~VIII~

160 24 0
                                        

Pov. Ronnie

Cała trasa koncertowa po Europie przebiegła pomyślnie - zdobyliśmy nowych fanów i jesteśmy już coraz bardziej rozpoznawalni. Za to, wszyscy mamy serdecznie dość i marzy się nam powrót do domu, ale zanim wrócimy, wstąpimy do jednego pubu, opić nasz sukces.

Pierwszą rzeczą, jaką zrobiliśmy po wejściu do lokalu, to skierowaliśmy się do baru i napiliśmy się trochę wódki. Potem Ryan z Chrisem gdzieś zniknęli wśród tłumu, Zakk leżał w kącie pijany, a Ron był w miarę trzeźwy i siedział przy barze wraz ze mną.

Nie wiem jakim cudem, ale ja byłem najmniej pijany. Całe FIR było pod wpływem alkoholu, a rano mamy samolot, którym wrócimy do LA, ale skoro to my świętujemy, to pora się zabawić.

- Whiskey poproszę - powiedziałem do barmana, na co on poszedł nalać trunek do kufla i chwilę potem przyniósł go.

Nie mam pojęcia kiedy minęły te cztery kolejki, ale czułem ilość promili w moim organizmie. Potem postanowiłem wejść na parkiet i zacząłem tańczyć.

Podeszły do mnie jakieś laski i wspólnie spędzaliśmy czas. Później one zaciągnęły mnie w jakieś miejsce, ale sam nie wiem gdzie.

***

Wczoraj urwał mi się film. Obudziłem się bardzo wcześnie w łóżku z jakąś dziewczyną. Kurwa, chyba zrobiliśmy to. Obróciłem się w jej kierunku i jak widać spała. Szybko wstałem z łóżka, ale całe szczęście miałem na sobie bokserki, czyli nie uprawialiśmy seksu, odetchnąłem z ulgą.

Postanowiłem się szybko ubrać i poszukać chłopaków, bo musimy być na lotnisku przed dziewiątą, czyli mam niecałą godzinę, aby znaleźć i zapakować tych debili do samolotu, tylko jeszcze nie mam pojęcia, gdzie oni do kurwy nędzy są.

Zszedłem schodami w dół, które prowadziły prawdopodobnie do miejsca, w którym wczoraj opijaliśmy nasz sukces. Rozejrzałem się po całym lokalu i widziałem całą czwórkę przytuloną do siebie pod jedną ścianą. Wyglądali tak śmiesznie, a zarazem słodko, że musiałem im zrobić zdjęcie. Będę miał czym ich szantażować.

Podszedłem do nich i musiałem obudzić jakoś te śpiące królewny. W końcu wpadłem na pewien pomysł.

- Ej wy królewny, nasz samolot odleciał i musimy teraz wracać z buta do domu!! - wykrzyczałem im to do uszu, a oni zerwali się na równe nogi.

- Że co kurwa? To nie może być prawda. - zabrał glos zszokowany Ryan.

- Ronnie, nie leć z nami w chuja, bo dobrze wiem, że kłamiesz. - widziałem, jak Zakk jest na mnie wkurwiony, musiałem jakoś to załagodzić.

- Dobra, ogarnijcie dupy i pakujcie się do taksówki, bo za godzinę mamy samolot. Chyba, że jednak wolicie wracać sami.

- Po moim trupie, nie będę szedł tyle kilometrów z Berlina do LA, no bez przesady. - odezwał sie zaspany Ron.

Po chwili wszyscy wyszliśmy z lokalu i zamówiliśmy taksówkę. Po pięciu minutach zjawiła się przed pubem i wsiedliśmy do środka.

*pół godziny później*

Ledwie co zdążyliśmy na lotnisko, ale na szczęście samolot nie odleciał nam. Kto to widział, żeby tak wcześnie były korki na mieście? Staliśmy dobre piętnaście minut w kilku kilometrowym sznurze samochodów.

Saviour || Andy BiersackOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz