Prolog

898 49 19
                                    

Wstałam jak zwykle o 6.00. Nie żebym była rannym ptaszkiem. Po prostu dziś znowu szkoła.

Wyjrzałam przez okno mojego pokoju. Dzień był słoneczny i chyba ciepły. Dla pewności spojrzałam na mojego smartfona, żeby sprawdzić temperaturę i prawdopodobieństwo opadów.
W południe ma być chłodno, ale padać raczej nie będzie. Szybko wzięłam czystą bieliznę i ubranie i pobiegłam pod prysznic.

Wyszłam po 45 minutach, ubrana w jasne, jeansowe, przetarte spodnie z wysokim stanem i czarną koszulę. Moje włosy w odcieniu ciemnego blondu wyprostowałam i zrobiłam mój codzienny makijaż. Spojrzałam ostatni raz w lustro na mojej szafie, założyłam moje okulary kujonki, chwyciłam za torbę i zeszłam na dół.

-Cześć wszystkim! - powiedziałam radośnie wchodząc do kuchni.

-Hej Kiniu! - odpowiedziała mi tylko moja 10-letnia siostra Ania.

- Coś nie tak? - spytałam rodziców, wyjmując składniki potrzebne mi do zrobienia tostów.

- Musimy wam z mamą coś powiedzieć... - zaczął niepewnie tata, a ja z Anią wymieniłyśmy się zdziwionymi spojrzeniami - więc... otóż... - tata się mocno zestresował. Rzadko kiedy nie wie jak dobrać słowa. Mama mu pomogła i wtrąciła się.

- Wyprowadzamy się. - powiedziała szybko i patrzyła na naszą reakcje.

Anka od razu zaczęła o wszystko pytać. "Kiedy? Gdzie? A to daleko? Co z moimi koleżankami?". Nawet nie dawała rodzicom odpowiedzieć.

- Młoda cicho. - uciszyłam siostrę i spojrzałam na rodziców - Dokąd? - spytałam lekko zdenerwowana.

- Do Cincinnati - powiedział tata. Zdębiałam.

- Tego w Ohio? W USA?! - podniosłam głos.

- Tak skarbie, do tego w USA. A znasz jakieś inne? - powiedziała sarkastycznie mama. Próbowała obrócić to w żart. Ale mi nie było do śmiechu.

- Wy żartujecie tak? Przecież ja i Ania mamy tu szkołę, znajomych, przyjaciół! Dziadkowie tu mieszkają! A wy od tak chcecie się przeprowadzić do Stanów?! - zaczęłam aż krzyczeć. Nie dochodziło do mnie to co powiedzieli rodzice. Nie wierzyłam w to... nie potrafiłam w to uwierzyć.

- Skarbie, dziadkowie i babcie sobie bez nas poradzą. Przecież nie mieszkają z nami. Do szkół pójdziecie tam... a co do przyjaciół... na pewno znajdziecie nowych no i...- przerwałam jej.

- Nie! Ja nie chcę nowych! Mamo przecież młoda nie mówi po angielsku! Ja sobie poradzę bo większość rozumiem no ale ona? - wskazałam na siostrę, która od początku dyskusji siedziała na swoim miejscu, cicho jak mysz pod miotłą.

- Ania pójdzie do polskiej szkoły. Tam nauczy się na na spokojnie angielskiego. Dzieci szybko łapią, wiesz o tym. To już załatwione. - wtrącił się tata.

- Czyli że my - wskazałam na siebie i siostrę - nie mamy już nic do powiedzenia? - spytałam z wyrzutem.

- Skarbie poradzisz sobie. Tata dostał ofertę pracy, której nie może zmarnować. - powiedziała spokojnie mama.

- Mamo, ale ja się po prostu boję. I nie chcę zostawiać życia które tu mam. - zaczęłam płakać. Na szczęście mój tusz jest wodoodporny.

- Kisia no przecież wiemy, że sobie poradzisz. - powiedział tata. Irytowało mnie to przezwisko. Ania mówiła tak gdy uczyła się wymawiać moje imię jako dziecko. Tacie weszło to w krew i od dobrych 8 lat tak do mnie mówi. Nie żeby coś ale ja niedługo będę kończyła 16 lat... no ale przecież i tak jestem córeczką tatusia i chodźby świat się przez to walił nie przestanie mnie tak nazywać. No cóż...

Rodzice i siostra podeszli do mnie i mnie przytulili. Trochę mnie to uspokoiło... jak zawsze.

- Jedz te tosty i zawiozę was do szkoły - powiedziała mama.

Zjadłam, założyłam moje czarne Conversy, wzięłam torbę i wsiadłam do samochodu mamy.

------------------------------------------------

Okej, więc jest prolog. To moje pierwsze opowiadanie tutaj więc za wszystkie błędy czy też ogólny słaby wydźwięk przepraszam xD
Po prostu uznałam że spróbuję, ale zdaje sb sprawę z tego że nie mam wielkiego talentu więc no... krytykę przyjmę na klatę, a sugestie i podpowiedzi z otwartymi ramionami.
Jak komuś się spodoba to mi bardzo miło ;*

Break your halo || Andy BiersackOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz