Prolog

139 8 27
                                    

(Nie umiem w prologi)

Miały być super wakacje co by wyszło,
Nieszczęście przybyło ale tez szczęście, przeżyłem jebaną awarie samolotu! Czy to jest sen?
Obudziłem się na jakiejś wyspie, była całkiem duża, dookoła były górki, wylądowaliśmy akurat na płaskim terenie,
Samolot po części byl już spalony, obok niego moi poturbowani przyjaciele, boże..to straszne!
Cartman Butters Kenny...oni nie żyją! Ale chwila..gdzie jest Stan?

Jestem Kyle, żydowski wyzywany i poniżany chłopak a to wszystko przez swój lud i moje rude kręcone włosy których nienawidzę, Cartman mój wróg najczęściej mnie poniżał
na szczęście on umarł nie powinienem się cieszyć ale nienawidziłem go, co do ich śmierci to wiem ponieważ widziałem tą trójkę bardzo poturbowaną, Kenny to wogóle najbardziej, biedni, na szczęście ja byłem prawie wogóle nie tknięty, bolała mnie tylko prawa noga i pół twarzy obok lewego oka ale to chyba nic w porównaniu do tego że Blondyn o którym przed chwilą gadałem, nie leżał pod samolotem lecz był na nim, został przecięty przez ostry róg metalowej konstrukcji, na myśl o tym chciało mi się rzygać..
Cartman to wogóle zmiażdżony z masłem był a Biedny umarł obok spasionego rasisty, współczuję, był do tego wszystkiego jego ręka to wogóle się oderwała na drugi koniec samolotu, oczywiście nie lecieliśmy sami w czwórkę, z nami w tym wielkim wypadku tkwiły jeszcze jakieś nieznane mi osoby, dużo ich nie było, może pół samolotu

Czy przeżyje? Czy ktoś tu ze mną jest? Jestem tu zupełnie sam? Mam coś do jedzenia? Dowiedzą się o wypadku i po nas przylecą?

-------------------------------------

257 słow

Podoba wam się prolog?👻👻

(Wyczekujcie 1 rozdziału😘)

Bezludna wyspa - StyleOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz