Rozdział 11.

20 3 0
                                    

Pov Emory

Osiem miesięcy później.

Ten dzień zapowiadał się tak jak każdy inny. A przynajmniej taki był z pozoru.

Był już marzec, więc w sumie jeszcze trochę i wakacje. Tak, dokładnie w ten sposób się pocieszałam.

- Emmy! Wstawaj! Spóźnisz się do szkoły! - usłyszałam krzyk cioci.

Tak, dokładnie. Cioci.

Słyszę go od miesiąca, ponieważ moja mama wyjechała na jakąś delegację z pracy. Kochałam ciocię, ale miałam już jej dość. Nie mogłam doczekać się poranków z mamą. Strasznie za nią tęskniłam. Ale dziś już na szczęście wracała. Miała mnie odebrać ze szkoły i miałyśmy pojechać na jakieś jedzenie.

- Już wstałam, ciociu!

Tak naprawdę dalej na wpół przytomna leżałam w łóżku użalając się nad swym losem. Wstawanie o takich godzinach było męką. Zdecydowanie należałam do nocnych marków a nie rannych ptaszków.

W końcu jednak wygramoliłam się z łóżka. Zakładając czarne luźne spodnie i do tego obcisłą bordową bluzkę. Włosy zostawiłam rozpuszczone, nic z nimi nie robiłam tylko je rozczesałam. Nie miałam siły się z nimi męczyć, więc dałam im żyć własnym życiem. Wyczesałam brwi na żelu, pomalowałam rzęsy, dałam trochę różu i odrobinę rozświetlacza.

Spakowałam książki na dzisiejsze lekcje do mojego czarnego plecaka z wielkimi białymi literami marki czyli Vans. Kupiłam go jak miałam dwanaście lat i od tamtego czasu wiele ze mną przeszedł.

Oprócz książek i zeszytów na lekcje spakowałam jeszcze książkę którą aktualnie czytałam.

Popsikałam się jeszcze perfumami i gotowa wyszłam z pokoju. Zastałam ciocię w kuchni, która robiła mi jedzenie do szkoły.

- O, Emmy, w końcu zarzuciłaś swoją obecnością. Jedź, proszę. Smacznego. - zrobiła naleśniki z dżemem truskawkowym. Pogadałam na różne tematy z ciocią, mine mymi zachwycając się tym, że dziś mama wraca. W sumie jest już w drodze. Napisałam do niej z pytaniem jak się jedzie, bo z tego co wiem jedzie autem z koleżanką i kolegą z pracy.

Gdy zjadałam i wypiłam herbatę spakowałam jedzenie zrobione przez ciocię do plecaka.
Poszłam do korytarza ubrać czarne botki i również czarną puchową kurtkę z wielkim kapturem. Pożegnałam się z ciocią i wyszłam.

Ciocia wychodziła później do pracy, wujka zaś już nie było, bo chodził do niej jeszcze wcześniej, co było jakąś torturą. Jak można tak wcześnie wstawać.

Założyłam słuchawki na uszy i puściłam jakieś losowe piosenki. I zanim zdążyłam się pochłonąć rozmyślenia zobaczyłam mury mojej szkoły.

Weszłam do szkoły od razu kierując się do swojej szafki przy której od razu zobaczyłam Laurę, ponieważ dziewczyna miała szafkę obok.

- Hej!

- Emmy, hej!

Zaczęłyśmy rozmawiać, a w międzyczasie schowałam kurtkę do szafki. I zabrałam teczkę w której miałam kartę pracy na lekcje, która miała zacząć się za jakieś dziesięć minut. Udałyśmy się w kierunku klasy, przy której zobaczyłam inne znajome twarze. Przywitałam się rośniesz z nimi i zaczęłam gadać na temat ostatnio przeczytanej książki. Była po prostu świetna, serio. Mogłabym gadać o niej godzinami. Już nie mogę doczekać się jak opowiem o niej mamie.

Radiant SecretOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz