pyat

29 6 4
                                        

Pure evil never really dies...






Ciche odgłosy stukania deszczu o stare, spróchniałe framugi okien, w którymś momencie zaczynają cholernie irytować i powodują, że człowiek może oszaleć od słuchania stałego i powtarzalnego dźwięku jakim jest deszcz.

Jednak czy zwariować może osoba, która już dawna oszalała?

Cichutkie odgłosy kroków, których nigdy nie było czy śmiech dziecka, które od dawna nie żyje, to tylko jedne z bardzo niewielu przypadków szaleństwa.
W którym momencie rodzi się obłęd, a kiedy nikt nie jest w stanie go już powstrzymać?
Jak powołuje się do życia strach, który obezwładnia ciało i paraliżuje je w taki bolesny sposób?

Kolejna noc i kolejne odgłosy kroków pośrodku niczego.
Burza, szalejący wiatr i deszcz zacinający powietrze jak ostrze nożna kuchennego.

Śmiech przeplatany lamentacyjnym płaczem i błaganiem o litość, której nie ma i nigdy nie było.

Błysk.
Grzmot.

Mieszające się ze sobą różne uczucia.
Od paraliżującego strachu, po wypełniającą każdą komórkę ciała euforia z kolejnego osiągniętego celu.

Głuchy odgłos łamanych kruchych kości i przeraźliwy krzyk bólu.
Ociężałe ciało ciągnięte po zimnej, betonowej podłodze starego magazynu.
Metaliczny zapach krwi unoszący się w powietrzu.
Mieszający się odór nadchodzącej śmierci i strachu.

Kolejny grzmot i silniejszy powiew wiatru, lekko miotający metalową konstrukcją budynku.

Charakterystyczny dźwięk rozcinanej na pół skóry i powoli wypływająca zewsząd ciemnobrunatna krew, która jeszcze kilka chwil wcześniej krążyła w żyłach żyjącej i oddychającej osoby.

Cichy chłopięcy głosik powtarzający wyliczankę, której nauczył się w wieku sześciu lat i którą znał doskonale do tej pory.
Umysł zamroczony widokiem wykrwawiającej się ofiary i szeroki uśmiech pojawiający się na ustach.

Błysk.
Deszcz.
Wiatr.

Głośny śmiech, roznoszący się strasznym echem wśród ścian pomieszczenia.
Pusty brzęk upuszczanego noża na beton.
Świadomość, że kolejne istnienie spokojnie mogło przejść na drugą stronę życia.
Do miejsca gdzie życie i śmierć równoważą swoje heroiczne moce i nie ma większego znaczenia to kim byłeś.

Cisza otulająca całe przedstawienie, które nieubłagalnie ma się ku końcowi.
Ciepła jeszcze krew otaczająca zimne i kościste palce.

Kolejny błysk rozświetlający całą scenę, którą zajmuje tylko dwójka aktorów, ale za to idealnie spełniających się w swojej życiowej roli.
Cichy śmiech, który z każdym momentem przybiera na swojej sile i finalnie, po całym pomieszczeniu rozchodzi się dźwięk podobny do diabelskiego chichotu.

Zabawa nożem, który upadł kilka metrów od wyglądającej niewinnie ofiary.
Kolejne kroki na głuchym betonie i dzwoniące w uszach echo.
Cicho grająca stara pozytywka gdzieś w oddali.

Dreszcze przebiegające wzdłuż kręgosłupa i zimny pot oblewający ciało.
Powtarzający się scenariusz sprzed kilku dni.
Chęć ucieczki ze świadomością, że stąd nie ma jak uciec i skryć się.

Metalowy krzyżyk ściskany w prawej dłoni i gorliwe modlitwy do Boga, który nie słyszy błagań swoich wiernych.
Złowieszczy śmiech Diabła z powodu kolejnej wygranej.
Walka dwóch światów, gdzie żaden z nich nie może wygrać, bo to on decyduje o każdej śmiertelnej duszy jaka przewija się przez świat.

Znowu burza ustaje i nie ma już nic oprócz ciszy, która wręcz ogłusza i dezorientuje.
Kroki, coraz mocniejsze i głośniejsze.
Błysk ostrza w ciemności, które za chwilę miękko znika wewnątrz ciała.
Zatapia się w nim i przecina wszystkie tkanki.
Kolejna dusza przeprowadzona spokojnie i odpowiednio na drugą stronę, tak jak tego chciała.

Nagle słychać cichy, dziecięcy szloch.
Cieniutki głosik wołający ciągle jedno i to samo zdanie:

"Mamusiu, proszę zabierz mnie stąd. Przepraszam."

Kolejny grzmot i od nowa szalejąca na zewnątrz burza.
Cichy i niewinny płacz zamienia się w prawdziwe wycie i krzyk.
Strach przeszywa ciało.
Serce w szaleńczym biegu, powoli zaczyna przestawać dawać sobie radę.
Uczucie przebijanej skóry i powoli lecącej krwi na dłoni.

Znowu wszystko ustaje.
Nie ma niczego oprócz strachu, zwłok i jego trupiobladej twarzy znowu tępo wpatrującej się w przestrzeń przed sobą.
Zakrwawione wargi wykrzywiają się w psychopatycznym uśmiechu.

On doskonale wie, że nie jest tutaj już całkiem sam.
Czuje, że ma swoją małą publiczność, widza, który obserwuje każdy jego ruch.
Wyczuwa smród strachu, obawy i chęci ucieczki.
Kolejny śmiech w niebogłosy, przecinany głośnymi grzmotami burzy, która wydaje się, że nabrała na sile i jest jeszcze straszniejsza niż wcześniej.

On wie, że prawdziwe zło tak naprawdę nigdy nie umiera, ale on nie uważa, że jest zły.
Nigdy nie był taki jak mówiła o nim matka.
Był dobrym synem, dzieckiem.

Krzyk.
Śmiech.
Płacz.

Znowu nie ma nic.
Tylko ciepłe łóżko, ciemna pościel i normalnie wyglądający nastoletni pokój.
Kolejny zimny pot oblewający ciało.
Szybsze bicie serca, które z każdą chwilą uspokaja swój rytm i wraca do normalnej pracy i kolejna kartka, której nikt nie zauważył.

"Pamiętaj, by nigdy nie oglądać się za siebie."

psychopath ▪ cliffordStories to obsess over. Discover now