• w trakcie •
Życie pisze różne scenariusze, tak samo jak ja.
Ich stałością w moim przypadku jest fakt, że bohaterem każdego jest Jeon Jeongguk.
Czyli inaczej o relacji dwóch przyjaciół, która przeradza się w coś więcej. Dla jednego jest to prioryte...
Ups! Ten obraz nie jest zgodny z naszymi wytycznymi. Aby kontynuować, spróbuj go usunąć lub użyć innego.
— — —
Our changes
Od czasu mojej imprezy urodzinowej zachowanie Jeongguka uległo wyraźnej zmianie. Byłem ciekaw, czy tylko ja widzę te drobne odstępstwa od jego przyzwyczajeń, czy też dostrzegali je wszyscy. Nie potrafiłem zdecydować, która opcja równałaby się dla mnie z większą satysfakcją.
Na pierwszy rzut oka nasza codzienność toczyła się po staremu. Jeongguk znów przesiadywał ze mną przez większość tygodnia, najczęściej spożytkowując ten czas na szukanie mojej bliskości. I nie mówię tutaj o seksie, bo tego o dziwo nie uprawialiśmy tak często, jak mieliśmy w zwyczaju.
Natchnienie trzymało się mnie ostatnio jak wyjątkowo natrętny rzep, przez co rzadko odkładałem laptopa. Non stop stukałem w klawiaturę, a Jeongguk najczęściej leżał w tym czasie tuż obok i trącał palcem moje ramię. Gdy mu się znudziło, kładł głowę na moim udzie, więc wyrozumiale przekładałem sprzęt na ciężar jednej nogi. Najbardziej lubiłem, kiedy po prostu opierał się bokiem o moje ramię i wplątywał palce w moje włosy. Miałem wrażenie, jakby docierał w ten sposób do mojego umysłu, jakby jego delikatne, czułe ruchy mówiły: Jestem tutaj i nigdzie się nie wybieram. Zaczekam tak długo, jak będzie trzeba.
To zdecydowanie była jedna ze zmian, które w nim dostrzegłem. Jeongguk nigdy nie był cierpliwy. W dodatku nie znosił dobrze odmowy i zawsze znajdował sposób, by dostać to, czego pragnął. Ze mną przychodziło mu to niezwykle łatwo: nigdy nie stawiałem oporu. Byłem dla niego bez limitu czasu i przestrzeni.
Teraz jednak miałem wrażenie, jakby od tamtej przełomowej nocy wytworzył się między nami swego rodzaju pakt, którego nie musieliśmy spisywać ani przedstawiać sobie głośno. Nie zamierzałem już dłużej pozwalać na każde ustępstwo. Zapewne zajęło to dłużej, niż powinno, ale gdy już uświadomiłem sobie licznie popełniane błędy, nie potrafiłem udawać, że jestem ślepy. Nie chciałem dłużej krzywdzić siebie, a tym bardziej Jeongguka.
Los był temu najwyraźniej wielce przychylny, bo zanim w ogóle poruszyliśmy ten temat, mój Guk musiał wyciągnąć z całej sytuacji podobne wnioski. Dałbym tak wiele, żeby dowiedzieć się, co działo się w jego głowie, gdy spotkaliśmy się trzy dni po mojej imprezie, a on oznajmił:
– Tęskniłem za tobą, hyung. Bardziej niż zwykle... Rozumiesz, o czym mówię, prawda?
Odruchowo pokiwałem głową, ale szczerze? Za cholerę nie rozumiałem, a domysły, które natychmiast pochwycił mój umysł, mogły znów pchnąć mnie w obłęd, który odtąd obiecałem sobie przekształcić w coś znacznie dojrzalszego i bardziej godnego Jeongguka.
Jakbym dopiero wówczas uświadomił sobie, jak bardzo mnie potrzebował i jak wiele chciałem w sobie dla niego wypracować.
Mimo tej większej niż zwykle tęsknoty Jeongguk zachowywał się przy mnie nietypowo powściągliwie. Kiedy powiedziałem, że chciałbym popracować, tym samym wprowadzając między wierszami założenia swojej części naszego paktu, stwierdził, że jasne, oczywiście, nie ma żadnego problemu.