4. Mała Mi.

13.3K 520 408
                                        

HEJKA MISIE!

BARDZO SIĘ CIESZĘ ŻE ZNOWU SIĘ WIDZIMY 🤍🤍

PRZEDE WSZYSTKIM - CHCIAŁAM WAM BARDZO ALE TO BARDZO PODZIĘKOWAĆ ZA TAK DUŻE ZAINTERESOWANIE WFMB, JAKBY WOW! TOTALNIE SIĘ NIE SPODZIEWAŁAM 😭🤍

DZIEKUJE WAM ZA AKTYWNOŚĆ I JAKĄKOLWIEK PROMOCJĘ BARDZO WAS KOCHAM ❄️

KONIECZNIE ZOSTAWCIE OD RAZU GWIAZDKĘ ŻEBY NIE ZAPOMNIEĆ, KOMENTARZE RÓWNIEŻ SA MIŁE WIDZIANE! TO MEGA MNIE MOTYWUJE DO DZIAŁANIA ❄️❄️❄️❄️

A TERAZ ZAPRASZAM NA ROZDZIAŁ!

***

KIRILL

Chociaż wróciłem do domu już prawie tydzień temu, to wciąż nie przyzwyczaiłem się do przebywania w ciepłym, bezpiecznym miejscu.

Noce odkąd spałem we własnym łóżku jak na złość nie były praktycznie przespane. Podczas misji trzeba było być przygotowanym na każdą sekundę. Ponieważ jedna z nich mogła zadecydować o moim życiu i jeżeli nie zdołam zareagować, obronić się, czy uciec przed fruwającymi w powietrzu granatami, pozostaje ze mnie jedynie mokry placek, którego nie sposób będzie zdrapać z ziemi, aby choćby godnie mnie pochować.

Świadomość, że jeszcze pięć dni temu walczyłem o życie niewinnych ludzi, którzy każdego dnia doświadczali ludobójstwa, a nie raz z dorobkiem
całego życia w ręku patrzyli jak ich domy toną w ruinach, sprawdzała założenie, że świat jest niesprawiedliwy. Prawda była taka, że ludzie żyjący w normalnych warunkach w żadnym stopniu nie doceniali tego co mieli. Tam, na praktycznie drugiej półkuli zajęciem ludzi było uciekanie od wybuchów granatów przez Izraelitów, którzy chcieli zrównać z ziemią Palestyńska ludność i całkowicie zawładnąć ich
dotychczasowym miejscem zamieszkania było codziennością.

Kiedy my przejmowaliśmy się wyborem stroju na dzisiejszy dzień, oni dzień w dzień od niezliczonej ilości dni byli świadkami masakry która rozgrywała się dosłownie wszędzie.

Nawet, gdy zamykali oczy słyszeli odgłosy wybuchów nieopodal siebie i jeśli udało im się w ogóle zasnąć - mieli świadomość, że wrogowie są co raz bliżej i za moment będą musieli się ewakuować, o ile nie było już za późno. Dlatego za każdym razem, gdy wracałem na tą normalną stronę świata, nieustannie miałem wyrzuty sumienia, że podczas gdy ja mam schronienie nad głową, dostęp do jedzenia i wody, oni musieli walczyć każdego dnia o siebie i bliskich. Miałem wrażenie, że z każdym kolejnym wyjazdem na misję... jakaś cząstka mnie wymierała i stawałem się oschłym, zimnym skurwysynem. Nie potrafiłem kontrolować tego procesu, ale każdy powrót do tego koszmaru wpływał na mnie tak bardzo, że z perspektywy czasu mogłem bez żadnych uczuć patrzeć na martwe trupy piętrzące się na ulicy, rozjechane przez samochody i poodcinanymi kończynami, ponieważ zwyczajny strzał w głowę nie wystarczał.

Liczyła się chęć zemsty na niewinnych ludziach, którzy jedyne czego chcieli to żyć. Przerażało mnie to. Jeszcze dwa lata temu bałem się tego co widzę, każdy obraz śmierci wzbudzał we mnie emocje, a teraz? Teraz byłem w tak zaawansowanym stadium, że widząc na własne oczy uzbrojonego terrorystę, który strzelał do kobiety trzymającą za ręcę dwójkę małych dzieci, kiedy nie było możliwości uratowania ich, tylko stałem. Przyglądałem się z ukrycia, mając świadomość, że jeśli wykonam ruch - to ja umrę.

I co prawda mogłem oddać życia. Było one tak bezcelowe, że nie miało żadnego złotego środka, ani nie było dla kogoś ważne.

Żyłem, bo no właśnie... po co żyłem?

Wait for me, baby [16+]Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz