Biegłam.
Biegłam przed siebie zapominając już, które kółko robiłam. Czułam jak krople potu spływają mi po plecach i czole. Brałam urywane wdechy, które nic mi nie dawały. Dusiłam się. Brakowało mi tlenu, a klatka piersiowa kuła z każdym ruchem. Mimo to biegłam dalej. Jeszcze jedno kółko. Powtarzałam za każdym razem, kiedy chciałam się zatrzymać. Nogi mi drżały z wysiłku, a głowa nieprzyjemnie pulsowała.
Robiło mi się słabo.
Nie miałam siły zrobić kolejnego kroku.
Kolejnego okrążenia.
Kolejnego wdechu.
Ale musiałam.
Zatrzymałam się i oparłam o drzewo, czując jak kręci mi się w głowie. Żołądek nieprzyjemnie się ściskał domagając się jedzenia. Popatrzyłam na zegarek, który pokazywał 7:37. Jeszcze parę okrążeń i wrócę do domu, powtarzałam. Podniosłam głowę i zrobiłam krok od razu się chwiejąc, przed oczami pojawiły mi się mroczki, a świat jakby zawirował. Zacisnęłam szczękę i się wyprostowałam. Wzięłam oddech, a następnie zrobiłam krok do przodu.
Uciekałam.
******
Weszłam do domu i zdjęłam buty. Oddychałam głęboko, będąc zmęczona po porannym biegu. Ruszyłam w stronę kuchni, chcąc zabrać ze sobą wodę do pokoju.
-Lilly.- usłyszałam za plecami.- Dzisiaj o 18 idziemy na bankiet. Ubierz się ładnie, jest to ważne spotkanie, a ty tak jak zawsze masz mnie dobrze prezentować.
Kiwnęłam głową, ale zacisnęłam mocno szczękę, czując niepohamowaną chęć, aby mu przywalić. Zapominając o wodzie, odwróciłam się i ruszyłam w stronę pokoju.
-Załóż ładną bieliznę.- obleśny głos Charlesa, dotarł do moich uszu.
Poczułam jak ściska mi się żołądek, więc czym prędzej pobiegłam do łazienki. Pochyliłam się nad muszlą i zwróciłam resztki wczorajszej kolacji. Podeszłam do umywalki i wypłukałam usta, chcąc pozbyć się tego okropnego smaku. Czułam jak po policzku spływa mi łza, a ręce trzęsły się, gdy próbowałam zdjąć z siebie ubrania. W końcu stanęłam przed lustrem zupełnie naga. Patrzyłam na moje ciało mając ochotę rozwalić wszystko dookoła.
Czułam się jak pierdolona dziwka. Załóż ładną bieliznę. Wiedziałam dlaczego tak powiedział. Wiedziałam co czekało mnie na bankiecie.
Zacisnęłam dłonie w pięści, a moim ciałem wstrząsnęły spazmy płaczu. Oparłam się o ścianę, a nogi podkuliłam do klatki piersiowej. Nie chciałam. Tak bardzo tego nie chciałam robić.
Po kilku minutach, podniosłam się z podłogi i podeszłam do wanny nalewając do niej gorącej wody. Popatrzyłam na moją twarz, która odbijała się w lustrze. Była blada, zmęczona, nie wyrażała żadnych emocji, a spojrzenie było puste. Wyglądałam jak zjawa. Odwróciłam wzrok i weszłam do wanny.
Zanurzyłam się w niej cała, chowając głowę pod powierzchnią wody. Zamknęłam oczy wypuszczając z siebie ostatnie bąbelki powietrza.
Nie chciałam na nowo przeżywać tego koszmaru.
Czułam jak powoli zaczyna brakować mi tlenu. Pod wodą wszystko wydawało się takie odległe. Byłam sama. Niczego nie czułam, żadnych emocji, żadnych bodźców. Nic do mnie nie docierało, a mój umysł ogarniał spokój.
Do pewnego momentu.
Momentu w którym zaczynałam się dusić. Momentu w którym zaczynałam się szarpać. Momentu w którym prosiłam o jedno.
O jeszcze jeden wdech.
******
Charles tak jak zawsze wziął mnie pod rękę i poprowadził w głąb sali. Przywitaliśmy się z resztą gości aż w końcu podeszliśmy do dużego stołu przy którym stał Asher i jego ojciec Gabriel. Zacisnęłam szczęki i przywitałam się ze wspólnikiem Charlesa. Chyba coś do mnie powiedział ale moją uwagę skupiłam teraz na chłopaku, który skanował mnie wzrokiem. Posłałam mu ostrzegające spojrzenie, a on tak jak zawsze tylko się cwanie uśmiechnął. Okrążyłam stół, a następnie przy nim usiadłam. Jak na złość Asher zrobił to samo i zajął krzesło obok mnie. Po chwili mężczyźni również się dosiedli i zaczęli prowadzić te swoje nudne rozmowy, co chwile przerywając je czasem na jedzenie.
-Podać ci coś?- zapytał chłopak pokazując na talerze z wykwintnymi daniami.
-Nie jestem głodna.- powiedziałam cicho.- Ale możesz nalać mi wody.
Chłopak sięgnął po moją szklankę muskając przy tym moje ramię. Wywróciłam oczami i wzięłam łyka wody. Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym się nie zakrztusiła. Asher poklepał mnie po plecach.
-Wszystko dobrze?
-Tak, dzięki.- burknęłam próbując odsunąć się od chłopaka.
Ten jednak rozsiadł się wygodnie nie zdejmując ręki z dołu moich pleców. Przełknęłam ślinę ale nic nie powiedziałam nie chcąc się kłócić. Parę minut później usłyszałam, że na mój telefon przyszła nowa wiadomość. Wyciągnęłam go z torebki odpalając ekran.
Charles:
Napisze ci, kiedy będziesz miała do nas przyjść.
Wyłączyłam telefon, a moje ręce zaczęły drżeć. Nie umiałam uwierzyć, że to się znowu dzieje. Zaczęło mi się robić słabo, a oddech delikatnie przyspieszył. Po chwili poczułam jak ręka Ashera przeniosła się na moje udo i zaczyna powoli kręcić na nim kółka. Przymknęłam oczy i czułam jak mój oddech zwalnia. Niestety, złe samopoczucie nie przechodziło, więc strzepnęłam rękę chłopaka i wstałam od stołu, kierując się w stronę łazienek.
Szłam ciemnym korytarzem trzymając się ściany. Na szczęście nie było nikogo w pobliżu, więc nikt nie widział w jakim stanie się znajdowałam. Zaczynało kręcić mi się w głowie, a mdłości przybierały na sile. Zatrzymałam się i oparłam o ścianę pochylając się do przodu. Czułam jakby świat wirował, a przed oczami pojawiły mi się mroczki. Brałam urywane wdechy, a moje nogi zaczęły się uginać. Jak przez mgłę słyszałam odbijające się echem kroki, ale nie miałam siły sprawdzić kto szedł w moją stronę.
-Lilly.- powiedział ktoś, a ostatnim co poczułam, były silne męskie dłonie, które mnie złapały.
Potem widziałam już tylko ciemność.
*******
Nie mogę uwierzyć, że następny rozdział będę pisała już w 2025! Do zobaczenia w nowym roku! Najlepszego!
CZYTASZ
My Dark Side
Teen FictionPłomienie muskały naszą skórę próbując nas pokonać. Mimo to brnęliśmy jeszcze głębiej, chociaż wiedzieliśmy co czeka nas na końcu. Porażka. Ogień nigdy nie daje za wygraną. Parzy, dusi i sprawia, że upadamy na kolana ściągając nas jeszcze bardziej...
