Xiao przeszedł z Ventim już kawał drogi. Wielokrotnie Venti próbował rozmawiać, ale jak zwykle odpowiedzi ograniczały się do "tak", "nie", "może" i tym podobnych. Jednak postanowił, że tak łatwo się nie podda i zaczął opowiadać jakieś historie ze swojego życia. Xiao lubił słuchać. Prawdopodobnie Venti to zauważył, więc kontynuował swoje głupie historie. Opowiadał najpierw o swoim zamiłowaniu do muzyki. Potem przeszedł do innych głupich historii, w których oszukiwał Diluca na alkohol. Na końcu zaczął opowiadać legendy z Mondstadt. Zaczął od historii Vennessy. Potem opowiedział o powstaniu Mondstadt takiego, jakie jest dziś. W końcu niespodziewanie dotarł do historii o pewnym yakshy, którego uratował Barbatos. Nie wiedział sam czy zaczął o niej opowiadać świadomie czy przez przypadek. W każdym razie Xiao wtedy już był pewien, że chłopak, z którym podróżuje to sam Barbatos. Gdyby ta historia była znana wśród śmiertelników, to Morax by o tym wiedział. Skoro on nawet jej nie zna, oznaczało, że to jest ten archon, który go uratował. Wielu ludzi uważało go za najsłabszego z bogów. Pewnie gdyby go teraz zobaczyli tylko utwierdziliby się w tym przekonaniu. W końcu Venti aktualnie był drobnym chłopakiem, kochającym alkohol i muzykę. To brzmi tak absurdalnie, że pewnie nawet nikt by w to nie uwierzył. Xiao osobiście go szanował. Nawet jeżeli uważano go za najsłabszego z bogów, to on go uratował. Zawsze chciał się mu jakoś odwdzięczyć, ale nie spotkał go już więcej.
- Hej, Xiao, a opowiadałem ci już jak dowiedziałem się o mojej alergii na koty? - zapytał Venti.
- Nie.
- W takim razie...
Venti miał już zaczynać kolejną opowieść, ale zauważył, że Xiao odwrócił się w jego stronę i coś złapał. Był to ułamek sekundy. W ręce yakshy znajdowała się strzała. Do Ventiego nie dotarło jeszcze co się wydarzyło. Strzała była wycelowana w jego brzuch, więc raczej od niej by nie zginął. Był zaskoczony tak szybką reakcją Xiao. Sam nawet nie wyczuł zagrożenia.
- Idź tą drogą do następnego rozwidlenia i na mnie poczekaj. - powiedział Xiao.
- A co z tobą?
- Ja się zajmę eliminowaniem zagrożenia.
Xiao był trochę zły, bo wsłuchując się w historie Ventiego jego czujność była uśpiona. Prawie został postrzelony co było złym znakiem. Normalnie byłby w stanie pozbyć się strzelającego zanim on by wystrzelił. Postanowił przestać myśleć i zająć się atakowaniem przeciwników. Zauważył, że nie był to jeden samotny strzelec. Było ich zdecydowanie więcej. Dla Xiao nie był to problem.
Tymczasem Venti szedł drogą tak jak mu kazano. Nie był z tego zadowolony, bo nie lubił siedzieć w ciszy. Jedynymi dźwiękami jakie był w stanie usłyszeć były odgłosy walki. Wiedział, że to Xiao robi wszystko by on dotarł bezpiecznie do Liyue. Co jakiś czas widział jak yaksha z zawrotną prędkością przeskakuje nad jego drogą niszcząc kolejnych przeciwników. Sam był zdziwiony, że ta droga jest tak niebezpieczna. Idąc tak dalej zauważył rozwidlenie, na którym miał poczekać na Xiao. Był już blisko niego i liczył na krótki odpoczynek zanim yaksha przybiegnie. Na jego nieszczęście on w ciągu sekundy zjawił się przed nim, więc w ogóle nie odpoczął.
- Zaczyna się już ściemniać. Zatrzymamy się na noc w wiosce Qingce. - powiedział Xiao.
Venti był na tyle zmęczony podróżą, że już nawet nie miał siły mu odpowiadać. Zwyczajnie pokiwał głową i zaczął za nim iść. Nie chciał pokazywać mu, że jest zmęczony, bo czuł się źle z tym, że Xiao cały czas go pilnował a on idąc tempem żółwia jeszcze się zmęczył.
Po kilku minutach znaleźli się już na miejscu. Wioska Qingce wyglądała nocą bardzo ładnie. Zhongli dobrze wiedział, że Venti będzie szedł bardzo powoli, więc prawdopodobnie w pierwszy dzień nie dotrą nawet do Wangshu Inn. Postanowił się na to przygotować i jakiś czas temu dał Xiao klucze do jednego z domków w wiosce. Był on niewielki z dala od reszty.
Venti zaczął iść jeszcze wolniej gdy zobaczył jak daleko jest od niego wioska. A przynajmniej jemu się wydawało, że jest daleko. W rzeczywistości było to nie więcej niż 100 metrów. Xiao poszedł przodem otworzyć drzwi do niewielkiego domku. Kiedy Venti to zobaczył zyskał motywacje by pobiec do niego. Gdy tylko wbiegł do domku poszukał tego jednego pokoju, w którym znajduje się łóżko. Znalazł go bardzo szybko. Zrzucił z siebie czapkę i pelerynę po czym rzucił się na łóżko i po prostu zasnął.
Xiao wolał najpierw obejrzeć domek od wewnątrz, więc nie widział tego co robi Venti. Domek składał się z salonu, łazienki, kuchni i sypialni. Oglądając go od środka w końcu dotarł do sypialni, w której Venti już spał. Xiao pozbierał rzucone przez niego rzeczy, złożył je i położył na szafce obok. Postanowił jeszcze, że znajdzie jakiś koc. Zaczął szukać po szafkach i w końcu go znalazł. Przykrył nim Ventiego i wyszedł z jego sypialni. Sam zaczął przeglądać zawartość szafek w salonie. Szukał kartek i jakiegoś ołówka. Od kiedy pierwszy raz spróbował, polubił rysowanie. Najczęściej rysował on krajobrazy z Liyue. Czasem zdarzało mu się rysować zwierzęta. Kiedyś postanowił narysować Chongyuna i Xinqgiu, którzy spędzali razem czas w jednej z restauracji w mieście w Liyue. Wyszli ładnie, ale nie chciał by ktokolwiek to zobaczył, bo jeszcze wzięto by go za psychofana lub coś podobnego. Dziś postanowił, że narysuje Ventiego. Najbardziej urzekł go jego uśmiech. Było to dla niego coś wartego uwiecznienia. Na początku Xiao sam uważał, że był dla niego niemiły odtrącając go w każdy możliwy sposób. Mimo tego chłopak dalej się do niego uśmiechał. To właśnie było dla niego ciężkie do pojęcia. Nie znalazł w szafkach kredek, więc postanowił zrobić zwyczajny szkic. Wychodził z założenia, że kiedyś go dokończy. W pewnym momencie zaczęło być na tyle ciemno, że nie widział już niczego. Poszedł po jakąś małą lampkę i kontynuował swój rysunek.
W pewnym momencie Xiao zaczął słyszeć głos Ventiego. Poszedł do jego sypialni zobaczyć czy może czegoś nie potrzebuje. Jedyne co zobaczył to chłopaka całego we łzach, mówiącego coś pod nosem. Domyślił się, że po prostu śni mu się coś nieprzyjemnego. Postanowił, że po prostu usiądzie na jego łóżku i zacznie go głaskać po głowie, ale zauważył, że to nie działa. Nie był przekonany do swojego następnego pomysłu. Chociaż nic innego nie przychodziło mu do głowy na ten moment. Postanowił przytulić Ventiego. Nie lubił być zbyt blisko innej osoby. Jednak tym razem nie odczuł tego dyskomfortu. Nawet nie zauważył kiedy się obudził. Na jego twarzy można było zobaczyć wyraźne zdziwienie. Postanowił, że po prostu go na nowo ułoży, przykryje i wróci do salonu. Plan był dobry, ale nie wypalił. Usłyszał, że Venti idzie za nim. Przypomniał sobie o swoim rysunku i schował go do losowej szafki. Xiao błagał cicho w myślach żeby go o to nie pytał. Chłopak po prostu stał przed nim w ciszy, więc postanowił sam wyminąć ten temat.
- Wszystko w porządku? - spytał Xiao.
- Tak, już jest dobrze. Chyba pójdę znowu spać.. - powiedział zaspany Venti.
