6. Bluza.

110 9 2
                                        

Kłamstwo.

Wszystko dookoła nas było kłamstwem. Dlatego nauczyłam się płynnie w nim obracać i manipulować. Podpuszczanie, wywoływanie współczucia, granie na emocjach innych tak by osiągnąć swój cel. I wiem, że to może wydawać się okropne ale robiłam to aby przetrwać. Nie zostać zniszczona przez inne osoby, które próbowały używać na mnie właśnie takich sztuczek. Dlatego musiałam stać się od nich lepsza. Kłamać tak by uwierzyli. Manipulować tak by myślano że mają nade mną władzę, gdy tak naprawdę to ja prowadziłam tą grę. Czytanie ludzi jak z książki, skupienie na każdym wykonanym przez nich ruchu, zawsze dokładnie przemyślane czyny i słowa które wypowiadam. Udało mi się. Nauczyłam się tego i teraz nikt nie miał nade mną władzy.

Byłam niezależna.

-Panienko Rosse, dobrze się pani czuje?- usłyszałam nad sobą czyjś przytłumiony głos.

Zdezorientowana szybko podniosłam głowę z ławki i zamrugałam oczami. Ujrzałam przed sobą starszego nauczyciela historii, który patrzył na mnie z troską. W pełni się wyprostowałam i dopiero wtedy zauważyłam, że oczy całej klasy były skierowane wprost na mnie. Cicho westchnęłam i wróciłam spojrzeniem do pana Stefana.

-Trochę mi słabo.- powiedziałam starając się przybrać jak najbardziej wiarygodną minę.- Mogłabym trochę wcześniej wyjść z lekcji?- popatrzyłam na pana Stefana błagającymi ale jednocześnie zmęczonymi oczami które skutecznie przekonały nauczyciela do podjęcia satysfakcjonującej mnie decyzji.

Mijając Emilly posłałam jej spojrzenie mówiące, że wszystko jest dobrze i zadowolona wyszłam z sali. Ruszyłam korytarzem w stronę wyjścia ze szkoły i głęboko odetchnęłam kiedy znalazłam się na świeżym powietrzu. Czy było mi słabo? Nie. Co prawda bolała mnie głowa po wczorajszej nocy ale dałabym radę wytrzymać do końca lekcji. Po prostu naprawdę chciałabym znaleźć się już w łóżku i odespać zarwaną nockę. Jak na zawołanie przypomniałam sobie o imprezie, a dokładnie to co działo się po niej. Rano jak wstałam byłam totalnie zdezorientowana zwłaszcza jak zauważyłam, że mam na sobie bluzę Ashera. Od razu ją zdjęłam i nie wiedząc co zrobić wcisnęłam ją głęboko na sam tył szafy. Gorzej było z mocnym i charakterystycznym zapachem perfum chłopaka który miałam wrażenie otaczał mnie z każdej strony i zabierał tlen. Przed wyjściem otworzyłam szeroko balkon i miałam nadzieję, że jak wrócę powietrze będzie już czyste i będę mogła swobodnie oddychać.

Z drugiej strony nie wiedziałam co mam zrobić z bluzą. Nie napisze do niego przecież, bo nie chciałam mieć z nim więcej wspólnego niż potrzeba. Był tylko synem wspólnika mojego ojca i było wiadome, że należał do tego samego świata co ja, ale nic więcej. To tak naprawdę nic nie znaczyło i miałam nadzieję, że takie sytuacje jak wczoraj już się więcej nie powtórzą. Nie potrzebowałam w swoim życiu kolejnych problemów. Chociaż... tak bardzo brakowało mi ostatnio adrenaliny... A on wydawał się taki... Nie. Nie będę do niego pisała, a bluzę może gdzieś wyrzucę albo komuś dam.

Podjechałam pod dom i ściągnęłam kask. Miałam nadzieję, że Charlesa nie ma, bo wolałam żeby nie dowiedział się, że zwiałam ze szkoły. Podeszłam do drzwi i nacisnęłam na klamkę. Zamknięte. Odetchnęłam z ulgą bo to oznaczało, że nikogo nie było. Szybko wyciągnęłam klucze i weszłam do środka. Zdjęłam buty i poleciałam do swojego pokoju po drodze zgarniając ze sobą Skręcika. Otworzyłam z hukiem drzwi i rzuciłam się na łóżko. Pomiziałam kota, a potem podeszłam do skrytki wyjmując z niej paczkę papierosów. Mój wzrok natrafił na zdjęcie leżące na dnie schowka, a moje palce mimowolnie pogładziły moją ukochaną osobę, która się na nim znajdowała. Muszę ją za niedługo odwiedzić. Uśmiechnęłam się mimo, że w środku czułam tylko smutek. Westchnęłam głęboko i potrząsnęłam głową. Podniosłam się i wyszłam na balkon opierając się o barierkę oraz odpalając papierosa. Zaciągnęłam się dymem. Moje ciało się rozluźniło, a umysł powoli ogarniała ulga. Zamknęłam oczy i o niczym nie myśląc wypaliłam szluga. W końcu usłyszałam, że ojciec wrócił, więc szybko zamknęłam drzwi balkonowe i zeszłam na dół wiedząc, że zaraz będzie obiad.

-Cześć, ojcze.- powiedziałam i bez emocji na niego spojrzałam.

-Lilly.- kiwnął głową patrząc na mnie tym samym lodowatym wzrokiem.

Charles podszedł do lodówki i wyjął obiad, który został z wczoraj. Zazwyczaj gotowała i pomagała nam w domu Ana, którą traktowałam jak własną babcie ale wracała z urlopu dopiero za tydzień, więc musieliśmy radzić sobie sami co dla mnie nie było problemem ale dla ojca ewidentnie tak. Ana nie pracowała całe dnie. Wszystko robiła rano, więc zazwyczaj jak wracałam ze szkoły to jej już nie było ale często rozmawiałyśmy przy śniadaniu.

Usiadłam przy stole na którym znajdowało się już jedzenie. W tym samym czasie dosiadł się Charles i zaczęliśmy w ciszy konsumować obiad. Wzięłam do ręki sztućce i pogrzebałam widelcem w kaszy. Przełknęłam ślinę i nabiłam kawałek mięsa. Byłam strasznie głodna, bo od samego rana nic nie miałam w ustach ale zanim zjadłam porcję, przez sekundę się zawachałam. Zacisnęłam pod stołem rękę w pięść, aż w końcu przełknęłam jedzenie. Pierwszy kęs. Drugi. Trzeci. Ojciec odszedł od stołu i chyba coś do mnie powiedział ale za bardzo byłam skupiona na jedzeniu, żeby go zrozumieć. Czwarty. Piąty. Szósty. Poczułam jak Skręcik otarł się o moje nogi ale tym razem nie pogłaskałam go tak jak zawsze. Siódmy. Ósmy. Dziewiąty. Dziesiąt... Zatrzymałam widelec w połowie drogi i spojrzałam na talerz. Był w połowie pusty. Odłożyłam sztućce i odsunęłam od siebie talerz. Zjadłam już połowę porcji. Wystarczająco. Wstałam od stołu i w pośpiechu ruszyłam do pokoju. Opadłam na łóżko i popatrzyłam w sufit. Wiedziałam, że był już późny wieczór i powinnam szykować się do snu ale czułam, że powinnam dzisiaj udać się jeszcze w pewne miejsce.

Musiałam tylko poczekać aż cały dom pogrąży się w mroku, w którym się tak dobrze czułam, i tak jak zawsze bezszelestnie go opuścić.

*******

Jeżeli rozdział się podobał, zostaw gwiazdkę!

My Dark SideOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz