Żądza Krwi

5 0 0
                                        

Leżał... Otulony kocem, lub czymś innym.
Spał, było mu ciepło i przyjemnie, ze snu wyrwał go dźwięk kroków. Nie ruszył się... Nie otworzył oczu, ani nie zmienił oddechu... Miał to wyćwiczone.
Odgłos kroków zbliżał się, był coraz głośniejszy. Nagle odgłos ucichł, źródło znajdowało się na przeciwko niego. Usłyszał oddech, i dotyk na ręce. Zerwał się na równe nogi, przy okazji łapiąc przybysza i wykręcając mu rękę. Słyszał dyszenie, otworzył oczy... Jego napastnik okazał się drżąca ze strachu kobietą, natychmiast ją wypuścił.
Zgiął się w pas i powiedział. - Najmocniej przepraszam... Wziąłem panią za wroga. - Ona usiadła na posłaniu, starając się uspokoić oddech.
- Każdego tak traktujesz ? - zapytała.
Wyprostował się. - Każdy może być wrogiem... - odparł.
- To powodzenia życzę z ludźmi, na pewno na tym sposobie działania zbudujesz jakąkolwiek relacje... - powiedziała.
Leo spoważniał. - A kto powiedział, że mi na jakiejkolwiek relacji zależy ? - rozejrzał się dookoła. - Co to za miejsce ? - zapytał. - To jest twój nowy dom... - odparła.
Morlun westchnął. - Ech... Dom... Dawno czegoś takiego nie miałem. -
Ona zaś pokręciła głową. - I długo mieć nie będziesz, jeżeli dalej będziesz robić takie głupstwa, jak ostatnio... -
- To znaczy? - zapytał zdziwiony.
Wstała patrząc na niego. - To znaczy... Że głupi byłeś nie uciekając od ładunku, który wybuchł obok ciebie. Masz szczęście że żyjesz... -
- Skąd o tym wiesz ? Nikomu nie mówiłem o ładunku. - zapytał.
Uśmiechnęła się. - Nie żyje od wczoraj... Widać to po tobie, po obrażeniach, po tym jak się teraz poruszasz. -
- Czyżbym rozmawiał z medykiem? - rzucił.
Skinęła głową. - Medykiem, inżynierem, kucharzem... -
- Trochę tego jest. - Powiedział przyglądając się swojemu rozmówcy.
- Tutaj nie ma opcji za bardzo by się specjalizować w jednej dziedzinie... Takie czasy. - odparła.
Spojrzał w ziemię. - Taaaaaak... Takie czasy... -
- O dziesiątej wieczorem jest zebranie, wcześniej stawisz się u Hilla - powiedziała.
Kiwnął głową. - Rozumiem... A teraz pani wybaczy, mam parę spraw do załatwienia. -
- Drzwi są tam... - wskazała ręką. - Uważaj tylko, bo Risteard będzie rzucać ci przynęty... Nie daj się złapać. - dodała.
Uśmiechnął się. - Połknę przynętę, z haczykiem, żyłką i jeszcze pół wędki mu odgryzę... - Powiedział zbliżając się do drzwi.
Pokręciła głową. - Żebyś się nie przeliczył.
Wyszedł z budynku, wąska kamienica wyglądała na opuszczoną, i zabitą dechami. W dodatku mieszkanie było w piwnicy, więc wszystko było pięknie schowane przed okiem osób niewtajemniczonych.
Rozejrzał się, po czym ruszył przed siebie...
*
Dixit tak jak ostatnio siedział u siebie, przy czymś grzebał.
Kiedy Leo przekroczył próg pracowni mężczyzna odwrócony plecami do niego drgnął na wózku nieznacznie. - Dobrze trafiłeś z czasem, prototyp jest gotowy do testów. - Powiedział nie odwracając się od stołu przy którym pracował.
Morlun podszedł do stołu, stanął obok Dixita. - Co udało ci się zrobić ? - zapytał rozglądając się po stole.
Dostrzegł długie czarne rękawice. Kilka słabo zauważalnych linii przywodzące na myśl żyły na rękach.
Po chwili Dixit się odezwał. - Zrobiłem rękawice, tak jak chciałeś... Sama woda i azot oczywiście nie wystarczą... -
- A to czemu ? - przerwał mu Leo.
Mężczyzna spoważniał na twarzy. - Daj mi dokończyć to się dowiesz. Azot nie odbierze temperatury z wody, nie zadziała to tak jakbyś chciał. To nie jest film, że wystarczy coś azotem polać i zamienia się w bryłę lodu. Żeby osiągnąć taki efekt musiałem naszą wodę wzbogacić. -
- No dobra... Co zatem zrobiłeś ? - zapytał Morlun
Dixit wskazał na rękawice. - Azot pobierany jest przez nie z powietrza, to ci ułatwi posługiwanie się nimi, bo nie będziesz musiał go nosić w zewnętrznych zbiornikach. Do wody dodany jest między innymi alkohol... -
- Może skończmy z tą teorią... Coś praktycznego, co? - znów przerwał mu Leo.
Dixit spojrzał na niego. - Dobrze... Jak szanowny pan życzy. - powiedział złośliwym tonem. - Trzymaj. Załóż, powiem ci jak ich używać. - dodał, podając Morlunowi rękawice.
Ten chwycił je, oglądał jeszcze przez chwilę, po czym założył.
- Co teraz ? - zapytał.
Mężczyzna podał mu mały element, okrągły i płaski.
- Co to ? - zapytał zdezorientowany Leo.
Dixit wskazał na głowę Morluna. - To nadajnik, będzie uruchamiać rękawice. Przyłóż go jaśniejszą stroną kawałek nad uchem. Poczujesz delikatne ukłucie. -
Zaraz po tym jak Leo przyłożył i lekko przycisnął tajemniczy nadajnik do skóry, syknał. - Cholera! - powiedział - Gorzej jak pierdzielony komar.
Mężczyzną ruszył na wózku. - Choć za mną - powiedział.
Dixit zaprowadził go w przeciwny koniec pracowni, stał tam komputer, a kawałek dalej, za wyraźną linią widać było kilka manekinów. - Twoje rękawice uruchomi wspomnienie, tutaj skalibrujemy wszystko. Pomyśl o uczuciu innym niż wszystkie, wyraźnym i silnym. Skup się na nim, to da nam dobry sygnał. Nie będzie tak łatwo go zakłócić, a i ty będziesz mieć mniejszą szansę na pomyłkę. - powiedział
Morlun zmarszczył brwi. - No dobra, spróbuję. -
- Uruchamiam kalibrację - odparł Dixit
Leo zamknął oczy, mężczyzna uruchomił sprzęt. Na ekranie pojawił się wykres i na nim linia, która pięła się w górę. Po chwili się jednak zatrzymała na stałym poziomie.
Dixit pokręcił głową. - Za słabe, coś innego wypróbuj. -
- No dobra. - powiedział Morlun.
Tym razem linia na wykresie nie podniosła się wyżej, spadła niestety aż o połowę wysokości.
- No co ty wyprawiasz ? Przyłóż się do tego. - rzucił Dixit.
Leo otworzył oczy i krzyknął. - No przecież kurna próbuje ! -
Zaraz po tych słowach linia na wykresie sięgnęła górnej krawędzi wyświetlacza.
Mężczyzna uśmiechnął się. - No! I o to chodziło. Teraz część praktyczna, spójrz na tamten manekin... - nie zdążył dokończyć bo Morlun odwrócił się w stronę manekinu i wyszczerzył zęby. Z rękawic, w okolicach nadgarstków wystrzeliły dwie smugi trafiając w cel.
Na trafionym celu znajdował się zamrożony fragment. Materiał był pokryty nie tak cienką warstwą lodu.
Dixit otworzył szeroko oczy. - No dobra... Nie sądziłem że ci się uda za pierwszym razem... Spróbuj teraz... - i znów nie mu przerwano bo Leo z krzykiem bojowym rzucił się w kierunku manekinów.
Próbując wystrzelić z tylko jednej rękawicy i tak zareagowały dwie. Jedna wystrzeliła mu pod nogi i tworząc sobie lodowisko zaliczył twarde lądowanie na grzbiecie.
- Miałeś spróbować skupić swoją uwagę na jednej z rękawic... Wtedy tylko ta zadziała - dokończył.
Morlun zebrał się z ziemi wkurzony zaczął atakować wszystkie cele. Najpierw używał obu rąk naraz, potem zaś zaczął używać na zmianę obu rękawic.
Najpierw zamrażał manekin, potem szybkim i mocnym uderzeniem go kruszył.
Kiedy uporał się z ostatnim, i stał nad nim dysząc zapytał. - Dlaczego wogóle, to żeby używać konkretnej rękawicy muszę tylko się na niej skupić, a żeby strzelić mam przyzwać to silne wspomnienie i się na nim skupić? -
- Żebyś przez przypadek myśląc o rękawicach nie uruchomił ich, skupienie się na nich tylko je uzbraja. To możesz robić do woli, ale to wspomnienie pociąga za przysłowiowy spust. - odpowiedział Dixit.
Leo kiwnął głową. - Dobra, dziękuję Dixit. Potem ci powiem jak się to cudo sprawuje, a teraz muszę lecieć. Mam parę spraw do załatwienia. -
Mężczyzna podniósł rękę by gestem go zatrzymać. - Pocze... - ale nie zdążył bo Morlun wychodząc rzucił tylko. - Na razie ! -
Dixit pokręcił głową. - Cóż... Sam się powinien zorientować, że wodę wzbogacaną trzeba uzupełniać. -
*

Szary Kruk : TygielOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz