Dawni Znajomi

27 1 1
                                        

Ciemno, słychać plusk wody.

- Cholera ale w tych kanałach mokro. Mogliby tu posprzątać... Hmmm muszę pomyśleć, a najlepiej myśli się na siedząco. - Mówiąc to usiadł na metalowej półce znajdującej się z prawej strony. Chociaż... Czy to prawa czy lewa ? Trudno określić. Kanał z każdej strony wygląda tak samo. - Lepiej źle siedzieć niż dobrze stać he he. -

Powiedział do siebie Morlun. Po czym oparł łokcie na nogach a na dłoniach położył głowę. - Kurde... Zbyt blisko było do mojej śmierci lub złapania mnie. Plusem jest to że Slinger ma coraz lepszy sprzęt, ale jeżeli chodzi o ludzi to słabo z tym u niego. Ale minusem będzie to że Slinger i to pewnie poprawi. Mam za mało informacji, nie wiem prawie nic. Z tych papierów w magazynie wynika tylko tyle że Cynthia jest hakerką która ostro zalazła za skórę szefowi Slingera. Ale poza rozkazami jej schwytania, jakimiś rachunkami i papierami bez sensu nie mam nic. Potrzebuję informacji, tylko skąd mogę je wziąć ? Jak je zdobyć ? Hmmm... Nie znam tu już nikogo. -

Siedział tak i myślał. Sam w ciemności. Aż w pewnym momencie coś małego najprawdopodobniej kamyczek spadło mu na głowę. Spojrzał do góry i zobaczył studzienkę a znad niej usłyszał przejeżdżający samochód, oraz bicie dzwonu, kościelnego dzwonu. Morlun wstał i odwrócił się. Półka na której siedział była właściwe szczeblem drabiny prowadzącej do studzienki.

-Może jednak jest jeszcze ktoś kogo znam. -

*

Ulica o dziwacznej nazwie ,,Dorsten”, około południa. Jak zwykle o tej porze roku w dzień jest gorąco jak diabli a w nocy uszy odmarzają. Wszedł do kościoła, było pusto, usiał w jednej z ławek. Siedział tak ze złożonymi dłońmi i czekał. Minęła minuta, druga, trzecia, czwarta, piąta... pół godziny, w końcu godzina. Nagle usłyszał głos z tyłu niego... Dawno nikt go tak nie podszedł.

- Czego szukasz tutaj synu ? -

Morlun odwrócił się i ujrzał księdza.

- Mam wiele pytań... I szukam odpowiedzi. - Odparł.

- Leo... Ile to już lat ? - Zapytał ksiądz.

Morlun pokręcił głową. - Za dużo ojcze Gunera, za dużo. -

Ksiądz wstał z ławki, i przeszedł o jedną do przodu siadając obok Morluna.

- Zanim ja ciebie o cokolwiek zapytam... Powiedz jakie ciebie dręczą pytania. -

Morlun spojrzał na księdza. - Ojcze czy nadal wiesz wszystko co się dzieje w twojej parafii ? -

- Wiesz, parafia się rozrosła, a człowiek nie jest w stanie wiedzieć wszystkiego. Ale... - Urwał Gunera.

- Ale... ? - Zapytał Leo.

Ksiądz uśmiechnął się. - Ale nadal wiem bardzo dużo. Więc pytaj. -

- Co się zmieniło w tym mieście od kiedy ,,wyjechałem” ? - Zapytał.

Ojciec Gunera posmutniał. - Zmieniło się bardzo dużo Leo... oficjalnie miastem rządzi prezydent i inni. -

- A tak naprawdę ? - Przerwał Morlun.

- Posłuchaj to się dowiesz. - Usłyszał w odpowiedzi.

Morlun skinął głową.

- A więc tak naprawdę wiele instytucji tak naprawdę nie działa. Policja, sądy, nawet służby specjalne trzyma jedna firma a właściwie jej właściciel ma wszystkich w garści. Firma nazywa się B&L, na początku miała trzech właścicieli. Berna i braci Line. Obecnie pozostał tylko Bern, który niedługo po twoim zniknięciu przejął władzę w firmie i nie tylko. Braci zdjęto ze swoich stanowisk. A mianowicie jeden zginął w tajemniczych okolicznościach zginął, drugi zaś także w tajemniczych okolicznościach zaginął bez śladu. -

Szary Kruk : TygielOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz