V - Było blisko

1.1K 83 5
                                        

Znajduję się w sali treningowej. Jest to ogromne pomieszczenie z kącikiem do uprawiania łucznictwa, małą zbrojownią, tarczami, w które rzuca się sztyletami oraz wielkim "ringiem" na samym środku. Ten "ring" to zwykłe podwyższenie, na krórym wojownicy toczą walki.
Fandral postanowił poprawić celność i podszedł do łuku, Volstagg, (sorki jednak tak to się pisze) ja i Sif zaplanowaliśmy pojedynek. Każdy walczy z każdym. Na pierwszy ogień idą oni. Wojowniczka wybiera długi, cieńki miecz, a jej rywal topór. Zaczyna się. Pierwsza atakuje dziewczyna. Robi kilka obrotów i celuje w bok kompana. Ten jednak unika ciosu i wymierza swoją broń w jej głowę. Niestety mija ją o pare milimetrów. Potem słychać już tylko szczęk uderzającego metalu o metal. Myślałem, że to nigdy się nie skończy. Niedoczekanie moje. Sif uderza łokciem o plecy Volstagga. Ten chwieje się na nogach i obraca. To był jego błąd, wykorzystała okazje i kopniakiem przywarła go do podłogi. Przysunęła ostrze do jego szyi.
- Szach mat. - lekki uśmiech wkradł się na jej twarz.
- Nieźle. - odpowiedziałem - teraz, moja kolej.
- Dziękuje za udaną walkę - odparł mężczyzna i się ukłonił.
- Ja również - ona zrobiła to samo
- To co? Zaczynamy?
- Jasne ale nie dam ci forów?
- Nie musisz, lady. - poczekałem, aż towarzysz zejdzie z obszaru potencialnego zagrożenia.
- Gotowy?
- Zawsze.
Przywołałem Mjölnir do prawej ręki. Uderzyłem pierwszy. Zamachnąłem się raz czy dwa razy. Nastęnie zacząłem rzucać młotkiem w stronę rywalki. Za każdym razem chybiałem, była za szybka. W mgnieniu oka znalazła się przy mnie i uderzyła rękojeścią w moje czoło. Zupełnie się tego nie spodziewałem. Znów przywołałem broń. Tym razem udało mi się ją obezwłdnić. Jedną ręką przytrzymywałem jej dłonie, drugą walnąłem ją w brzuch. Kiedy padła na ziemię. Położyłem na jej klatce Mjölnir. Mogła unieść tylko głowę.
- Szach mat.
- Nie kradnij mojego powiedzonka - zaśmiała się pod nosem - dobra, mógłbyś to ze mnie zdjąc?
- No nie wiem. Sama spróbuj.
- Ha ha, bardzo śmieszne.
- Dobra, już dobra.
Odłożyłem go obok i podniosłem ją z gleby.
- Ostatni pojedynek na dziś, Volstagg wskakuj.
- Już pani szefowo.
Pojedynek wyglądał tak jak poprzednie. Jednak tym razem nie było tak kolorowo. Do sali wszedł Loki. Jego głos rozbrzmiał po całym pomieszczeniu.
- Thor, jestem. Pamiętasz,  miałem przyjść.
W tej chwili świat jakby zwolniłnswoje obroty. Zobaczywszy Psotnika wypuściłem przypadkiem młot z ręki,a ten zamiast się zatrzymać leciał w stronę Fandrala. On natomiast obrócił się aby zobaczyć kto przyszedł. Strzałę miał naciągniętą. Była idealnie wymierzona w kłamcę. Gdy tylko narzędzie zderzyło się z jego bokiem puścił cięciwe. Widziałem jak grot połyskiwał w świetle ciągle zmniejszając odległoś między jego przeszkodą. Przz głowę przeleciały mi same czarne scenariusze. Jednak żaden się nie sprawdził. Reflekst mojego brata pozwolił mu na przeteleportowanie się kilka metrów dalej. Strzała wbiła się w ścianę idealnie na wysokości jego serca.
- Loki! - krzyknąłem, podbiegłem do niego i oplotłem ramionami. - Nic ci się nie stało? Było blisko.
- Tak, jest wszystko w porządku. - był bliski płaczu lecz zachował powagę -Przyszedłem tylko powiedzieć, że już za 15 minut obiad. Przesiedzieliście tu całe 6 godzin.
- Dziękuje za powiadomienie. Zmykaj, my zaraz dołączymy.
Psotnik zniknął za drzwiami.
- Musimy być bardziej ostrożni.

Sorki, że tak późno ale nie miałam czasu. Następny rozdział w środę ^^

Young Loki [REMONT :3]Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz