• w trakcie •
Życie pisze różne scenariusze, tak samo jak ja.
Ich stałością w moim przypadku jest fakt, że bohaterem każdego jest Jeon Jeongguk.
Czyli inaczej o relacji dwóch przyjaciół, która przeradza się w coś więcej. Dla jednego jest to prioryte...
Ups! Ten obraz nie jest zgodny z naszymi wytycznymi. Aby kontynuować, spróbuj go usunąć lub użyć innego.
— — —
Our fear
Czy byłem pieprzonym marzycielem? Czy naiwnym idiotą? Tak. I tak. Czy mogłem coś z tym zrobić? Niestety istniały na to niewielkie szanse. Nie spodziewałem się już, że kiedykolwiek uda mi się zmądrzeć i nauczyć na błędach (które w mojej głowie błędami wcale przecież nie były).
Pewnie dlatego wciąż miałem nadzieję i wciąż ślepo kochałem Jeon Jeongguka.
Każdy, a będąc bardziej konkretnym, większość dni, podczas których mój przyklejek „poznawał siebie", rozsiewał i zakorzeniał w moim sercu coraz silniejsze przekonanie, że wszystko, co złe i niepewne, jest już dawno za nami.
Czy można być bardziej żałosnym?
Zima przyszła znienacka i przyniosła ochłodzenie dosłownie wszędzie. Wszędzie, poza moją relacją z Jeonggukiem. Gdybym miał określić stan mojego ducha z tego czasu, powiedziałbym, że mijałem na ulicach ludzi ubranych w puchowe kurtki i trzęsących się z zimna, mentalnie mając na sobie krótki rękawek i mocno schłodzony napój w ręku.
Czułem się, jakbym mógł latać dzięki tym małym, codziennym sytuacjom, które składały się na moją słodką (nie)rzeczywistość. Kiedy w drodze na siłownię wyczuwałem wibrację w kieszeni spodni, uśmiech sam wpływał na moją twarz, bo dobrze wiedziałem, kto do mnie napisał. Kiedy wieczorami lub w poranki wolne od zajęć słyszałem konkretny szyfr uderzeń do moich drzwi, serce zmieniało mi się w dynamit na skraju wybuchu. Z każdym pieszczotliwym określeniem, które Jeongguk dla mnie wymyślił (a jego kreatywność rozwinęła się niezwykle na przełomie ostatnich tygodni), wzbierała we mnie potrzeba, by już nigdy nie dać mu odejść dalej niż kilka kroków. Wiedziałem, że jestem w dupie, ale rozgościłem się tam na tyle, że zrobiło się zbyt wygodnie, by wyjść i poszukać innego źródła światła.
Co więcej, pierwszy raz, odkąd się poznaliśmy, wiedziałem, czułem, wierzyłem, że robię Jeonggukowi to samo. Że jest w tym tak samo zakopany jak ja.
Czy wspominałem już, jaki naiwny był ze mnie idiota?
– Hyung, za ile będziesz?
Mocniej ścisnąłem telefon w ręce, skupiając się chwilowo na prędkim pokonaniu przejścia dla pieszych. Śnieg zaczynał prószyć coraz mocniej i domyślałem się, że przed dotarciem na miejsce będę nim całkiem przysypany.
Zanim odpowiedziałem, wyszczerzyłem się szeroko, z czego zdałem sobie sprawę dopiero po chwili. Dowiedziałem się, że często to robię, dzięki Yoongiemu, który nie omieszkał poczęstować mnie niedawno komentarzem typu: „Jeongguk robi z ciebie creepa, wyglądasz jak niskobudżetowa podróba Jokera". Może i było w tym nieco prawdy.
– Pięć minut – odparłem, zerknąwszy przelotnie na zegarek. Nie mógłbym zakończyć naszej rozmowy tylko na tej informacji, więc dodałem zaczepnie: – Wytrzymasz tyle czy powinienem jednak przesiąść się do jakiegoś odrzutowca?