8. Dwa motyle.

12.9K 522 236
                                        

🩵HEJKA WSZYSTKIM 🩵

⛸️Z LEKKIM OPÓŹNIENIEM ZAPRASZAM WAS NA ROZDZIAŁ! WYBACZCIE ALE PO PROSTU W TRAKCIE POPRAWEK ZASNĘŁAM I OBUDZIŁAM SIĘ DOSŁOWNIE KILKA MINUT TEMU XDDDDD

⛸️BARDZO WAM DZIEKUJE ZA TAKA AKTYWNOŚĆ POD ROZDZIAŁAMI! DOBILIŚCIE 24k I NADAL TA LICZBA ROŚNIE ZA CO JESTEM PRZEOGROMNIE WDZIĘCZNA 🥹

⛸️ZOSTAWCIE GWIAZDKĘ I KOMENTARZ BO MNIE TO BARDZO MOTYWUJE!

A TYMCZASEM MIŁEGO!

Kirill

Nie planowałem pojawić się na hucznej imprezie organizowanej przez Ryana.

Imprezy mojego najlepszego przyjaciela w dziewięćdziesięciu procentach kończyły się interwencją policji, a w pozostałych dziesięciu głownie on, czyli naczelny organizator kończył w marnym stanie w najlepszym przypadku na odtrutce alkoholowej na ostrym dyżurze.

Za wszelką cenę chciałem uniknąć konieczności przebywania tam i robienia za ojca wszystkich, bo zazwyczaj rezygnowałem z alkoholu i jako jedyny pozostawiałem przy trzeźwym umyśle, co zwykle było najsłuszniejszym wyborem.

Wgniotłem niedopałek papierosa w ziemię doniczki od kwiatków mamy Ryana, pociągając nosem od chłodnej temperatury. Cóż, dzisiejszego wieczoru z pewnością zniszczenie kwiatów było najmniejszą szkodą jaką mogą mu wyrządzić ludzie, albo nawet on sam.

Wbrew własnym sprzecznościom, aby tutaj nie przyjeżdżać, krótko przed dwudziestą zaparkowałem swoje bmw pod domem Ryana, słysząc jeszcze w aucie dudniącą muzykę z głośników. Przed wejściem zastanawiałem się jeszcze co najmniej trzy razy czy na pewno powinienem się tam zjawić, jednak ostatecznie wypuściłem wstrzymywane powietrze i przekroczyłem próg domu.

Od razu w uszach zadudnił mi znany kawałek Jungle Kitty płynący z potężnych kolumnowych głośników, które zostały powieszone na ścianie salonu, gdzie przewijało się najwięcej ludzi, którzy już tańczyli z butelkami piw w dłoni, śmiejąc się i wykrzykując coś do siebie.

Przebiegłem wzrokiem po dolnym piętrze, szukając wzrokiem swojego przyjaciela. Wyłapałem Leviego obściskującego się z jakąś laską tuż przy schodach, Zade'a zerującego szoty w nie do końca znanym mi towarzystwie, natomiast nigdzie nie zastałem Ryana. Zastanawiałem się czy już zdołał zachlać mordę i wisiał gdzieś nad sedesem, czy może wywiało go gdzieś poza teren imprezy.

Odetchnąłem cicho, pozbywając się kurtki od munduru z ramion, przez co pozostałem w samej czarnej, dopasowanej koszulce oraz spodniach moro od uniformu. Taa... zdecydowanie moje przebranie było kurewsko kreatywne, lecz wiedziałem, że Ryan suszyłby mi głowę i próbował wcisnąć mnie w jakieś gówno tak dla zasady.

Wszedłem w końcu do kuchni, obserwując ludzi, czy aby na pewno komuś nie wpadło do głowy skakać z balkonu, co zdarzało się bardzo często szczególnie zimą przez fakt, że na zewnątrz był teraz już zakryty basen. Zacisnąłem palce na skrzydełkach nosa, czując jak do moich nozdrzy wdarł się zapach tanich perfum, papierosów i wódy.

Nigdy nie byłem fanem imprez i może zachowywałem się jak stary dziad jak na swój wiek, ale zwyczajnie przeszedłem swój etap największych melanży w życiu, których skutki odczuwam do dziś i zdecydowanie nie było to czymś za czym tęskniłem.

Lubiłem się napić piwa, czy kilku szotów, ale imprezy na których bywałem kompletnie nie przypominały czegoś normalnego. Zwykle obracałem się w patologicznym gronie i to, co robiłem odbijało mi się później podwójną czkawką.

Wait for me, baby [16+]Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz