiła by tak. Prędzej to ja bym ją zranił niż ona mnie— może i dziwnie to zabrzmiało ale tak myślałem. Ona nie byłaby w stanie tego zrobić.
Następnego dnia tak jak mówiłem wstałem o piątej i przygotowałem się do pierwszego tego dnia treningu. W Seaside była teraz druga w nocy, więc Léa na pewno jeszcze spała.
~Léa~
Pierwszy dzień w szkole bez mojego chłopaka zapowiadał się koszmarnie. W nocy nie mogłam spać i budziłam się co chwilę. Finalnie wstałam około piątej i leżałam przekręcając się z boku na bok. W szkole czekałam tylko na przerwę obiadową, w czasie której mogłam porozmawiać z moim chłopakiem.
— Hej kochanie— przywitałam się z uśmiechem i zjadłam kawałek sałatki, która przyniosłam ze stołówki. Siedziałam sama na dworze czując lekki wiatr na plecach.
— Hejka, sama siedzisz? — zapytał mnie rozglądając się dookoła.
— Tak sama, wszyscy są na obiedzie, a tutaj się cicho— wytłumaczyłam. To był dopiero pierwszy dzień bez niego. Było dziwnie, inaczej. Czułam się samotna, od początku dnia Alex spędzał czas z Mią, a Max i Scott cały czas gdzieś znikali, jak to oni.
— Ja jestem już po siłowni i śniadaniu, teraz przerwę między lekcjami, a potem znowu trening, nauka i dopiero czas wolny, w Seaside było łatwiej— powiedział już widocznie zmęczony. Na sobie miał białą koszulę, ciemna marynarkę i krawat zawiązany pod szyją. Nie pamiętałam, kiedy ostatni raz widziałam go w takim wydaniu. To do niego nie pasowało. Mój chłopak ubierał się zazwyczaj w zwykłe luźne dresy i luźne bluzy. Bałam się, że przez to w jakim środowisku się obracał to się zmieni, że nie będzie już moim wspaniałym Lukiem z Seaside, który czeka na każdy wtorek i czwartek by iść na trening i tylko czeka na wakacje, by znów spędzać całe dnie na plaży.
W domu również nie miałam co robić, przez to, że mieszkaliśmy z Lukiem, to cały czas spędzaliśmy razem. Razem wstawaliśmy, uczyliśmy się, wracaliśmy do domu, jedliśmy wszystkie posiłki. Wszystko robiliśmy razem, a teraz czułam się całkowicie sama. Alex spędzał czas z Mią, Max siedział u Scotta, a Luis cały czas się przygotowywał do egzaminów końcowych, nawet Liam znalazł sobie jakąś dziewczynę. A ja byłam skazana na czekanie, aż w tym wszystkim co się działo mój chłopak, znajdzie dla mnie czas.

Broken Promise |ZAKOŃCZONE|Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz