11. Ufasz mi?

94 11 4
                                        

Zostałam gwałtownie z powrotem wciągnięta do biblioteczki i przyciśnięta do ściany.

-Wyjdziesz teraz przez okno, zamówisz ubera i wrócisz do domu, rozumiesz?- powiedział rozkazująco Asher uważnie na mnie patrząc.

Prychnęłam i kpiąco spojrzałam na chłopaka. Nie lubiłam kiedy ktoś mi rozkazywał.

-Chyba sobie żartujesz.- syknęłam ze złością próbując mu się wyrwać ale Evans mocniej przycisnął mnie do ściany zaciskając boleśnie palce na moim nadgarstku.

-Nie żartuje, Lilly. Zrobisz grzecznie co ci każe.

Zacisnęłam szczęki czując jak podnosi mi się ciśnienie.

-Nie będziesz mi rozkazywał.- powiedziałam patrząc prosto w oczy chłopaka, które wydawały się jeszcze ciemniejsze niż do tej pory. Widziałam jak jego żuchwa się napina, a uścisk na nadgarstku stał się jeszcze mocniejszy. Byłam pewna, że jutro pojawią się na nim siniaki.

-Puść mnie, Evans.

Chłopak nic nie robiąc sobie z moich słów dalej wpatrywał się we mnie lodowatym wzrokiem.

-Powiedziałaś, że zrobisz wszystko co ci powiem.

-Kłamałam.- wzruszyłam ramionami w tym samym momencie, w którym zza ściany dało się słyszeć serię wystrzałów i kogoś krzyk.

Wyrwałam się ciemnowłosemu i ruszyłam w głąb biblioteczki zatrzymując się za jednym z regałów. Po chwili chłopak stanął obok mnie patrząc w stronę drzwi.

-Masz broń?- zapytałam szeptem zerkając na Ashera. Jego dłonie były zaciśnięte w pięści, a jabłko adama delikatnie drżało.

-Mam.- odpowiedział lodowatym głosem.

Widziałam jak wyjął pistolet i go odbezpieczył. Ja miałam przy sobie tylko nóż ale byłam niemal pewna, że uda mi się na tyle zbliżyć do przeciwnika, żeby go użyć i nie zostać przy tym trafiona kulką.

Nastąpiły kolejne strzały, a drzwi do biblioteczki gwałtownie się otworzyły uderzając w ścianę. W pomieszczeniu stanęło dwóch postawnych mężczyzn trzymających w ręku broń. Zaczęli się rozglądać, a ja po cichu cofnęłam się w głąb regałów. Asher został na miejscu przygotowując się do idealnego momentu, aby strzelić. Chłopak miał większą szanse zabijając ich z daleka, ja natomiast musiałam skupić się na tym by nikt mnie nie zauważył i zaatakować z bliska.

Usłyszałam strzał, a następnie głośny krzyk. Mimowolnie uśmiechnęłam się pod nosem i delikatnie wyjrzałam zza półki. Na ziemi leżał jeden z mężczyzn, a obok niego stał Asher. Chłopak postrzelił go w brzuch ale najwidoczniej mężczyzna upadając na ziemie uderzył o nią głową wokół której formowała się duża kałuża krwi. Zmarszczyłam brwi orientując się, że został jeszcze jeden facet. Rozejrzałam się dookoła nigdzie go nie widząc. Cofnęłam się między regały pewnie trzymając w ręce nóż. Byłam już przy trzeciej półce, gdy nagle usłyszałam strzał dobiegający z mojej prawej strony. Szybko kucnęłam, a pocisk który był skierowany we mnie, wbił się w ścianę, która się za mną znajdowała. Nie wydając z siebie żadnego dźwięku obeszłam regał zauważając mężczyznę stojącego do mnie plecami.

Rzuciłam nożem, który wbił się w rękę napastnika, tym samym sprawiając, że upadł na ziemię wypuszczając z dłoni broń. Szybko kopnęłam nogą pistolet, by facet nie mógł go dosięgnąć, a następnie przycisnęłam mężczyznę do ziemi przykładając ostrze do jego brzucha.

-Chciałeś mnie zabić.- syknęłam, a na moje usta wpłynął kpiący uśmiech. Byłam wkurwiona.

Mężczyzna chciał się podnieść, ale mu na to nie pozwoliłam wbijając ostrzegająco ostrze w jego skórę. Syknął i spojrzał na mnie ze złością, chociaż widziałam jak w jego oczach pojawił się strach, który chciał ukryć.

-Karma jest suką.- powiedziałam głęboko wbijając nóż w jego ciało. Facet krzyknął, a ja nachyliłam się w stronę jego ucha.- Ja też.- szepnęłam i przekręciłam sztylet, który nadal znajdował się w jego brzuchu.

Podniosłam się i wyciągnęłam ostrze pozwalając mu się wykrwawić. Odwróciłam się w stronę Ashera, którego widziałam jak od dłuższego czasu przypatrywał się moim czynom.

-Chyba wszyscy.- powiedziałam i dla pewności rozejrzałam się po pomieszczeniu.

Chłopak nic nie powiedział dalej wpatrując się we mnie nieodgadnionym wzrokiem. Popatrzyłam na nóż, który dalej znajdował się w mojej ręce. Był cały z krwi. Odwróciłam się w stronę martwego już mężczyzny i wytarłam sztylet w jego koszulkę. Następnie wcisnęłam go pod sukienkę i podeszłam do drzwi.

-Musimy się stąd wydostać.

Chłopak wyjrzał na korytarz i mocno złapał mnie za rękę.

-Chodź.- powiedział i pociągnął mnie za sobą.

Biegliśmy wzdłuż korytarza, a potem schodach wchodząc na najwyższe piętro. Zatrzymaliśmy się dopiero pod drabiną prowadzącą na dach. Podeszłam do drabiny i przeklęłam cicho pod nosem zdając sobie sprawę, że do niej nie dosięgam. Odwróciłam się w stronę chłopaka, a ten widząc problem głośno westchnął kręcąc przy tym głową.

-No pomóż mi.- warknęłam zirytowana.

Asher chwycił mnie mocno w tali, a ja zauważyłam, że jego dłonie prawie całe oplatają mój brzuch. Mimowolnie się uśmiechnęłam, zdając sobie sprawę, że starania dotyczące mojej sylwetki nie idą na marne.

Chłopak mnie podniósł, a ja podciągnęłam się dosięgając drabiny. Zaczęłam po niej wchodzić, kiedy nagle na schodach pojawił się kolejny uzbrojony mężczyzna. W tym samym czasie padły dwa strzały, a ja poczułam piekący ból na moim udzie. Syknęłam głośno i się zachwiałam. Zerknęłam w dół widząc leżącego martwego mężczyznę. Po chwili przeniosłam wzrok na Evansa, który wpatrywał się w moją ranę.

Słyszałam, że przeklął cicho. Zacisnęłam zęby i zamknęłam oczy próbując się nie puścić. Popatrzyłam w górę i przełknęłam ślinę zdając sobie sprawę, że nie wiele zostało do końca. Wzięłam drżący oddech i zaczęłam wspinać się dalej. Ból promieniował do całej mojej nogi ale uparcie szłam dalej w końcu wychodząc na dach.

Zmęczona i trochę przymulona opadłam na ziemię patrząc na ranę. Nie była głęboka, a kula na szczęście nie została w środku ale ból paraliżował mnie i byłam pewna, że nie dam rady teraz sprawnie chodzić. Po chwili na dach wyszedł również Asher od razu nachylając się do mojego uda. Dotknął delikatnie rany, a ja syknęłam i posłałam chłopakowi mordercze spojrzenie.

-Kula nie utknęła w środku.- powiedział Evans, a w jego głosie dało się usłyszeć ulgę.

Chłopak wstał i mnie podniósł, a ja oplotłam ręce wokół jego karku.

-Ufasz mi?- zapytał, a ja podniosłam brwi do góry, zaskoczona pytaniem.

-Nikomu nie ufam.- odparłam.

-To dobrze.- powiedział tylko ale jestem pewna, że na jego ustach pojawiło się coś na kształt uśmiechu.

Chłopak zaczął biec w stronę krawędzi dachu, a ja przerażona wbiłam paznokcie w jego kark. Przecież ten idiota nas zabije.

-Co ty robisz?!- krzyknęłam ale Evans się nie zatrzymał.

Biegł dalej, a śmierć zbliżała się wielkimi krokami. Kurwa, nie miałam zamiaru jeszcze umierać i na pewno nie przez tego chorego człowieka. Zacisnęłam oczy nie chcąc na to patrzeć, a po chwili poczułam jak spadamy w dół. Nieprzyjemny stan nieważkości zawładnął całym moim ciałem. Krzyknęłam, a dłonie chłopaka jeszcze mocniej zacisnęły się na moim ciele.

Gdy już godziłam się ze swoją śmiercią, usłyszałam głośny plusk i poczułam zimną wodę, która wlała się do moich ust.

Dobrą wiadomością było to, że żyję.

Złą, że byliśmy w basenie, a ja nie umiałam pływać.

My Dark SideOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz