Usłyszała dzwonek do drzwi. Zakręciła kran z wodą i wytarła ręce w fartuch, który miała ubrany na sobie.
– Ja otworzę – krzyknęła w korytarzu, by pani Emilia nie musiała schodzić z piętra na parter.
Otworzyła drzwi i przez chwilę zaniemówiła. Tak jakby ktoś rzucił na nią jakiś urok albo gorzej ... Sprawił niesamowitą niespodziankę, której nigdy w życiu by się nie spodziewała.
On także nic nie mówił – jak zawsze.
– To ty – odezwała się w końcu.
Górując na nią, przyglądał się jej uważnie. Miała wrażenie, że jego ciemne oczy szukają czegoś w jej twarzy.
- Skąd wiedziałeś, gdzie mieszkam?
– Dowiedziałem się – odparł po chwili.
Spojrzał gdzieś w bok i odchrząknął, jakby chciał coś dodać, ale w tej samej chwili oboje usłyszeli czyjś głos.
– Kto przyszedł?
Pola odwróciła się i zobaczyła, jak pani Emilia schodzi po schodach. Zatrzymała się przy niej i spojrzała na gościa. Potem ponownie na Polę i bez ogródek zapytała, kto to. Ta jednak zaskoczona sytuacją, w pierwszej chwili nie zrozumiała, o co jej chodzi. Pani Emila ponownie zaczęła przyglądać się nieznajomemu, jednak on stał niewzruszony i patrzył głównie na Polę.
– Czy jest pan jakimś domokrążcą?
– Nie – Pola odzyskała w końcu rozum i głos. – To ... to mój kolega.
– Kolega? - powiedziała bardzo podejrzliwie pani Emilia.
– Tak – i przełknęła ślinę – kolega.
Obie spojrzały na gościa. Stał cierpliwie przed wejściem i uparcie milczał.
– To dlaczego nie zaprosisz go do środka?
– Tak, oczywiście. Wejdź dalej – powiedziała do niego i obie z panią Emilią odsunęły się od drzwi.
Zrobił, o co prosiła, a gdy zamknął za sobą drzwi, ponownie przyjął pozę milczącego obserwatora. Pola nerwowo weszła do salonu i poprosiła, by usiadł na kanapie.
– Zaraz przyjdę, tylko zdejmę ten fartuch – i wyszła do kuchni.
Pani Emilia cały czas oglądała tę zabawną scenkę i pośpieszyła za Polą.
– Kolega? – szeptała za jej plecami, próbując rozwiązać fartuch na jej plecach. - Jesteś pewna, że to twój kolega? Nie wygląda mi na twojego znajomego. Jest o pięć – siedem lat starszy. I ubrany jest tak elegancko, jakby szedł do teatru albo opery.
– On się tak na co dzień ubiera.
– Naprawdę? Może pracuje w banku?
– Nie, nie – powiedziała, nerwowo ciągnąc za sznurki.
– Hm, ale mówić potrafi? – kobieta pomogła jej z supłem.
W końcu Poli udało się zdjąć ten koszmarny fartuch.
– Pani Emilio, niech pani wraca do mamy, a ja z nim porozmawiam i dowiem się, czemu zawdzięczam tę wizytę.
Siedział z pozoru spokojnie na tej starej, zapadniętej kanapie i czekał na nią cierpliwie. Do jego uszu dobiegały jakieś pomruki rozmów, ale nic z tego nie rozumiał. Nagle na kanapę wskoczył duży kot i położył się (zwijając w kłębek) bardzo blisko niego. Miał ochotę poluzować krawat, ale nie chciał okazywać zdenerwowania.
CZYTASZ
Lepiej (LLI 1.0)
RomansaPola, młoda dziewczyna, spotyka tajemniczego mężczyznę podczas zastępowania swojej chorej matki w pracy. Ów mężczyzna jest nią wyraźnie zainteresowany, ale okazuje to w bardzo specyficzny sposób. Z początku jest to dla niej krępujące, ale po pewnym...
