Wrócił do pubu, usiadł przy barze. Barmanka uśmiechnęła się do niego. - Niezły jesteś. - skomentowała.
- O co ci chodzi ? - zapytał.
Pochyliła się, opierając się o bar - Przeżyłeś spotkanie z ,,Syrenką" - odparła.
On uśmiechnął się. - Ilu było przede mną ? -
- Wielu, naprawdę wielu nie poradziło sobie tak jak ty. - powiedziała odwzajemniając uśmiech.
Pokręcił głową - Jaki był jej cel ? Tylko okrada, czy ma jakiegoś zwierzchnika ? - zapytał.
- Działa bez zwierzchnika, tylko ona i jej dwóch ,,Braci". Wabi, i okrada ofiarę... Bardzo często też katuje. Jesteś jedynym, którego znam, kto uszedł bez szwanku. - odparła.
Poprawił się na krześle - Zmieniając temat... Jak długo tu pracujesz ? - zapytał.
Zczęła się drapać po głowie - Nooooo... Będzie już z pięć lat. Czemu pytasz ? - odpowiedziała.
- Z ciekawości... - odparł.
Uśmiechnęła się i pokręciła głowa - ciekawość to pierwszy stopień do piekła. -
- Być może... - odwzajemnił uśmiech. - Ale pomaga odnaleźć prawdę. - powiedział.
- A jakiejże prawdy ty tu szukasz ? - zapytała.
pochylił się nad barem. - Na początek o wiadomości skarbie... Skąd ją mam to wiem, ale jej wcześniejsze losy mnie ciekawią. -
- Skąd ja miałabym wiedzieć coś o wiadomości od Cynthi ? - odparła.
zaśmiał się. - Ha ha... Bo widzisz, ja nie powiedziałem, że to wiadomość od Cynthi. - odparł.
- Echhhh... cholera. - westchnęła.
- To jak. ? - zapytał.
spojrzała na niego z powagą. - Słuchaj... Ja tu tylko przekazuję informacje. - odparła.
wyprostował się. - Czyli mi nie pomożesz ? - zapytał.
Ona spojrzała mu w oczy...
Jej brązowe oczy głębokie jak studnie, a błyszczące jak gwiazdy. Poczuł wrażenie, jakby mogła w jego oczach zobaczyć więcej, niż on chciał pokazać.
- Szukaj w klubie nocnym ,,Zentua". - odparła.
Spojrzał na nią i kiwnął głową. - Dziękuję. -
Uśmiechnęła się. - Chyba nie myślisz, że pomagam ci żeby mieć fory u bozi ?... Wisisz mi przysługę. - odparła.
- Nie mówiłaś że informacje kosztują... - zarzucił.
W jej oczach pojawił się taki dziwny błysk... - Nie pytałeś. - powiedziała.
*
Poszedł gdzie wskazała, było to niedaleko pubu. Klub znajdował się w byłym bunkrze, od samego wejścia po oczach błysnęły mu lampy stroboskopowe. Na podestach wiele ładnych dziewczyn. W zasadzie to sam nie wiedział czego oczekiwał, za czym się rozglądać... ,,Idź za króliczkiem, i słuchaj skorpiona" co to miało znaczyć ?
Usiadł przy jednym ze stołów, czekał.
Rozglądał się uważnie. To że miał za sobą ścianę i na linii wzroku było wyjście dawało mu dobry punkt obserwacyjny. Widział wszystko i wszystkich... Ale nie pojawiło się nic. Na razie.
Kilka dziewczyn namawiało go do prywatnego tańca, lecz odmówił. Siedział tak. W ciszy...
Nagle podeszła do niego jeszcze jedna z dziewczyn i powiedziała. - Może taniec ? Taki tylko dla ciebie kochanie. - zaproponowała.
Pokręcił głową. - Nie dzisiaj skarbie. - odparł.
- Twoja strata. - powiedziała, po czym odwróciła się.
Zobaczył jej plecy... A na nich wytatuowanego małego białego króliczka na łopatce.
- Zaczekaj - rzucił.
- To jak ? - zapytała.
Leo wstał. - Chyba jednak się skuszę na ten taniec kotku. - powiedział.
Przygryzła wargę. - Choć za mną... - odparła.
Chwyciła go za rękę i pociągnęła za sobą w stronę ściany, po stronie której znajdowały się takie małe pomieszczenia oddzielone zasłonami. Ona odsłoniła jedną z zasłon. W środku mały okrągły stoliczek, i dookoła ułożona długa sofa.
Wskazała na sofę... Usiadł. Zasłoniła zasłonę i odwróciła się, podeszła do niego. Usiadła mu na kolana, położyła mu ręce na barki.
Spojrzała mu w oczy. - Idź za króliczkiem... - szepnęła.
- I słuchaj skorpiona. - odpowiedział.
W tym momencie ona usiadła obok niego, chwyciła popielniczkę znajdującą się na stoliku. Przekręciła ja w prawo. Usłyszał kliknięcie i zgrzyt mechanizmu. Wszystko zaczęło się obracać, a w miejscu gdzie wcześniej były zasłony znalazł się korytarz.
- Witamy u nas. - powiedziała.
Poprowadziła go korytarzem, przez drzwi jedne, drugie. Weszli do pomieszczenia, najprawdopodobniej gabinetu.
- Zaczekaj tutaj - usłyszał od niej.
Po tych słowach wyszła, a on został sam. Czekał w gabinecie, chodził w kółko. Rozglądał się, ze zdumieniem oceniając że gabinet jest prawie pusty, biurko oraz fotel, na przeciwko dwa krzesła. Z tyłu regał. Nic oprócz tego, żadnego obrazu na ścianie, biurko puste.
Po chwili usłyszał skrzypienie drzwi, a w drzwiach ukazał się chłopak w wieku osiemnastu może dwudziestu lat.
- Witaj, jestem Hil ale mów mi ,,Skorpion". Miło mi poznać legendarnego już wręcz Morluna. - powiedział chłopak.
Leo szeroko otworzył oczy, ale nie powiedział ani słowa, tylko skinął głową i założył ręce.
- Widzę, że mój wiek cię na pierwszy rzut oka nie przekonuje. - rzekł Hil.
Morlun pokręcił głową. - Fakt, na mój gust jesteś zbyt mało doświadczony, aby przewodzić grupie nazwijmy to ,,Rebeli". W dodatku dziwi mnie fakt, iż po zaledwie kilku wydarzeniach moja postać urosła do poziomu legendarnej. -
Skorpion kiwnął głową na znak, że rozumie. - Rozumiem twoje obawy, ale doświadczyłem więcej niż ci się zdaje, a na swoją pozycję zasłużyłem. Co do oceny ciebie, może jest ona na wyrost. Jakie są twoje zamiary ? -
- Bern musi zapłacić... Krwią. - powiedział Leo.
- Mamy więc wspólnego wroga, jest o czym rozmawiać. Możemy się dogadać. - odparł Hil
- Co znaczy, że możemy się dogadać ? - zapytał Morlun.
Skorpion usiadł na biurku i powiedział - Możemy sobie wzajemnie pomagać, damy ci broń, ubrania, schronienie, wyżywienie, oraz zapewnimy opiekę medyczną. -
Leo spojrzał na niego poważnie. - W zamian za co ? - zapytał.
- Będziesz robić dalej to co robisz teraz, oraz czasem wykonasz dla nas jakieś zlecenie. - odparł Hil.
- Jakie to miały by być zlecenia ? - zapytał Morlun.
Skorpion uśmiechnął się. - Różne, nawet bardzo, dowiesz się w swoim czasie... -
- A więc niech tak będzie. - rzekł Morlun.
- Więc ustalone, teraz będzie trzeba cię jakoś ubrać.... Ale najpierw musisz się odświeżyć. Choć za mną. - powiedział Hil.
*
Skorpion poprowadził go przez korytarze, zaprowadził do łazienki.
Morlun wszedł i rozejrzał się dookoła, łazienka była duża. Sala z prysznicami mogła pomieścić z dwadzieścia osób... Wszystko było przygotowane na jego przybycie. Wykąpał się, i owinął ręcznikiem. Przy wyjściu czekał na niego Hil, otworzył drzwi naprzeciwko gdzie znajdowało się coś w stylu dużej garderoby.
- Co wy kurde sklep odzieżowy prowadzicie czy co? - skomentował po dokładnym rozejrzeniu Morlun.
Skorpion śmiejąc się odpowiedział - Ha ha.... Nie, aczkolwiek to co tu widzisz pochodzi ze sklepów odzieżowych. Sklepy te znajdują się nad nami. To miejsce, tak jak wiele innych teoretycznie działa tylko jako magazyn... W rzeczywistości możemy korzystać z tych pomieszczeń oraz ich zasobów -
- Będziecie walczyć z B&L przy pomocy kurtek i spodni? - skrytykował Leo.
Hil spoważniał, po czym rzekł - Nie tylko z sklepami odzieżowymi mamy układy, znajomości nasze sięgają także do fabryk broni, amunicji czy pomniejszego sprzętu wojskowego. -
- W zamian za co macie takie korzyści? I czy przypadkiem to nie B&L produkuje broń? - zapytał Morlun.
- Samym procesem produkcji broni nie zajmuję się bezpośrednio B&L, pracę tę wykonują fabryki. My zaś swoje korzyści zawdzięczamy temu, iż chronimy te obiekty przed lokalnym gangiem, który wcale taki mały nie jest. Każą się zwać ,,Bruksami" i pobierają characz na znacznym terenie Tertum. Generalnie nie korzystamy z nieruchomości naszych ,,podopiecznych", tylko co pewien czas transportujemy do naszej siedziby to co potrzebujemy. Dla ciebie zrobiliśmy wyjątek, gdyż nie będziesz działać w grupie ani jako jeden z nas, to nie będziemy cię ubierać jak jednego z nas. - wytłumaczył Skorpion.
Leo zamyślił się. - Hmmm... Rozumiem, macie jakiś konkretny plan jak mnie ubrać? - zapytał.
- A i owszem... To co mamy dla ciebie przygotowanie znajduje się na tym manekinie. - mówiąc to Hil wskazał na znajdujący się niedaleko manekin.
Morlun spojrzał na manekin, dokładnie mu się przyjrzał... Brązowa kurtka skórzana, spodnie jeansowe, dziwne buty i inne rzeczy, których Leo nawet nazwy nie znał.
- Ty chyba sobie kpisz. - skomentował.
Skorpion zdziwiony zapytał. - Dlaczego? Coś nie tak? -
- Myślisz, że w tym będę wyglądać groźnie? Że ktoś będzie się mnie bać? To wygląda tak samo groźne jak ty, czyli wcale. - odparł Morlun.
Hil widocznie urażony szybko wyjął schowany za paskiem nóż motylkowy i z widowiskowym obrotem między palcami ustawił go w pozycji do walki. - Czy teraz wyglądam dość groźnie? - zapytał.
Leo uśmiechnął się i podszedł do niego. - Urocze. Czy mogę? - spytał wskazując nóż.
- Proszę... - burknął Skorpion podając mu ostrze.
Morlun obrócił nóż w dłoni. - Pokażę ci na czym polega strach. - powiedział.
Hil uśmiechnął się szyderczo. - Co ty możesz wiedzieć o strachu? -
Leo spojrzał na niego, w jego oku płonął gniew, czysty, brutalny gniew. - Wiem dużo więcej niż ty smarkaczu. - rzucił.
Wyszedł na chwilę, wrócił z piersiówką w ręku. Położył alkohol i nóż na stole obok manekina. Manekina zaś rozebrał.
- Jaki kolor jest najbardziej groźny? - zapytał Morlun.
Skorpion wzruszył ramionami. - No nie wiem... Czerwony może? -
- Nie... Zupełnie nie ten kierunek. Czego człowiek boi się naturalnie? Gdzie nie czuje się bezpiecznie? W ciemności rzecz jasna. A co się kojarzy z ciemnością? Czego w ciemności nie widać? Czerni! I od tego właśnie zaczniemy, strój ma być czarny jak smoła, jak noc bezgwiezdna, jak otchłań kosmosu. - powiedział Leo.
Hil warknął. - Do rzeczy. -
Morlun zaczął się rozglądać, chwycił czarną bluzę z specyficznym kapturem. - Kaptur mi potrzebny, ażeby to twarz ukryć, lecz nie całkowicie... Niech ludzie widzą brakujące oko, to ich jeszcze bardziej przerazi. Ale w bluzie to za ciepło będzie trochę, przerobić trzeba. - po tych słowach Leo chwycił nóż ze stołu i obciął rękawy w bluzie tak, że kształtem była to koszulka z kapturem.
Założył tak przerobioną bluzę na manekin i począł szukać dalej. - Teraz płaszcza potrzebuje... Skóra od wody ochroni a i w deszczu ciekawie wygląda. Długi ma być ale nie, żeby ruchy krępował. O! Ten nadać się może. - to mówiąc wyciągnął z stojaka czarny, długi, skórzany płaszcz. Narzucił go na manekin i nóż na stole z powrotem położył.
- Spodnie i buty to już sprawa prosta. Spodnie z czarnego materiału, przewiewne i nie obcisłe. Buty zaś z dobrym bieżnikiem, oddychające, najlepiej dla biegaczy... Czarne rzecz jasna. - powiedział Morlun, i wyjął opisywane części garderoby z pomiędzy wieszaków i półek.
Skorpion pokręcił głową. - O to tyle krzyku? O kolor i... - nie zdążył, gdyż Leo mu przerwał.
- Zaczekaj chłopie... - powiedział. - To nie koniec jeszcze. - wziął nóż do ręki. - Czego jeszcze boi się człowiek? - zapytał.
- No nie wiem... Czego? - odparł Hil.
- Krwi i ran. - rzekł Morlun. - Sprawimy że nasz strój istotnie wyglądać będzie jak po wielu walkach. - po tych słowach zaczął ciąć i strzępić brzegi kaptura i płaszcza.
- No dobra. - skomentował Skorpion - Mamy rany... A gdzie krew? -
Leo zaś uśmiechnął się... - Tutaj. - powiedział podnosząc lewą rękę i rozcinając sobie dłoń nożem.
- Co ty u diabła wyrabiasz?! - wrzasnął Hil.
- Zobaczysz. - odparł Morlun.
Zaczął powoli chodzić wokół manekina przykładając do ubrania krwawiącą dłoń.
Gdy skończy odwrócił się i stanął obok manekina.
- Jesteś okropny. - rzucił Skorpion.
Leo uśmiechnął się. - Jaka jest ostatnia rzecz, której boi się człowiek? -
- Pojęcia nie mam... Nawet nie wiem czy chce wiedzieć. A po co ci ten trunek ? - rzekł Hil.
- I to jest właśnie ostatnia rzecz, której człowiek się boi. Ogień. - to mówiąc Morlun chwycił alkohol i zaczął skrapiać nim pewne miejsca w stroju, wziął trochę alkocholu do ust, po czym zamoczył sobie także prawą dłoń i chwycił nóż. Przyłożył ostrze do metalowej obudowy piersiówki i energicznie przesunął je po nim. Posypało się kilka iskier, jedną z nich chwycił w prawą dłoń. Pokazał się płomyk... Splunął w niego, błysnęło. Chmura ognia która wylatywała mu z ust wylądowała dokładnie na stroju, który zajął się ogniem. Polał sobie w dłonie i zaczął zakładać strój.
- Człowieku! Czy ciebie porąbało?! - krzyknął Skorpion.
On zaś spokojnie założył strój, dłonie już tylko mu płonęły, cala reszta tylko dymiła.
- Dobra... Koniec zabawy. - powiedział Leo, po czym złożył dłonie pomiędzy którymi zgasł ogień. - Podobało się? - zapytał.
Hil wzdrygnął się. - Jesteś chory człowieku. Jak ty to w ogóle zrobiłeś? Jak wytrzymałeś ten ból? -
Morlun zaś uśmiechnął się. - Ból jest tylko w głowie. -
- Jesteś szalony. - skomentował Skorpion.
Leo wyszczerzył zęby. - Wiem. - powiedział.
CZYTASZ
Szary Kruk : Tygiel
AcciónLudzie którzy zaznali tygla dzielą się na trzy grupy... Pierwsi byli zbyt słabi i zginęli. Drudzy przetrwali tygiel i stali się silniejsi. A trzeci ? Trzeci zaś pokochali ogień, nie mogą wyjść z tygla... Żyją w cierpieniu. Kim jesteś ty? Kim j...
