2

5.2K 294 49
                                        

Usłyszała dzwonek do drzwi. Zakręciła kran z wodą i wytarła ręce w fartuch, który miała ubrany na sobie.

– Ja otworzę – krzyknęła w korytarzu, by pani Emilia nie musiała schodzić z piętra na parter.

Otworzyła drzwi i przez chwilę zaniemówiła. Tak jakby ktoś rzucił na nią jakiś urok albo gorzej ... Sprawił niesamowitą niespodziankę, której nigdy w życiu by się nie spodziewała.

On także nic nie mówił – jak zawsze.

– To ty – odezwała się w końcu.

Górując na nią, przyglądał się jej uważnie. Miała wrażenie, że jego ciemne oczy szukają czegoś w jej twarzy.

- Skąd wiedziałeś, gdzie mieszkam?

– Dowiedziałem się – odparł po chwili.

Spojrzał gdzieś w bok i odchrząknął, jakby chciał coś dodać, ale w tej samej chwili oboje usłyszeli czyjś głos.

– Kto przyszedł?

Pola odwróciła się i zobaczyła, jak pani Emilia schodzi po schodach. Zatrzymała się przy niej i spojrzała na gościa. Potem ponownie na Polę i bez ogródek zapytała, kto to. Ta jednak zaskoczona sytuacją, w pierwszej chwili nie zrozumiała, o co jej chodzi. Pani Emila ponownie zaczęła przyglądać się nieznajomemu, jednak on stał niewzruszony i patrzył głównie na Polę.

– Czy jest pan jakimś domokrążcą?

– Nie – Pola odzyskała w końcu rozum i głos. – To ... to mój kolega.

– Kolega? - powiedziała bardzo podejrzliwie pani Emilia.

– Tak – i przełknęła ślinę – kolega.

Obie spojrzały na gościa. Stał cierpliwie przed wejściem i uparcie milczał.

– To dlaczego nie zaprosisz go do środka?

– Tak, oczywiście. Wejdź dalej – powiedziała do niego i obie z panią Emilią odsunęły się od drzwi.

Zrobił, o co prosiła, a gdy zamknął za sobą drzwi, ponownie przyjął pozę milczącego obserwatora. Pola nerwowo weszła do salonu i poprosiła, by usiadł na kanapie.

– Zaraz przyjdę, tylko zdejmę ten fartuch – i wyszła do kuchni.

Pani Emilia cały czas oglądała tę zabawną scenkę i pośpieszyła za Polą.

– Kolega? – szeptała za jej plecami, próbując rozwiązać fartuch na jej plecach. - Jesteś pewna, że to twój kolega? Nie wygląda mi na twojego znajomego. Jest o pięć – siedem lat starszy. I ubrany jest tak elegancko, jakby szedł do teatru albo opery.

– On się tak na co dzień ubiera.

– Naprawdę? Może pracuje w banku?

– Nie, nie – powiedziała, nerwowo ciągnąc za sznurki.

– Hm, ale mówić potrafi? – kobieta pomogła jej z supłem.

W końcu Poli udało się zdjąć ten koszmarny fartuch.

– Pani Emilio, niech pani wraca do mamy, a ja z nim porozmawiam i dowiem się, czemu zawdzięczam tę wizytę.

Siedział z pozoru spokojnie na tej starej, zapadniętej kanapie i czekał na nią cierpliwie. Do jego uszu dobiegały jakieś pomruki rozmów, ale nic z tego nie rozumiał. Nagle na kanapę wskoczył duży kot i położył się (zwijając w kłębek) bardzo blisko niego. Miał ochotę poluzować krawat, ale nie chciał okazywać zdenerwowania.

Lepiej (LLI 1.0)Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz