Opuszczasz serce
Z ociąganiem, ale wiem
Że już nie wrócisz🌹
Fioletowa walizka zapełniała się w zatrważającym tempie.
Wrzucałam ubrania po kolei, nie martwiąc się ich składaniem. Na samym dnie wylądował Hamlet, a stertę ciuchów domknęło pomarańczowe słońce, które wygrzebałam z jednego z kartonów w piwnicy. Z każdą kolejną chwilą, żałowałam coraz mniej. Łzy przestały płynąć, kiedy torba zapełniła się do połowy.
Wystarczyło jedno spojrzenie. Jedna chwila. Jeden oddech, aby wszystkie uczucia, które miałam w sobie, odeszły. Spłynęły ze mnie wraz ze strugami deszczu.
Wracałam do mieszkania. Bo czy mogę miejsce, w którym byłam smutna, nazwać domem? Mówiłam, że zostanę w pracy do szesnastej, ale udało mi się ze wszystkim wyrobić. Planowałam przyrządzić wspaniały obiad. Naprawić naszą relację. Można mówić o omijaniu siebie, jako o relacji? Ty przestałeś czuć do mnie cokolwiek już na samym początku, prawda? Widziałam to w sposobie, w jaki na mnie patrzyłeś. Ta totalna pustka w oczach. Niewiele brakowało Ci do upiora. Szłam po ulicy, nieświadoma niczego. Mój fioletowy płaszcz był usłany ciemniejszymi plamami wody. I wtedy Cię zobaczyłam. Siedziałeś w samochodzie, a Twoje oczy świeciły się, jakby ktoś schował w nich kawałek nieba z gwiazdami. Wszystko byłoby w porządku, gdybyś był tam sam. Jednak obok Ciebie, zdecydowanie za blisko, siedziała ONA. Kaja wyglądała wyjątkowo pięknie tego dnia. Rozpuściła swoje długie, gęste, brązowe włosy, pomalowała oczy i podkreśliła usta czerwoną szminką. Jej fioletowa bluzka miała spory dekolt, który uwydatniał atuty dziewczyny.
Poczułam, jak ziemia załamuje się pod moimi stopami. W oczach zgromadziły się łzy, które powoli zaczęły kapać, wtapiając się w krople deszczu. Czułam wodę na każdym skrawku ciała. Już nie wiedziałam, gdzie były łzy, a gdzie deszcz.
Wszystko zaczęło układać się w spójną całość. To, że spotkałam Cię u Kai. To, że tak dziwnie na nas patrzyła, a Ty jak najszybciej chciałeś odejść. To, że pachniałeś jak jaśmin, a ja znałam ten zapach. To właśnie jej ślady szminki zostawały na Twoich ustach. To właśnie u niej znikałeś, gdy nie chciałeś ze mną rozmawiać.
Odwróciłam się na pięcie i pobiegłam do mieszkania, nie mogąc znieść Waszego widoku razem.
Czekałam na Ciebie. Dlaczego? Nie wiem. Może miałam jeszcze nadzieję, że to wszystko było pomyłką. Że to nie Ty siedziałeś w tamtym aucie. Że ostatnie miesiące nie zdarzyły się naprawdę.
Klucz zazgrzytał w zamku, a Ty wszedłeś cicho do środka. Dlaczego zawsze zachowywałeś się tak cicho? Czy myślałeś, że w ten sposób nie będę zwracać na Ciebie uwagi?
– Wróciłeś – powiedziałam, a Ty momentalnie się spiąłeś. – Jak było dzisiaj na treningu?
Popatrzyłeś na mnie zdezorientowany. Czyżbym odkryła Twoje kłamstwo?
– Dobrze – odparłeś po chwili.
– Dobrze? – Podniosłam się z krzesła i powoli podchodziłam do Ciebie. – Musiało być naprawdę fantastycznie.
Zmarszczyłeś brwi.
– Nie rozumiem, o co ci chodzi. – Próbowałeś udawać zdziwionego, choć słabo Ci to wychodziło.
– Nie rozumiesz? Och, bidulek, nie wie, co się dzieje. – Wpatrywała się w Twoje oczy, nie pozwalając Ci nawet na chwilę odwrócić wzroku. – Zaczynasz tracić kontrolę nad sytuacją? Lepiej byłoby, gdybyśmy od razu zamknęli tę sprawę. – Klasnęłam w dłonie.
Odwróciłam się i ruszyłam do stołu, licząc, że Twoje sumienie da o sobie znać. Nie myliłam się; nie wiem, czy kierowała Tobą ciekawość, czy chęć szczerej rozmowy, ale już po chwili usłyszałam szuranie krzesła.
– Może chcesz coś powiedzieć? – Nie odezwałeś się, więc kontynuowałam: – Miałam nadzieję, że masz więcej honoru. Robert, powiem wprost. Wiem o wszystkim.
Nastała chwila ciszy, którą przerywały jedynie uderzenia deszczu w szybę.
– Dlaczego nie powiedziałeś mi o tym wcześniej? Oszczędziłbyś nam obu kłopotu i przykrości.
– O czym ty, do cholery, mówisz?!
– Robert, proszę, przestań. – Zamknęłam oczy, usiłując zachować spokój. – Dlaczego zachowujesz się jak przedszkolak? Czy tak trudno powiedzieć „przepraszam"?
– Ale za co mam ciebie przepraszać?
Uderzyłam ręką w stół.
– Za to, że udawałeś zakochanego we mnie, a za moimi plecami spotykałeś się z Kają! Myślisz, że tego nie wiem? Że jestem taka ślepa?!
– Naprawdę nie wiem...
– Dosyć! – przerwałam Ci. – Tu są klucze. – Położyłam pęk na stole. - Z nami koniec.
Wyszłam trzaskając drzwiami. Czułam się wolna i szczęśliwa. Po raz pierwszy od długiego czasu.
Ile bym teraz dała, aby znaleźć w sobie siłę i zrobić to wcześniej.
🌹
Jeszcze jeden rozdział i będziemy kończyć!
Muzyka: Avicii - Wake Me Up
CZYTASZ
Haiku [Robert Johansson] ✔️
FanfictionDałam Ci kredyt Zaufania, ale Ty Nie spłacałeś rat Opowieść o chwilach, które pojawiają się pod zamkniętymi powiekami. O tym, że nie zawsze warto walczyć, a jeśli już trzeba, to do pewnego momentu. O tym, że miłość ma wiele barw, a różowe okulary r...