___________________________
Wciąż uciekamy. Z miasta do miasta.
Inteligenci.
Tęskniąca nacja. Ginąca klasa.
Mali, zmarznięci.
____________________________Draco ostrożnie uchylił drzwi damskiej łazienki, nieczynnej już od kilkunastu lat.
— Marto? — zapytał cicho, wchodząc do środka. — Marto, jesteś tu?
— Jestem. — Rozległ się piskliwy, dziewczęcy głos. — Jestem! Gdzie ma być głupia, brzydka Marta, jeśli nie w swojej łazience?
— Nie jesteś głupia — powiedział szybko chłopak, bojąc się, że dziewczyna zaraz zacznie się nad sobą użalać. Po chwili wahania dodał: — Ani brzydka.
Marta popatrzyła na niego w sposób, który nie pozostawiał wątpliwości, że wiedziała, co miał na myśli i prychnęła pod nosem.
— Nie kpij sobie.
— Czego udało ci się dowiedzieć? — spytał blondyn, ściszając głos. Do łazienki w każdej chwili mógł ktoś wparować, a ślizgonowi bynajmniej nie uśmiechała się perspektywa bycia przyłapanym. Ostatecznie, powiedział kierującym szkołą Carrowom, że idzie zobaczyć, w jakim stanie jest ta część szkoły, którą wyznaczyli na nową siedzibę Lorda Voldemorta.
A wyznaczali ją blisko godzinę, gwoli ścisłości.
— Och tak, bo tylko po informacje do mnie przyszedłeś! — chlipnął duch. — Mógłbyś chociaż udawać, że interesujesz się moim losem, wiesz?
— Marto, nie mamy czasu — warknął nieco zirytowany Malfoy. — Jeżeli uda się pokonać Sam-Wiesz-Kogo, będę cię odwiedzał codziennie, ale najpierw muszę zdobyć diadem, jasne?
Dziewczynka z nieprzyjemnym chlupotem "zanurkowała" w podłogę i wynurzyła się kilka metrów bliżej Dracona.
— Jesteś takim pięknym chłopcem — mruknęła tęsknie. — Pamiętam, jak przychodziłeś do mnie na szóstym roku.
Malfoy uniósł brwi, nie wiedząc, do czego dziewczynka zmierza.
— Nadal masz to w oczach. Ten smutek — westchnęła w sposób, który wyjątkowo nie pasował do jej zwykle piskliwej postawy. — Wszyscy smutni ludzie mają podobne oczy. Takie spokojnie przygaszone, jakby się już pogodzili z własnym losem.
— Marto... — przerwał jej ślizgon z lekką niecierpliwością.
— Oj dobrze już, dobrze — pisnęła ze zirytowaniem, potrząsając głową. — Sprawdziłam Komnatę, tak, jak prosiłeś. Nic w niej nie ma.
Malfoy westchnął ciężko.
— Za to co do tego Pokoju... — Marta wlepiła wzrok w swoje buty - lub w podłogę, w końcu była wpół-przezroczysta — Duchy nie mogą tam wejść.
Draco przymknął oczy ze zrezygnowaniem.
— Ale poprosiłam o pomoc skrzaty! — pisnęła dziewczynka taki tonem, jakby chciała zawołać "niespodzianka…!". — Trochę im nakłamałam, że to Zakon prosi je o pomoc, ale sprawdziły ten Pokój. Powiedziały, że wchodziły do niego już wcześniej, jak chciały schować Mrużkę, czy jakoś tak. W każdym razie, tam rzeczywiście jest coś, co może być diademem Roweny.
— Marto, jesteś nieoceniona — powiedział Draco z niekrytą ulgą i podziwem. — Uwielbiam cię.
Dziewczyna zarumieniła się.
— Szybciej ratuj ten świat — rozkazała. — Czekam na twoje codzienne wizyty... jak za dawnych czasów.
Malfoy uśmiechnął się lekko.
CZYTASZ
Ślizgońskie Prawa || Drarry
Fanfiction"Byłem nikim, zanim go przygarnąłem. Później stałem się kłamcą." Dla Dracona sprawa na początku wyglądała prosto: ukryć przed światem fakt, że Harry Potter żyje i sprawić, by Wybraniec zgładził tryumfującego po wojnie Czarnego Pana. Jaka szkoda, że...