05 Kłopoty

1.1K 85 12
                                        


Rozdział w całości jest napisany w trzeciej osobie liczby pojedynczej. Jeżeli wygląda lepiej i przede wszystkim łatwiej się go czyta niż poprzednie, dajcie znać.

• • • • • •

Michelle wychodząc z gustownej altany i zostawiając Petera samego ze swoim myślami, wypowiedziała ciche dni pomiędzy nimi dwojga. Choć w głębi duszy najchętniej rzuciłaby się ze łzami w oczach w jego szerokie ramiona, w których z pewnością mogłaby uchronić się przed całym złym światem, wiedziała, że taki obrót sytuacji zaszkodziłby ich zawiłej relacji. Poza tym ckliwe zachowanie było wbrew jej rogatej naturze, która za wszelką cenę chciała wyjść na zewnątrz i pokazać się światu. Michelle zdawała sobie sprawę, że nawet gdyby tak się stało jej dwójka przyjaciół, Peter oraz Ned, nie zostawiliby jej samej na lodzie, bowiem na codzień była dla nich nieznośna, wręcz okropna, a mimo to nadal z nią byli. Rudowłosy nawet zechciał siedzieć dziewięć godzin razem z nią w autobusie, ramię w ramię, dzielnie znosząc niemiłą postawę dziewczyny. Potem próbował urozmaicić im drogę do kampusu poprzez nieśmieszne żarty i śpiew, który swoją drogą nie był aż tak przykry dla ludzkich uszu.

— Jesteś żałosna Michelle — szepnęła sama do siebie, gdy rzuciła się na łóżku, pozbawiona sił i dalszej chęci do uczestniczenia w tej cholernej wycieczce.

W odróżnieniu do Michelle dla Petera wyjście dziewczyny z altany znaczyło zupełnie co innego. Pomiędzy wierszami, które zostawiła za sobą, wyczytał, że ma się do niej nie odzywać, dopóki sama nie stwierdzi, iż nadszedł czas na zakopanie toporu wojennego. Szczerze mówiąc, rudowłosy wcale nie dziwił się jej postawie. Informacja o tym, że jest on Spider-Manem, która wypowiedział w złości Ned, podsłuchana rozmowa z Nickiem Furym, nieprzemyślanie rzucane słowa i cała prawda o Peterze w zaledwie paru zdaniach to zbyt wiele jak na jeden dzień.

Oszołomiony chłopak potrzebował paru minut, aby przywrócić się do porządku i wrócić do przydzielonego dla niego, Abe i Jasona pokoju. Gdy do niego dotarł, to co ujrzał w środku wstrząsnęło nim jeszcze bardziej. Bowiem spodziewał się pijaństwa, opakowań po jedzeniu, które byłyby porozrzucane na podłodze, muzyki i dobrego humoru, zamiast tego znalazł trzynaście ciał leżących na wznak z żółtą karteczką na podłodze. Peter przez chwilę myślał, że zemdleje. Przed jego oczyma przewinął się obraz umierającego pana Starka i widok jego zbolałej, dumnej twarzy, która zdawała się już nie mieć siły na jakikolwiek ruch. Chłopak potrząsnął głową, aby odpędzić od siebie najgorsze w jego życiu wspomnienia o najwspanialszej osobie jaką znał. Podszedł do wręcz martwych ciał swych przyjaciół. Powstrzymywał się z całych sił od grymasu na ustach i chęci mordu człowieka, który to zrobił.

— Abe, Jason — szepnął, potrząsając ich bezwładne ramiona. — Cholera jasna — przeklął, gdy żaden z nich mu nie odpowiedział.

Rudowłosy prędko przyłożył ucho do klatki piersiowej swego ciemnoskórego przyjaciela, który wydawał się na najbardziej poszkodowanego. Modlił się o to, aby żył.

Uderzenie.
Uderzenie.
Przerwa.

Wypuścił powietrze. Peter zdawał sobie sprawę, że powinien najpierw wyczuć oddech, a dopiero potem tętno, ale wywołana presja przez widok bezwładnych ciał, wywołała w nim panikę i nielogiczne myślenie. Spojrzał na Jasona. Już nie musiał sprawdzać pracy serca, ponieważ widział, że chłopak miarowo i samodzielnie oddycha. Reszta osób, leżących koło nich, zachowywała się zupełnie tak samo. Jakby ktoś dotknął ich głów magiczną różdżką i dzięki temu zapadli w głęboki sen.

danger is close; spidermanOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz