Oh dear Santa!

106 6 0
                                        


-Już, już czas! - krzyczał jeden przez drugiego. Cała wioska kłębiła sie przed wysokim budynkiem, w którym mieszkał Święty wraz z rodziną. Dzisiejszego dnia w ich wiosce miało się pojawić kolejne wnuczę Mikołaja i wszyscy czuli niesamowite podekscytowanie, bo ostatni raz miało to miejsce 48 lat temu kiedy to urodził się chłopczyk. Gdy syn Świętego i jego piękna żona Astral ogłosili, że spodziewają się niemowlęcia świętowaniu nie było końca. I w końcu nadszedł dzień rozwiązania i mieszkańcy czuli podekscytowanie rozpalające się pod ich skórą.

Po długim czasie oczekiwań w końcu dało się słyszeć ciche kroki i drzwi staneły otworem. Wyłonił się zza nich wysoki mężczyzna z zaschniętymi łzami na policzkach i małym zawiniątkiem w ramionach. Spojrzał na elfy, a na jego twarz wpłynął szczęśliwy uśmiech kiedy ogłosił:

-Dziewczynka! - wszyscy zgromadzeni krzyczeli z radości i gratulowali jeden po drugim dopóki niemowlak nie musiał wrócić do matki na karmienie, a wtedy zaczeto świętowanie.

Miesiąc później...

Do pokoju malutkiej dziewczynki po cichu wszedł młody chłopak. Miał wtedy już 19 lat i jako jeden z pierwszych dostał przywilej zobaczenia maluszka. Był bardzo blisko z rodziną Mikołaja i było już wiadome, że dziewczyna dorastając będzie miała nie jednego brata - opiekuna, a dwuch. Młodzieniec podszedł do kołyski i wstrzymał oddech. Dziecina spała i miała zamknięte oczy. Rozczulony delikatnie poprawił jej kocyk i pogłaskał po główce, która była opruszona czarnymi włoskami miękkimi jak jedwab. Chłopak nie wiedział jak długo stał przy kołysce, ale zdąrzył już obiecać sobie, że nigdy przenigdy nie pozwoli jej skrzywdzić. Kiedy już miał wychodzić zobaczył jak dziecko zaczyna otwierać oczka. Nie chcąc aby mała płakała wziął ją w ramiona i zaczął się z nią "bujać"

-Ćsiii szkrabie... - szeptał chodząc wokoło starając się ponownie ją uśpić. Najwyraźniej dość miała już snu, bo zamiast ponownie w niego zapaść otworzyła oczy i spojrzała swoimi pięknymi zielonymi jak świeża trawa w te brązowe przypominające płynną gorzką czekoladę. Młody elf poczuł jak jego serce przyspiesza. To było jak miłość od pierwszego wejrzenia.

-Hej kochanie - szepnął widząc, że nici z drzemki. Wyciągnął wolno w jej stronę rękę aby pogłaskać jej policzek, ale kiedy już miał to zrobić mała chwyciła jego palec i trzymała mocno. W jego oczach zebrały się łzy i poczuł wielką kluchę w gardle.

-Och... Tak bardzo cię kocham maluszku. Obiecuje zawsze cię chronić, kochanie zawsze - szeptał zakochany w niej głęboko i nieodwołalnie.

-Jak tam? - podskoczył na czyjś nowy głos. Spojrzał w górę i ujrzał starszego brata Anthei - Ansel.

-Dobrze. Obudziła się właśnie - odpowiedział i przekazał maluszka w ręce dorosłego.

-Jest najpiękniejszym niemowlakiem na ziemi co nie? - zapytał, a jego towarzysz pokiwał głową w zgodzie i patrzył jak mała z powrotem zostaje kładziona do łóżeczka i zasypija natychmiast.

-Choć napijmy się gorącej czekolady póki śpi - chłopcy wyszli z sypialni i udali się do kuchni. Jedyne o czym rozmyślał teraz elf było to jak bardzo pokochał maleństwo...

Szesnaście lat później...

-Mamo Hayes znowu to robi! - krzykneła młoda dziewczyna wchodząc wkurzona do kuchni w domu.

-Co robię?! Co robię?! Chronię cię! - również krzyknął wchodzący za nią mężczyzna. Matka dziewczyny patrzyła na to z lekkim rozczuleniem widocznym na twarzy.

- Tak?! To przestań! Chciał się ze mną umówić, a ty tak chamsko go spławiłeś. Chciałam się zgodzić! - krzykneła Anthea na co Hayes zrobił się cały czerwony na twarzy i poczuł ukłucie w sercu.

Christmas One ShotsOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz