Noc była wyjątkowo niespokojna.
Kirill odczuwał ciężkość nocnego powietrza nad skalistymi wzgórzami Puntlandu, które oblepiało go niczym niewidzialne macki.
Od samego początku nocnego patrolu wyczuwał, że coś jest nie tak. Choć trudno było nazwać to miejsce bezpiecznym przez aktualną sytuację w kraju, tak miał jakieś złe przeczucia dotyczącego tego, co mogło się wydarzyć tej nocy.
Napięcie w zespole sześciu osób, które zostały przydzielone do nocnego patrolu było niemal namacalne. Chociaż nikt nie mówił tego głośno, bo należało zachować twardą, pewną, nieustraszoną postawę, to każdy z nich przeczuwał, że coś wisiało w powietrzu.
Psy w okolicznych wioskach przeraźliwe wyły, znacznie mocniej, niż zwykle, a ich echo niosło się wokół nich niczym ostrzeżenie.
Zbliżali się do wąskiej cieśniny między dwiema skałami terenu. Kirill od zawsze nienawidził takich miejsc, ponieważ były wąskie, niemal klaustrofobiczne i zwykle prowadziło prosto do zasadzki.
Kirill zatrzymał się nagle, unosząc dłoń jako dowódca grupy, aby zatrzymać grupę idących za nim chłopaków. Spodziewał się, że coś zaraz się stanie.
I również tym razem nie był w błędzie.
Najpierw dostrzegł pojedynczy błysk, jakby ktoś odpalił zapałkę w ciemności.
A potem huk.
Huk tak donośny, że niemal czuł jak rozrywa mu bębenki.
Huk, który pochodził od wystrzału.
Kirill nie zdołał nawet drgnąć, a poczuł uderzenie tak gwałtowne i bolesne, że miał wrażenie jakby ktoś wbił mu w plecy rozżarzony pręt. Upuścił zduszony jęk, kiedy niemal natychmiast się stracił równowagę przez ból, zwalając go z nóg. Runął z impetem prosto w twarz, a piach niemal natychmiast wpadł mu do ust, ale nie miał czasu nawet zakaszleć.
Ktoś krzyknął, ale jego krzyk został zagłuszony serią wystrzałów.
W powietrzu zapłonął ogień, dlatego żołnierz chciał natychmiast wycofać się wstecz tak jak pozostali, lecz rana paliła niczym ogień. Wydał z siebie przeciągły wrzask, gdy poczuł jak do otwartej rany dostaje się piach i mimowolnie wyciągnął rękę za siebie i przycisnął palce do miejsca postrzału. Wydał z siebie przeraźliwy okrzyk, który zwiastował cierpienie.
Nikt mu nie pomógł.
Żaden z żołnierzy po niego nie wrócił.
Ponieważ gdy Kirill uparcie próbował schować się za pobliskim głazem, czołgając się po ziemi na brzuchu
Nastąpiło charakterystyczne łupnięcie - dźwięk, który rozpoznawał każdy i każdemu zawsze mroził krew w żyłach. Bo oznaczał tylko jedno.
Granat.
Zbyt blisko, aby... zdołać uciec.
Zbyt blisko, aby się przed nim uchronić.
Kirill zamknął tylko oczy.
Potężna eksplozja zakłóciła pozorny spokój, który trzymał w objęciach noc. Uderzenie było tak potężne, że rzuciło nim o skałę jak szmacianą lalką, a przed oczami jedyne co ujrzał to błysk i białe światło.
Poczuł jak w jevo nogę wbiło się coś ostrego i chociaż nie miał pojęcia co to, to ciało natychmiast zareagowało bólem, głębokim, ostrym, jakiego jeszcze w życiu nie było mu dane poczuć, a sekundę później... odrętwienie.
Zachłysnął się oddechem, kiedy ból sparaliżował go do tego stopnia, że nie mógł oddychać. Chciał poruszyć nogą, ale ta odmówiła całkowicie.
Wiedział co to oznaczało.
Nie miał pojęcia ile minęło od eksplozji, ale pisk w uszach nieustannie mu towarzyszył. Był kompletnie ogłuszony hukiem granatu, który był zdolny rozerwać
człowiekowi bębenki.
Pozostali żołnierze formowali obronę, podczas gdy Kirill leżał nieruchomo na brzuchu z twarzą w piachu, pulsującym bólem kręgosłupem i nogą drugą prawdopodobnie zmiażdżoną przez skały, które zostały zniszczone pod wpływem wybuchu.
Kiedy po nieokreślonym czasie zmrużył powieki, próbując wykrztusić pył, który otoczył go z każdej strony dostrzegł z rozmazane sylwetki.
Ktoś uderzył w jego ciało.
Ktoś chwycił go za ramiona, a potem zaczął ciągnąć go po ziemi, sprawiając że wydał z siebie potworny wrzask bólu, który odczuł jak jego nogi ciągnęły się po piachu.
Ktoś inny wydzierał się do radia, żądając pilnej ewakuacji i wycofania.
W pewnym momencie głos mu całkiem ochrypł od wydzierania się z bólu.
Nie był w stanie już nawet mówić.
Ostatkami sił utrzymywał przytomność.
Czuł jak nosze na których spoczywało jego zmasakrowane ciało trzęsły się przy każdym kroku żołnierzy dodając mu kolejnej porcji bólu.
Ale nie mógł nawet wydusić z siebie jęku.
Jego głowa kołysała na boki, kiedy żołnierze nieśli go prosto do najbliższego bezpiecznego miejsca.
Czuł, że był mokry przez juchę, która spływała po jego skórze.
Jego oczy były ciężkie, a świat stawał w coraz większych plamach i cieniach. Każdy jego kolejny oddech zdawał się być ostatni.
I wtedy pojawiła się ostatnia myśl... jasna i nagła, jak błysk pośród mroku w który został zepchnięty.
Przed oczami stanął mu jej uśmiech. Ten piękny z dołeczkami w policzkach. Jej oczy, niebieskie, niemal chłodne jak lód. Jej czarne długie atramentowe wiecznie plączące się włosy. Dotyk - delikatny, ostrożny, choć ciepły i kojący.
Przypomniał sobie o listach, które dostawał od niej w niemalże chorych ilościach.
Przypomniał sobie również, że... żadnego z nich nie przeczytał.
Wzbraniał się przed tym. Gniew zaślepił go tak bardzo, że nie chciał nawet otworzyć koperty i sprawdzić co się w niej w ogóle znajduje.
Ale nagle... naszła go cholerna ochota, aby je przeczytać. Nagle zechciał dać jej jeszcze jedną szansę i sprawdzić ich zawartość.
Bo przypomniał sobie jej łzy, jej płacz... i nagle pożałował tego jak ją potraktował.
Tego w jakim stanie ją zostawił.
Tyle, że na to było już za późno.
Ponieważ zamknął oczy i więcej ich nie otworzył.
Choć ostatnie o czym pomyślał to właśnie o niej. O Astorii.
O kobiecie, która wywróciła jego życie do góry nogami, choć zdawało mu się, że nigdy nikomu na to nie pozwoli.
KONIEC CZĘŚCI PIERWSZEJ
CZYTASZ
Wait for me, baby [16+]
Storie d'amoreJedno na wpół martwe serce, za nawet kilkanaście tysięcy żywych, bijących wciąż serc. TOM I DYLOGII BABY ‼️NIE WYRAŻAM ZGODY NA KOPIOWANIE MOJEGO DZIEŁA‼️
![Wait for me, baby [16+]](https://img.wattpad.com/cover/380157514-64-k554880.jpg)