Rozdział 4

19 3 2
                                        

Po szkole jeszcze rozmawiałem z Sus o domówce, która organizuje Sophia, nasza wspólna przyjaciółka.

-James, idziesz na tą domówkę Sophie?

- No mnie ma nie być? Jak mogłaś tak myśleć! - zaśmiałem sie a Ona przewróciła oczami

- Ty imprezowiczu, byś tylko pił!

- Ej no, na tej nie będę pił bo na następny dzień jadę giełdę sprzedać moje auto - zrobiłem smutną minę bo szkoda mi go.

- Czemu go sprzedajesz?

- Bo muszę kupić innego, ten już ma swoje lata.

- A ta nowa dziewczyna w szkole jest jakaś tajemnicza, taka skryta.

- Oj tam, tak samo jak ja wobec innych - Zaśmiałem się i machnąłem ręką - a co by niby ukrywała?

- No nie wiem, ale coś ukrywa, nikt Jej nie zna ani nic

- Em, bo jest z innego miasta może? W ogóle sama mówiła, że się przeprowadziła wiec.

- A no tak. Będę mieć ją na oku.

- Nie przesadzasz Sherlocku? - zaśmiałem się, a ona walnęła mnie w rękę - Ała! To pobało!

- Miało boleć - spojrzała sie na mnie cwaniacko i akurat przyszedł jej chłopak. Przywitali się przytulasem i całusem. Przewróciłem oczami, bo nie lubie jakoś takich scen. - Dobra to mi idziemy, narazie James! - podniosła rękę na pożegnanie a ja to odwzajemniłem.

Poszedłem do swojego autka i wyjechałem z terenu szkoły. Po drodze zauważyłem temat naszej rozmowy, która szła sama. Taka samotna... A może ją podwiozę. Więc podjechałem do niej i otworzyłem okno.

- Ej, a Ty co tak sama idziesz?

- A tak sobie, myślę nad życiem - i spojrzały się na mnie te jej brązowe oczy

- Nie chcesz podwózki?

- Jeśli chcesz do możemy jechać na łąkę koło lasu i tam sobie pogadamy, co Ty na to? - Otworzyłem szeroko oczy. Poznaliśmy się dopiero dzisiaj, nie zna mnie całkiem i w ogólę, a już proponuje spacerki? Nie boi się, że coś na przykład jej @zrobie? - No ufam Ci, że mi nic nie zrobisz i że jesteś porządku - dodała uśmiechając się i puściła mi oczko. Hem, jeszcze czyta w myślach, nie ładnie, a zaryzykuje #YOLO i się zacząłem śmiać w duchu.

- No dobra wskakuj. - Weszła do samochodu, rzuciła torbę na tył i pojechaliśmy na tą łąkę. Jest już troszę ciemno, ale kij, jedziemy. Gdy jechaliśmy zauważyliśmy meteoryt, który spadł niedaleko tej łąki, chyba w lesie. A ja nadoglądając się tych "Łowców meteorytów" powiedziałem - Idziemy po ten meteoryt! Zarobimy troszkę - zaśmiałęm się a ona razem ze mną.

MeteoriteOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz