Dochodzi dwudziesta druga, kiedy jedziemy pod klub. Wysiadam szybko i proszę Mike'a, aby został i zatrzymał taksówkę tak długo, jak się da, żebyśmy mogli wrócić do domu. Przez dłuższą chwilę spiera się ze mną, że nie puści mnie tam samej. Po chwili jednak uświadamiam go, że to prędzej jego nie wpuszczą ze mną. Odpuszcza, a ja szybkim krokiem ruszam w stronę wejścia, które wcale nie wygląda zachęcająco. Obskurne, zdarte z farby drzwi otwierają się z impetem, zanim zdążam sięgnąć do klamki. Zupełnie jakby na mnie czekali. „Świetnie", myślę. W progu stoi Rick, ochroniarz, i szybkim gestem ręki zapędza mnie do środka. Przechodzę przez krótki korytarz wyłożony terakotą i zauważam wszystkich, dosłownie wszystkich, którzy mogliby się tu zjawić. Mollie i Dakota zostały chyba dopiero co wyciągnięte ze sceny, bo stoją w fioletowych, satynowych szlafrokach, które zakładamy po występie. Viola i Lisa siedzą na puchowych fotelach z założonymi rękoma. Bruce stoi między jednymi a drugimi i patrzy na mnie surowym wzrokiem, a stojąca obok niego Stella posyła mi szyderczy uśmieszek. A więc to ona macza w tym palce. Nawet Rick stoi z tyłu i patrzy uważnie na to, co, jak przypuszczam, za chwilę się wydarzy. Zaczynam się niepokoić i już chcę zapytać, o co chodzi, jednak Stella mnie wyprzedza.
– Dowiedziałam się, jak urządziłaś sobie moją zmianę. Jak mogłaś przyprowadzić jakąś obcą lalę, która w dodatku nie zna umiaru w alkoholu?! Teraz się tłumacz – rzuca ostro i przechyla głowę w stronę Bruce'a. Ten patrzy na mnie surowym wzrokiem, ale wciąż milczy, co jest do niego aż nadto niepodobne.
– Zasady są takie same dla nas wszystkich, Stess, nie jesteś inna – wtrąca Mollie.
A więc ona też. Wiem, że nie dogadujemy się najlepiej, ale jak widać Stella posiada wyjątkowy dar nastawiania ludzi przeciwko innym. Reszta dziewczyn patrzy to na mnie, to na Stellę, jakby w myślach wybierały, czyją stronę przyjąć. Czuję się trochę zdezorientowana, więc patrzę na Bruce'a pytającym wzrokiem.
– Pozwólcie, że porozmawiam o tym ze Steshią na osobności – oznajmia stanowczym tonem i obraca się na pięcie w stronę swojego „gabinetu", jeśli tak można to nazwać. Ruszam szybko za nim. Wchodzimy do małego pomieszczenia, w którym nie ma nic prócz biurka ze stertą papierów, obrotowego krzesła i komody przepełnionej alkoholem. Jedyną wyjątkową rzeczą w tym pokoju, a właściwie budynku, jest okno. Całą salę główną i resztę pokoi pokrywa półmrok i neonowe światła, od których po dłuższym czasie ból głowy staje się nie do zniesienia. Bruce siedzi za biurkiem i znów milczy, wyraźnie czekając, aż to ja zacznę mówić. Kiedy jednak tak się nie dzieje wywraca oczami i zaczyna swoje wywody.
– Dobra, Stess, powiem krótko, tak do cholery nie może być. Widzisz, co się teraz dzieje? Nie będę ukrywał, że łamiesz zasady i to ostro. Brać kogoś z zewnątrz i kazać mu odwalać fuchę za siebie? – wylewa to z siebie jednym ciągiem.
– Nie dałabym rady ogarnąć tego sama, a Chloe... nie miała z tym żadnego problemu – tłumaczę.
– Ale wszyscy tutaj, kurwa, go mają, nie widzisz? – wydaje się być coraz bardziej rozzłoszczony. – Nawet jeśli ja chcę przymknąć na to oko, to wszystkie dookoła cię zjedzą!
Nawet nie wiem, jak się tłumaczyć. W mojej głowie wydawało się to tak błahe, że chyba nawet nie traktowałam tego poważnie, a to jedynie zasady tego chorego miejsca sprawiały, że wszystko stało się problemem. Często zastanawiam się, dlaczego w ogóle się w to pakuję. Nagle zdaję sobie sprawę, że to może doskonała okazja, aby po prostu stąd zniknąć?
– W takim razie może oszczędź nerwów sobie i pozostałym, i zwyczajnie mnie wyrzuć? – Ta propozycja brzmi niczym stąpanie bo bardzo cienkim lodzie.
CZYTASZ
Wyzwolona
Mystery / ThrillerNieważne jak bardzo w życiu się staramy, czasem los ma dla nas inne plany. Mamy do wyboru dwie opcje: tkwić w tym co jest tu i teraz, albo postawić krok na przód, by coś zmienić. Steshia Clark uciekła z domu nie bez powodu. W deszczową noc ląduje w...
