8 {Zostań, na zawsze?}

1.3K 138 18
                                    

Kate

Siedzimy na balkonie, popalając jednego papierosa. Siedzę na jego kolanach, wolną ręka głaszcząc jego nagą pierś. Po prostu tak trwamy, wsłuchując się w ruch uliczny Bostonu. Dlaczego to jest takie, dobre? Luke zabiera mi papierosa i sam się nim zaciąga.

– Miałem kiedyś dziewczynę – obracam głowę w jego stronę – Jak to bywa w liceum, miewa się dziewczyny, prawda? – kiwam głową – W każdym razie, ona chciała leżeć całymi dniami w łóżku i się przytulać, a ja chciałem coś robić. Rozpierała mnie energia.

– Sugerujesz, że czas stąd wyjść? – cmoka mnie w czubek nosa.

– Właśnie chodzi o to, że tym razem nie potrzebuje niczego więcej – to nie może już być miłość, prawda?

Zaciąga się papierosem, po czym oddaje go mi.

– Ja też cię lubię, Luke – całuje mnie w czoło i poprawia na swoim kolanie.

Nie wiem jak długo tak siedzimy. Wpatruje się w jego spokojną twarz, po czym przejeżdżam dłonią po jego zaroście. On chyba zasnął! Jego oczy się otwierają, gdy kąciki ust unoszą się ku górze.

– Czy ja zasnąłem? – cmokam go w policzek – Kurde, przepraszam, kocie – chichocze.

– Jak mnie nazwałeś?

– Kocie? Kotek? Miau Miau? Moja kicia? – głaszcze go dalej po zarośniętym policzku, a potem ocieram się ustami o jego.

Układa usta w dzióbek, co powoduje, że szeroko się uśmiecham. Cmokam go w usta, a potem, to on mnie całuje. Jest w tym naprawdę dobry. Zawsze chce więcej i nigdy nie mogę przestać. Gdy tylko on odsuwa swoje usta od moich, ja sięgam po więcej.

– Zrobiłem się głodny po tej drzemce – dlaczego cały czas się uśmiecham – Macie tu coś do jedzenia?

– Luke, muszę ci coś powiedzieć – przybieram poważny wyraz twarzy. Patrzy na mnie z zaciekawieniem, oczekując moich następnych słów – Nie wiem tylko czy to cię nie załamie...

– Masz faceta? – mówi ze zmarszczonymi brwiami.

– Co? Nie! Chciałam tylko powiedzieć, że nie umiem gotować! – wypuszcza powietrze z ust.

– Przez chwile się bałem... – wstaje z jego kolan, ale on szybko ponownie mnie na nie wciąga – O nie, nie, nie odpuszczę ci tego tak łatwo! – wpadam pomiędzy jego nogi, a on zaczyna mnie łaskotać.

– Proszę, proszę, przestań! – mu jednak, ani się śni i zaczyna łaskotać mnie pod pachami. Wiercę się jak opętana – Luke! – krzyczę, ale zabiegany Boston nie zwraca na mnie uwagi.

– Chcesz mi coś powiedzieć, Kitty Kat? – łaskocze mnie po brzuchu, aż podskakuje.

– Przepraszam! – wypuszcza mnie w końcu z objęć śmierci.

– Chodź, ugotuje ci posiłek w stylu Luke'a Hemmingsa.

– Umiesz gotować? – kiwa głową.

– Jest nas czterech facetów, każdy z nas musiał się nauczyć gotować – od razu zauważa pytanie w moich oczach – Mama zmarła gdy byliśmy mali – tule go do siebie mocno.

– Przykro mi – klepie mnie po plecach.

– Jest dobrze. Mam w porządku ojca i dwóch niesamowitych braci, ale nie mów im nigdy, że tak o nich powiedziałem. Muszę trzymać pozę twardziela – chichocze i całuje go w policzek.

– Dobrze.

Luke zaczyna szperać po szafkach w kuchni. Ja siadam na blacie, jestem tutaj całkowicie bezużyteczna.

– Sydney będzie? – nie mam pojęcia gdzie jest moja przyjaciółka – Dobra, zrobię więcej, może dzisiaj znowu poznam jej przygodę na jedną noc.

– Myślałeś tak o mnie? – opiera ręce po obu stronach mojego ciała – Och, ale będzie dobra dupą na jedną noc? – kiwa głową.

– Ty też tak myślałaś. Widziałem twoją przerażoną minę rano.

– Cieszę się, że tu jesteś. Mój prywatny kucharz – cmoka mnie w usta.

– Nie chciałbym być nigdzie indziej, a teraz daj mi gotować – cmoka mnie jeszcze raz – Nie macie tu zbyt dużo jedzenia...

– Bo jesteśmy na diecie! – Luke patrzy na mnie.

– Pobiegłbym do sklepu, ale ktoś tu ma na sobie moją koszulkę.

– Sprawdźmy twój talent na tych resztkach – kręci głową z niedowierzaniem.

– No dobrze. Jeszcze nie gotowałem dla dziewczyny, więc trochę się denerwuje... – on jest uroczy i seksowny i męski. Od kiedy to się da połączyć?

– Zjem wszystko – wtedy właśnie burczy mi w brzuchu.

– Co raz większa presja – chichocze jak głupia.

Luke wyciąga składniki, ale nie chce mi zdradzić co będzie gotował. Przyglądam mu się z zaciekawieniem i z podziwem. W takich sytuacjach właśnie czuć bliskość. Poznając kogoś w ten prosty sposób. Co lubi, co dla ciebie zrobi, kim jest. On jest niesamowity i pichci coś, co pięknie pachnie!

– Długo jeszcze? – staje za nim i przytulam się do jego pleców – Nic nie jadłam od rana, kochanie – zdaje sobie bardzo szybko jak go nazwałam. Chyba wcześniej zdarzyło mi się to tylko w licem. Gdzie wszyscy chcą stworzyć najsłodsze związki na świecie i mówią takie rzeczy. Tylko tym razem to nie było przemyślane.

– Możesz wyjmować talerze, kocie – całuje go pomiędzy łopatkami i idę po talerze.

– Kate! Czy ktoś nam się włamał do mieszkania? – krzyczy Sydney od wejścia – Co tak ładnie pachnie? Nauczyłaś się gotować? – wchodzi do kuchni – O to ty!

– Cześć, Sydney, zjesz z nami?

– Tak pysznie pachnie. Jasne, że tak! – cmoka Luke'a w policzek – Jest idealny – mówi bezgłośnie do mnie – Nie spieprz tego – pokazuje jej środkowy palec.

– Siadajcie do stołu.

Gdy pojawia się z patelnią obok nas, całuje mnie w czoło. Jest taki dobry..

– Bon appetit, moje panie.

Nigdy nie chce go puścić. Całkowicie oszalałam.

reticence • HemmingsOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz