seven

65 8 0
                                        

Jasne promienie słońca zbudziły brązowowłosego chłopaka z lekkiego snu. Usiadł leniwie i zaczął przecierać oczy. Była godzina 12.00. Minghao już od pewnego czasu nie potrafił dobrze się wyspać. Prawdę mówiąc nawet rzadko co udawało mu się zasnąć. A to wszystko przez dręczące go myśli.

Wstał już bardziej wybudzony z kanapy i powędrował do kuchni.

Dlaczego nadal spał na kanapie? Sam nie potrafił odpowiedzieć na to pytanie. Może przez to, że jego sypialnia za bardzo kojarzyła mu się z Junhuiem.

Jednak nie tylko to.

Kiedy widział swojego kota przypominało mu się o tym jak to Jun uciekał od niego, by nie zacząć kichać. Kuchnia, w której rozmawiali o incydencie, gdzie razem spali.

Gdzie chłopak nie spojrzał wszystko wiązało się z Wenem. Nie potrafił o nim zapomnieć. Jakby po prostu nie mógł się od tego uwolnić. A co najgorsze w tym wszystkim bardzo dobrze pamiętał ich ostatnią rozmowę. Było to miesiąc temu, a Xu nadal się tym zadręczał. Nigdy by nie przypuszczał, że Junhuiowi mogła kiedyś się dziać taka krzywda. Było mu smutno, że go wtedy tak potraktował.

Może, gdyby wtedy się zaśmiał wszystko potoczyłoby się inaczej.

Westchnął i napił się zimnej wody.

A zaledwie trzy miesiące temu mówił, że nienawidzi Juna i modlił się tylko, by to całe "pilnowanie" szybko się skończyło. Teraz jednak nie czuje nienawiści do chłopaka, nawet w najmniejszym stopniu i co najdziwniejsze chciałby żeby cofnął się czas i jeszcze tu z nim był. Dopiero po zniknięciu Juna Minghao uświadomił sobie jak w jego domu jest pusto.

Potwornie pusto.

Praca mało co go obchodziła. Zrobił sobie urlop, by odciąć się od tamtego miejsca. Po tamtej rozmowie jeszcze ani razu nie przekroczył progu komisariatu.

Ponownie westchnął, wracając z powrotem na kanapę. Nie miał zamiaru dzisiaj robić czegokolwiek. Zanurzył się w pościeli i próbował na nowo zasnąć.

Przed całkowitym zaśnięciem poczuł tylko swojego kota, który wskoczył na jego bok po czym zaraz się położył.

🔗

Tym razem to nie promienie go obudziły a pukanie do drzwi. Zdziwił się, ponieważ nikogo się nie spodziewał. Zanim wstał sprawdził jeszcze która jest godzina. Spał pięć godzin...

Narzucił na siebie bluzę, czując lekkie zimno i poszedł otworzyć drzwi. Nieco zaspany chwycił za klamkę.

W trybie natychmiastowym rozbudził się, widząc przed sobą osobę, której w żadnym stopniu się nie spodziewał. - J-junhui? - jedynie to potrafił w tamtym momencie powiedzieć. Nie dowierzał, że go widzi. Zamrugał jeszcze kilkakrotnie, upewniając się, czy aby na pewno to nie sen.

- Przyszedłem po swoje rzeczy - wszedł, omijając chłopaka.

Hao na to zamknął drzwi i posmutniał.

No tak. Przyszedł po swoje rzeczy. Jak Minghao mógł w ogóle pomyśleć, że Junhui przyszedł do niego, by się pogodzić.

Podążył za nim, zatrzymując się w salonie, kiedy on poszedł do sypialni po wcześniej wspomniane rzeczy.

Minęły już trzy miesiące, czyli Junhui został już wypuszczony. Zastanawiało go gdzie on teraz pójdzie, co będzie robił? Z drugiej strony nie chciał, by chłopak wyszedł z jego mieszkania i zniknął, zapewne na zawsze z jego życia.

Zaczął się denerwować przez tą myśl.

Wen wyszedł już z pokoju i bez słowa zmierzył do wyjścia.

ᴀʀʀᴇꜱᴛᴇᴅ ➴ 𝚓𝚞𝚗𝚑𝚊𝚘Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz