Właśnie szliśmy drogą do kawiarni, już minęłyśmy bibliotekę. To w tym momencie skończyliśmy naszą podróż. Stałam przed kawiarnią, puki Alex nie zaciągnęła mnie do niej. Kiedy weszliśmy zaczęła kogoś...szukać wzrokiem? Nie potrawie zrozumieć jej działań. Po chwili znalazła osobę, którą szukała i ruszyła w stronę jednego z stolików. Przywitała, się z zielonookim mężczyzną. Kiedy poczułam jego woń, czułam się szczęśliwa, lecz nie wiedziałam czemu.Ciągnęło mnie do niego, ale nie w taki sam sposób jak do Parkera . Zielonooki spojrzał na Alex i uśmiechnął, się do niej. Po chwili jego wzrok padł na mnie.
-Miło mi poznać, jestem Aaron Wood.-
powiedzial, miłym dla ucha głosem.
-Mi też miło, jestem Izabella Smith.-podałam rękę na przywitanie na co on odwzajemnił mój gest.
-Bella to jest mój przyjaciel, oraz to on jest królem wampirów.- spojrzałam na nią jakby była głupia. Tylko jak zobaczyła jak, się na nią patrzę, wybuchła śmiechem. Spojrzałam na Aarona, i nagle poczułam przytlaczajacą aurę. Biła właśnie od niego, po chwili znikła tak samo jak, się pojawiła.
-Więc czego może chcieć ode mnie sam król? - spytałam z lekką ironią.
-Przyszedłem tylko załatwić kilka spraw. Słyszałem że znalazłaś mate i okazał się być nim alfa najpotężniejszych watahy. Ostatnio mamy ciągle sprzeczki z nimi, więc byśmy mogli zawrzeć sojusz. - kiedy skończył patrzył, się na mnie, czekając co powiem
-Czemu ja? - spytałam zszokowana.
-Płynie w tobie w końcu królewska krew. - na chwilę przerwał widząc moje zmieszanie.
-Alex czyżbyś jej nie powiedziała. - w jego głosie wyczułam złość. Tylko jakim cudem może we mnie płynąć królewska krew?
-Niestety nie- powiedziała zmieszana. - Jakoś mi to umknęło... - nie udało jej się skończyć bo przerwałam jej.
-Ale jakim cudem płynie we mnie królewska krew? Czy jeszcze o czymś nie wiem? - patrzę raz na przyjaciółkę, raz na wampira. Widzę na ich twarzach zmieszanie, jednak coś jeszcze ukrywają.
-To o czym nie wiem? -
-Bella my jesteśmy rodzeństwem. - nagle Aaron znalazł, się za mną i mnie przytulił.
-To nie możliwe..- cicho powiedziałam.
-Przepraszam, naprawdę przepraszam,że nie udało mi ciebie zabrać.
Poczułam się przytoczona nowymi informacjami. Muszę to wszystko przemyśleć. Wywinełam, się z jego objęcia i wstałam z krzesła.
-Muszę to przemyśleć - oznajmiłam. Ruszyłam w stronę drzwi, nikt mnie nie zatrzymał i nikt, się nie odezwał.
Wyszłam z budynku, po czym zaczęłam, się rozglądać. Coś było nie tak, czułam na sobie czyjś wzrok. Niestety nie mogłam dostrzeć kto mi się przygląda, było zbyt wiele ludzi. Ruszyłam w kierunku domu.
Pewnie po prostu mi, się wydaje.
Dopiero po kilkunastu minutach byłam w domu. Czując zmęczenie udałam, się do mojego pokoju. Podeszłam do szafy i wzięłam swoją piżame. Udałam się do łazienki i
napuściłam wody do wanny. Wrzuciłam do niej zapachową kule. Rozebrałam się i wrzuciłam brudne ciuchy do kosza. Powoli weszłam do gorącej wody, by po chwili zacząć myć włosy. Nagle usłyszałam trzask szkła, szybko wyszłam z wody i owinełam się ręcznikiem. Zbiegłam na dół i zobaczyłam Parkera, który zbierał szkło. Powoli starałam, się wejść na górę, lecz moje plany zniszczyły schody. Musiały zaskrzypić.. Spojrzałam na dół gdzie stał Parker, jego głową była teraz odwrócona w moją stronę. Jego oczy były teraz całkowicie czarne. Powoli zaczął iść w moim kierunku. Szybko ruszyłam w stronę łazienki, a po usłyszeniu skrzypień schodów wiedziałam że się zbliża. W ostatnim momencie udało mi, się zamknąć drzwi. Osunełam, się na podłogę i oparłam o nie. Po chwili zaczął walić w drzwi.
-Bella otwórz je,bo jeśli nie to je wywarze. - powiedział spokojnym głosem.
-Nie zrobisz tego, jestem przy dwiach. - to był jedyny sposób na trzymanie jego z daleka ode mnie. Tylko kto do cholerny mnie wydał!
-Czemu mnie cały czas odrzucasz. - zaczął cicho Parker, w jego głosie był wielki żal i desperacja.
-Przepraszam, gdybyś miał inną mate... - jednak nie udało mi się dokończyć.
-Nie prawda, nie chciałbym innej , która nie byłaby tobą. - na jego słowa moja wilczyca była szczęśliwa, a ja razem z nią.
-Pójdź do salony, zejdę do ciebie zaraz.- Nic nie powiedział, ale jego odalające kroki utwierdziły mnie w przekonaniu, że poszedł.
Ubrałam, się w piżame i tak jak obiecałam zeszłam na dół do jadalni. Znalazłam go siedzącego na krześle, usiadłam na przeciwko jego. Czekałam mnie teraz trudna rozmowa..
Czekałam aż zacznie, lecz ten moment chyba nie ma nadejdzie. Minęły już z 5 minut, a nadal milczaliśmy. W końcu zdecydowałam, że zacznę.
-Powiedz mi, czy zaakceptowałbyś mnie pomimo tego, że mogłabym być wampir a nie wilkolakiem? - poczułam wielkie zdenerwowanie.
-A co to ma do rzeczy?- spytał, patrzył na mnie nie rozumiąc o co mi chodzi.
-Dużo- mruknełam.
-Powiedziałem Ci wcześniej, że nie chciałbym innej mate,ale chciałbym dowiedzieć się czemu mnie odrzucasz. - na jego słowa odetchnełam z ulgą.
-Bo ja nie do końca jestem wilkolakiem - powiedziałam cicho.
-Ja jestem w połowie wampirem--dodałam po chwili.
Jego oczy były teraz wielkości pięcio złotówek. Patrzył ma mnie jakbym mówiła po chińsku, a po chwili wstał z krzesła i wyszedł. Poczułam wielkie zawiedzenie, a przecież mówił, że nie będzie chciał innej.
Kłamca.
Szybko udałam się do mojego pokoju. Kiedy, się w nim znalazłam, opadłam na łóżko i zaczęłam płakać.
Pomimo tego, że wiedziałam, że to tak, się skończy miałam nadzieję, że będzie inaczej. Nie zasługuje na mnie, gdyby mnie kochał zaakceptował by moją odmienność. Z tą myślą starłam moje łzy i obiecałam sobie, że stanę się silniejsza. Wtuliłam, się w poduszkę i zasnęłam.
CZYTASZ
Porzucona wilczyca
WerewolfNiechciana Samotna Isabella porzucona w wieku 14 lat przez swoją rodzinę. W jej żyłach płynie krew Alfy. Teraz silna i niezależna, lecz nadal jest łotrem. Niespodziewanie jej życie zmieni tylko jedna osoba.
